Ponieważ od kilki dni pracuję nad ostatnim rozdziałem księżycowego projektu, w głowie pojawiło mi się hasło zamykania. Zamykam, czyli łączę nitki z wcześniejszych rozdziałów, wiążę je w supeł, tak żeby się opowieść nie rozsypała. Zamykanie trochę mechanicznie kojarzy mi się z otwieraniem, a tym, co można otworzyć i zamknąć są drzwi i okna. Pomysł pisania o drzwiach jest ryzykowny, przecież nie są w sztuce tym, co najważniejsze. Przez chwilę nawet zastanawiam się, czy ma sens ciągnąć temat i postanawiam urwać nitkę skojarzeń już teraz.

Maszyna jednak raz puszczona w ruch nie daje się tak łatwo zatrzymać. Widzę je. Drzwi, piękne, malowane na złoty kolor, drewniane skrzydła prowadzące na dziedziniec świątyni Thian Hock Keng, jednej z nastarszych w Singapurze chińskich świątyń taoistycznych. Powstała na początku XIX wieku, gdy pierwsza fala emigrantów z Chin przypłynęła niewielkimi łódkami na wyspę. Świątynię ku czci bogini morza, Mazu, Chińczycy postawili na samym brzegu. Ci, którym udało się przeprawę przeżyć dziękowali za nią. Ponieważ brzeg był blisko, próg świątyni musiał być bardzo wysoki. Miał chronić budowlę przed falą. Dzisiaj brzeg poszerzonej wyspy znajduje się już w innym miejscu, a świątynia stoi w centrum dzielnicy biznesowej Singapuru i morza przed nią nawet nie widać. Próg jednak pozostał. Warto wiedzieć, że we wszystkich świątyniach chińskich nie należy stawać na progu, ponieważ można rozgnieść siedzące na nim duchy. Wracamy jednak nad dawny brzeg, do świątyni bogini Mazu. Drzwi pilnują dwaj namalowani na ich skrzydłach bohaterowie, bracia, Shen Tu i Yu Lei, strażnicy drzwi, których wizerunki strzegą przed złymi duchami. Według tradycji chińskiej bracia Shen Tu i Yu Lei pilnowali bram piekieł, wyłapywali złe duchy, które mogły zagrażać ludziom, i rzucali je na pożarcie tygrysowi.

image

Świątynia Thian Hock Keng jest nie tylko jedną z najstarszych, ale także najpiękniejszych w Singapurze. Na dachu znajdują się pięknie rzeźbione smoki. A skoro pojawiła się sylwetka mitycznego zwierzęcia, do głowy przychodzą mi zupełnie inne drzwi, prowadzące do zupełnie innej tradycji. Brama Isztar stanowiła część obronnych murów Babilonu. Powstała za panowania Nabuchodonozora II, w VI wieku p.n.e i także zdobiły ją smoki, jednak zupełnie inne niż w chińskiej tradycji. Chińskie smoki są samodzielnym symbolem mocy, w łapach trzymają zwykle kulę, w której skupia się ich siła. Babilońskie smoki należy łączyć z mezopotamskim bogiem Mardukiem, królem bogów, który stworzył człowieka i się nim opiekował. Skojarzenie, które poprowadziło do Babilonu jest jednak zwodnicze. Do każdego budynku prowadzą przecież jakieś drzwi lub brama. Do każdej świątni i grobowca trzeba wejść. Szukam więc nie drzwi każdych, lecz tych, które mają wyjątkowe znaczenie. Ich rodzajem była z pewnością zasłona świątyni Salomona (więcej o o zasłonie tu) , która chroniła część poświęconą Bogu, czyli Święte Świętych. W żydowskiej tradycji, w tej części obecny był Bóg. Miał przyjmować postać obłoku, zaraz więc ze świątyni Salomona obłok w mojej głowie przepływa przez drzwi obrazu Rene Magritte’a. Surrealista często czynił drzwi pomocą w zaszyfrowanych znaczeniach, ukrytych na obrazach. Nie tylko zresztą drzwi prowadzące do pokoju, także do szafy (więcej o szafie tu), i nie tylko drzwi, także okna, które w poetycki sposób malarz rozbijał wielokrotnie, kawałki szkła wypełniając widokiem i wprowadzając widza w błogie zadziwienie.

image

A skoro już o oknach mowa porzucę na chwilę malarstwo i wskoczę w okno filmowe, które pojawia się, jako symboliczne przejście do świata fikcji. Przykładem może być „Basen” z 2003 roku, Françoisa Ozona, także film Julio Medema z 2001 roku, „Lucia i seks” (więcej o filmie tu), czy klasyka gatunku, czyli „Okno na podwórze” z 1954 roku, Alfreda Hitchcocka. A jednak nie uda mi się odejść daleko od malarstwa, bo okno malował także Caspar David Friedrich i u niego także nie jest ono jedynie dziurą w ścianie, lecz próbą pokazania losu człowieka. W sztuce religijnej, architekturze, okno nigdy nie było jedynie otworem. Witraże, gotyckie ściany przeprute wysokimi oknami, wiązały się z boską symboliką światła, podobnie jak trzy okna umieszczane na wschodniej ścianie kościoła, symbolizowały Trójcę Świętą. W malarstwie średniowiecznym każde trzy okna najpewniej nawiązują właśnie do symboliki Trójcy. Co przypomina mi, że trzy arkady, tym razem niechrześcijańskie, tworzyły konstrukcję starożytnego łuku triumfalnego i dla rzymskich wodzów były bramą zwycięstwa. W renesansie symbolika łuku powróciła i została wzbogacona. Łuk, wykorzystywany w sztuce nagrobnej, symbolizował przejście w zaświaty. A jeśli pojawiło się słowo przejście, nie można nie wspomnieć, że drzwi mogły prowadzić zarówno w miejsce uświęcone jak i przeklęte. Mogły prowadzić do nieba, jak i do piekła. Do piekła, czy też otchłani prowadziła w sztuce średniowiecznej rozwarta paszcza nieszczęsnego potwora, symbolu chaosu, lewiatana. Tak jak i wrota Augusta Rodina, XIX wiecznego francuskiego rzeźbiarza, prowadzące do piekieł i inspirowane „Boską Komedią” Dantego. Tym tropem jednak idąc należałoby wymienić nie jedną parę a wiele par drzwi, zaczynając od drzwi gnieźnieńskich. Schodzę więc ze ścieżki wyliczania i powracam do tematu przejścia. W mitach afrykańskich na przykład, do nieba można było wejść po sznurze, który łączył niebo i ziemię. Łączył jednak do czasu, gdy został przecięty. A wtedy niebo od ziemi znacznie się oddaliło. Aborygeni też wspinali się do nieba, ale po drzewie. A biblijny Jakub, wspinając się we śnie, wykorzystał nie sznur i nie drzewo, tylko drabinę. Najważniejszym jednak w religi przejściem, bramą, samymi drzwiami, był Jezus. W chrześcijańskim kościele drzwi mają więc wyjątkowe znaczenie. Średniowieczne portale zdobione są rzeźbami świętych i Sądu Ostatecznego. Prowadzą od zachodu ku wschodowi, ku prezbiterium i oknom, przez które przenika światło, symboliczna boża obecność. Bramą jest też Maria, bo urodziła Syna Bożego, ale jest bramą zamkniętą, poniewaz była dziewicą.

image

Symboli kobiecych, kojarzących się z drzwiami, czy też z przejściem, jest jednak znacznie więcej. Dla Maorysów kobieta w czasie menstruacji zyskiwała moc i stawała się przejściem, bramą pomiędzy światami. Tradycję menstruacji, przez Maorysów łączoną ze świętą rzeką, zniekształcili w XIX wieku brytyjscy etnografowie, którym zależało na dostosowaniu kobiecych mitów i tradycji Nowej Zelandii do patriarchalnego układu Europy Zachodniej. Że im się udało, niech świadczy fakt, że do dzisiaj powtarzana jest informacja o maoryskiej kobiecie, która w czasie miesiączki jest nieczysta. Kobiety pochodzenia maoryskiego starają się przywrócić pierwotne rozumienie tradycji ich ludu, ale nie jest to wcale proste, bo układ społeczny zniekształcił dawne obyczaje i wyznaczył kobiecie już inne miejsce, niż to, które pełniła w pierwotnej, maoryskiej społeczności. Kobieta straciła moc uświęconą przez Matkę Ziemię i zaczęła wstydzić się przejawów swojej kobiecości, w tradycji Europy Zachodniej kojarzonej z czymś nieczystym. W tym miejscu należy wspomnieć chyba o „Alicji w krainie czarów”, książce o dojrzewaniu dziewczynki, która nie tylko wpada w króliczą norę, ale także musi otworzyć drzwi, za sprawą czarów dopasowując się do ich rozmiaru. Cała opowieść Lewisa Carrolla wydaje się rodzajem drzwi prowadzących ze świata dziecięcego w świat kobiecy, w który także prowadzi, lecz już całkiem inną drogą, bo przez dziurę w drzwiach, praca „Étant donnés” Marcela Duchampa, tworzona przez artystę po kryjomu, przez dwadzieścia lat życia, i wystawiona dopiero po jego śmierci. Nie tylko są drzwi, ale jest też tajemnica, która znajduje się za nimi i ma ona, co widać na pierwszy rzut oka, związek z kobiecością.

image

Teraz niestety muszę, chociaż bardzo niechętnie, powrócić do świata męskich przejść i bram, a także kluczy, a najsłynniejsze dzierżył w dłoni święty Piotr. Według tradycji chrześcijańskiej otwiera nimi bramę do nieba. Chrześcijańskie niebo widziano także często jako miasto, Niebiańską Jerozolimę o dwunastu bramach. Zło nie zdołałoby przez nie przejść, bo bramy Niebiańskiej Jerozolimy stanowiły kres panowania nieczystych mocy. W wielu kulturach drzwi pilnowane są przez zwierzęta lub przez strażników obdarzonych szczególnymi mocami. W Egipcie były to lwy, w Mezopotamii boginie oddźwierne. Janus pilnował drzwi w Starożytnym Rzymie. W Chinach i miejscach związanych z chińską kulturą, wejścia nie tylko do świątyń, ale także domów, czy restauracji, pilnowane są przez parę lwów, zwanych psami Buddy. Chronią one przed złymi mocami, które pomiędzy zwierzętami nie zdołają się przemknąć. Widać wyraźnie, że drzwi nie zawsze są otwarte, a jeśli są otwarte, to nie dla wszystkich. Są i takie, które tradycja zamknęła na klucz. Mam nadzieję, że mojej bohaterce, Lunie, uda się te zapomniane drzwi uchylić. Dlatego wracam do niej i do ostatniego rozdziału, w którym ją pozostawiłam.