Działo się to pewnego deszczowego wieczora. Krople odskakiwały od parapetu i lądowały prosto w błocie, na które padało nienaturalne światło telewizora mrugającego w przyzakładowej świetlicy. Wewnątrz świetlicy nikt w telewizor nie patrzył ani lektora nie słuchał. Robotnicy po zmianie, w kapciach, dresowych spodniach i luźnych, powyciąganych swetrach, obsiedli jeden tylko stolik. Karty odłożyli na bok i z ciekawością przyglądali się naczyniu, które kolega wniósł przed chwilą do seledynowej sali i postawił z dumą przed nimi.
– Nazywa się to samowar – opowiadał.
– Skąd go masz? – pytali jedni.
– Z lasu. Poszedłem a on we mchu sobie leżał.
– I do czego on służy? – pytali drudzy.
– Jak to do czego? – odpowiadał mężczyzna – do parzenia herbaty!
– Do herbaty – dziwili się robotnicy zgromadzeni wokół – to na co czekasz, zaparz ją nam!
– A zaparzę – powiedział mężczyzna i zaczął pociągać nieśmiało za wszystkie pokrętła po kolei. Od razu stało się jasne, że nie ma pojęcia jak naczynie uruchomić. Widząc złośliwe uśmiechy żachnął się:
– Do jasnej cholery, lepiej byście… – nie zdążył dokończyć zdania, bo samowar zatrząsł się, prychnął, syknął i puścił parę, która, gdy opadła, odsłoniła oczom zgromadzonych włochate zwierzątko, ze śmiesznym ryjkiem, który musiał być wcześniej kranem do nalewania wody a nóżki zwierzęcia wyglądały jak te, na których jeszcze przed chwilą stał srebrny samowar.
– Ki czort! – zakrzyknęli mężczyźni i już mieli wyciągnąć ramiona, żeby zwierzaka ucapić i do blatu stołu przygwoździć, lecz ten był szybszy. Czmychnął ze stołu na kolana, z kolan pod stół, spod stołu, pomiędzy kapciami na parapet, z parapetu przez lufcik, z lufcika do kałuży i z powrotem do lasu, w mech.
– I co teraz? – zapytał jeden z mężczyzn patrząc w okno niepewnie.
– Jak to co? – odparł były już właściciel samowara – po herbacie.

Na ilustracji znajduje się tanuki, psotnik i kpiarz, bohater japońskich opowieści ludowych, który, jak wierzono, potrafił zamieniać się w kociołek. Autorem jest Katsushika Hokusai, połowa XIX wieku.