Każdy ma jakieś talenty. Mam i ja. Choć nie nazywam ich talentami a darami najwspanialszymi. Nacieszyć się nimi nie mogę. Z nich wszystkich najwyżej cenię słaby wzrok. Wchodzę do łazienki, zdejmuję okulary i podłoga czysta, czyściuteńka lśni jak gwiazda. Patrzę w lustro a na nim nie para i ślady po paście, lecz droga mleczna rozpościera się. Porywa spod prysznica i pcha z głazami na zakrzywione ścieżki. Nie jestem na nich sama. Widzę kształty, to chyba ludzie. Tak! Widzę Was. Coś do mnie mówicie wędrując po spirali. Lecz nie dosłyszę, bo objawia się właśnie drugi z najwspanialszych dar. Nachylam się, wciąż dźwięk jest niewyraźny. Mogłabym a nawet powinnam prosić o powtórzenie, jednak nie reaguję, przechodzę i Wy odchodzicie. A że trzecim najwspanialszym darem jest nieśmiałość, latami świetlnymi powracając do czystej łazienki wyrzucam sobie, że się do Was w odpowiedniej chwili nie odezwałam. Szczęśliwie zdążył już swą siłę pokazać czwarty dar, ponieważ to wcale nie byliście Wy a mnie jedynie zdawało się, że Was spotkałam. Choć mnie więc nie znacie lub bardzo słabo, nie zdajecie sobie sprawy jak skomplikowane łączą nas relacje.

Zdjęcie: Karol Jałochowski