Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Tag: wiosna

Pokój niedaleko

Podobno w dawnych czasach siódmego, czyli właśnie dziś, a nie dwudziestego pierwszego marca topiono Marzannę. I podobno Marzanna wcale nie nazywała się Marzanna, lecz Marena od słowa „mor”, czyli śmierć. Zima odchodzi, wiosna przychodzi. Skojarzenie właściwe. Znałam jedną Marzannę. Wynajmowała pokój niedaleko i często jeździłyśmy razem autobusem. Mówiła, że od dziecka nie znosi wiosny.

Dzisiaj

Dzisiaj jest tak, że się nie nazywam. Ani imienia, ani nazwiska. I ciała żadnego, tylko wilgoć. Żeby się jakoś określić, wyjmuję z szafy koszulę i nastawiam żelazko. Dusza w żelazku gorąca. Koszula płonie. Wilgoć się gotuje. Wiosna paruje szwami. Szkoda, że nie da się jej zapiąć guzikiem.

Wiosna

I na Syberii istnieje opowieść o wiośnie. Wiosna nie wybucha przecież nagle, nie bierze się znikąd. Jest ciężko wypracowana przez starca, który od jesieni już siedzi w izbie niebieskiej przy piecu i do worka zbiera ciepło, oddech po oddechu. Gdy przychodzi odpowiedni czas, on, starzec, a tak naprawdę bóg słońca, jest już gotów. Przykłada worek do otworu w niebie, naciska i ciepło wylatuje otulając zziębniętą ziemię. Oto wiosna. Ja jednak słyszałam o jeszcze innym micie, wersji nieoficjalnej, nieautoryzowanej przez boga słońca, który owszem, już od jesieni zbierał do worka ciepłe powietrze warując przy palenisku, jednak pewnego dnia jego żona ugotowała grochówkę i począwszy od wiosny, która nastała po tej zimie, na ziemi zapanował taki niepokój, ludzie tak się ze sobą kłócili, sprzeciwiali się sobie, walczyli ze sobą i zachowywali tak nielojalnie wobec siebie, że trudno uwierzyć, aby przyczyną mogło być coś innego niż ta zimowa dieta boga słońce, która razem z wiosną opanowała ziemię a której słoneczna żona za nic zmienić nie chciała, bo groch to zdrowie.

zdjęcie pochodzi ze strony: The Siberian Times

Oby do zimy

Każdej wiosny Vaderowi puszczają szwy. Ścieg się rozłazi, sploty odzyskują swobodę, supły luzują. Chwyta tedy Vader w obleczone w skórzane rękawice dłonie dwa długie druty numer pięć i dzierga. Ciągnie po ziemi kolorową włóczkę i wiąże swoją podniszczoną przez wiosenne wiatry, skorodowaną przez wiosenne zapachy, obciążoną przez wiosenne chucie świadomość. Ceruje, zaciska więzy, odnawia węzły, żeby nie dać się wiośnie porwać. Oby do zimy Vaderze, oby do zimy!

© 2018 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial