Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Tag: vader (strona 1 z 2)

Czarny golf

Pewnego dnia, zwykle w okolicach wiosny, Vader wstaje rano i niezamierzenie przydeptuje sobie drugą stopę. Całkiem niechcący przycina palec i może nawet zaczepia o drzazgę wystającą z kuchennych drzwi. Zdarza się nawet, że dzieje się to wszystko na raz. Im więcej niezamierzonych punktów zaczepienia tym lepiej. Może zahaczyć uchem o klamkę, powieką o lampę, ustami o twoje usta. Zaciskają się. Zagryzasz i ciągniesz. Skóra Vadera schodzi gładko jak czarny golf. Zakładasz go i wychodzisz, bo wiosną niebezpieczne są przeciągi.

Wytrzepał

Gdy jest duszno Vader jedną powiekę otwiera aż podmuch rzęsy wywija. Palec zanurza w rozszerzonej źrenicy i wyławia z niej to, co go drażni, żeby czerni nie zarysować. Czerń w oku Vadera skończyć się nie może. A jeśli może to nie tak, nie rysą na lakierze zrobioną przez sąsiada. Niechby się chociaż kończyła wybuchem. Niekoniecznie wielkim. Niewielkim ogniskiem, żarem z papierosa, błyskiem w oku. Cyt, iskierka zgasła. Przynajmniej była, pomyślał Vader i spod powieki popiół za okno wytrzepał.

Ziarna

Vader nie spał. Od miesięcy już oka nie zmrużył. Siedział na progu domu i oddzielał ziarna mroku od ziaren jasności. Co powieki zmęczone czuwaniem mu się sklejały, zaraz jedno ziarenko nie do tego korca co potrzeba wskakiwało. Ciemne nasiona od jasnego albo jasne od ciemnego się zarażały i trzeba było wszystko zaczynać od nowa. Wzdychał Vader, ale zakasywał rękawy, kark zginał, z trudem zmęczone oczy otwierał i łowił te nasiona, które mu się wymknęły i przesiewał je, żeby mrok do mroku a jasność do jasności należała. Wtedy jednak przeleciała Vaderowi tuż obok nosa mucha maleńka, która w nosie mu załechtała aż kichnął gromko przed siebie, prosto w dwa stojące przed nim kosze, które przewróciły się, ziarna potoczyły się na wilgotną ziemię, zasiały się i wzrosły czarnymi i złotymi kłosami. Vader zboże zebrał, usiadł na progu i do dwóch koszy czarne i złote nasiona rozdzielał. Powieki mu się ze zmęczenia sklejały, kark sztywniał, ale ziarna na dwie grupy mroku i jasności rozdzielał. Aż jeden z kłosów w nos go połechtał, Vader zaciągnął się i kichnął w dwa kosze, które ciemnymi i jasnymi nasionami na wilgotną ziemię potoczyły się, zasiały się, ukorzeniły i zaczęły wzrastać. Ale Vader ich już nie widział, bo na progu zwinięty zasnął i śniło mu się, że jest ciemnym ziarenkiem, które toczy się po kleistej, czarnej ziemi. Zanurza się w nią, pędy puszcza i rośnie a gdy już dojrzeje, Vader budzi się, zrywa je i do czarnego kosza wkłada, który obok kosza z jasnością stoi. Nagle kosz przewraca się i ziarenko po ziemi się toczy, z jasnymi ziarnami się miesza… Vader wstał, ręką machną i do łóżka spać poszedł.

Labirynt

Vader obudził się w labiryncie. Zdarzało mu się to czasem. Wiedział więc, że gdzieś przed nim, w korytarzu czyha na niego Minotaur. Z uwagi na brak czerwonej nici Ariadny, wysupłał koniuszek czarnej ze swojego płaszcza i pozostawiwszy go za sobą posuwał się do wnętrza labiryntu, aby Minotaura pokonać. Dłonie kładł na ścianach i drżał czując ich drżenie, które powstawało, gdy drżał Minotaur. Vader czuł jego obecność, był blisko. Podążał w jego stronę pozostawiając za sobą nić zaczepioną w miejscu, w którym zaczął się sen. Gdy potwora zabije powróci zgodnie z mitem po nitce do koniuszka. Szedł więc, skręcał, kluczył, chował się i pojawiał. Gdy zatoczył już pełne koło, płaszcz znikł. Vaderowi w ręku pozostał drugi koniec nici. Z nim dotarł do początku snu, lecz Minotaura nie spotkał. W labiryncie był jedynym potworem.

Poziomki Vadera

Vader kwitł. Z nosa wyrastały mu trzcinowe pałki, z uszu wychylały się liście bluszczu. Brwi zieleniły się trawą a rzęsy jaśniały żółtymi płatkami forsycji. Pod pachami łaskotały go zielone pączki, z których coraz śmielej wydobywały się delikatne listki. Żeby ich nie rozgnieść Vader musiał trzymać ramiona uniesione. Dlatego nie mógł się podrapać, chociaż chciał, bo jego łono przykryły kiełkujące łodygi poziomek. W lecie będą pachnięć i wabić do kroku Vadera pszczoły, motyle i polne myszki, które zanurzywszy pomiędzy krzaczki nosy łaskotać będą jego skórę białymi wąsami, miękkim futrem i drobnymi pazurami. Broniąc się przed nimi, bo kto by chciał chodzić z myszami w spodniach, Vader będzie musiał wyskubać trawę z brwi, wydłubać bluszcz z uszu i czarnymi palcami zerwać czerwone poziomki. Ze śmietaną byłyby najlepsze, lecz on nie doniesie ich do stołu, tylko zje sam na własnej łące. To jednak dopiero latem, wiosną najbardziej chciałby się w nie podrapać.

Nora Vadera

Vader siedział na progu chałupy. Buty zzuł, nogawki do kolan podwinął, płaszczem czarnym owinął się przed chłodem i wędkę zarzucił prosto do wnętrza czarnej studni. Siedział, zarzucał i wyciągał. Na wędce jednak nic. Tylko krople wody kapiące na trawę. Złapał więc Vader kurczaka żółtego, który obok się przechadzał i popiskiwał cieniutko. Zahaczył mu nóżkę o wędkę, zaplątał, żeby się nie uwolnił, i opuścił do ciemnej i wilgotnej studni. Czekał Vader i czekał, słońce po nieboskłonie wędrowało, kurczak kwilić już dawno przestał, więc i Vader zasnął. Budzi się, patrzy żyłka napięta uczepionego jej Vadera w stronę studni po ziemi ciągnie. Złapał Vader z całych sił kij, trawę z ust wypluł, bo się jej już nażreć zdążył, nogami o studnię się zaparł i pracuje kołowrotkiem, pracuje, nawija żyłkę, nawija, oddechu mu aż brakuje, brakuje. I jest! Z hukiem z tulei wyskakuję lis rudy gigantycznych rozmiarów, który w pysku pisklaka jednym zębem rozgniata, linkę z łatwością zrywa i haczyk z uśmiechem szelmy połyka. A potem tylko ogon rozmiarów drzewa nad Vaderem unosi i zawija nim tak, że Vader prościutko do czarnej studni wpada. Gdy Vader budzi się rano spod kołdry prawą nogę wystawia a za nią z łóżka wysuwa się jego nowiutka, puchata i ruda lisia kita. Zamerdał Vader radośnie ogonem i pobiegł norę w sadzie kopać.

Gumka i cycki

Pewnego dnia Vaderowi śniło się, że jest niewidzialny. Obudził się więc rano i wyjął z szuflady gumkę do ścierania. Zaczął od buta. Trzeba go było najpierw zdjąć. Po stopie starł łydkę i kolano. Wkrótce musiał usiąść, bo męczył się stojąc na jednej nodze. Starł drugą ciągnąc od dużego palca w stronę uda. Powyżej przyszedł czas wahania. Zamknął oczy i przycisnął gumkę myszkę do ciała. Zdecydowanym ruchem wytarł do niebytu swoją męskość, jelita, wątrobę, dwunastnicę. Nerwowo ścierał żołądek, bo nie jadł jeszcze śniadania. Gdy wytarł płuca odetchnął wreszcie pełną piersią i zdjął maskę. A skoro już odsłonił głowę starł jej czubek, dłoń przeciwną, ramię lewe, czoło, oczy, nos, usta. Z podbródka starł ślinę. Nic już nie myślał. Dłoń pracowała rytmicznie aż na ziemi pozostały dwa palce zaciśnięte na skrawku gumki pośród szarych wiórków. Od początku, pomyślał Vader, ale tym razem narysuję sobie większe cycki.

Oby do zimy

Każdej wiosny Vaderowi puszczają szwy. Ścieg się rozłazi, sploty odzyskują swobodę, supły luzują. Chwyta tedy Vader w obleczone w skórzane rękawice dłonie dwa długie druty numer pięć i dzierga. Ciągnie po ziemi kolorową włóczkę i wiąże swoją podniszczoną przez wiosenne wiatry, skorodowaną przez wiosenne zapachy, obciążoną przez wiosenne chucie świadomość. Ceruje, zaciska więzy, odnawia węzły, żeby nie dać się wiośnie porwać. Oby do zimy Vaderze, oby do zimy!

Vaderowi wzdłuż napisu

Vadera owiewał kiedyś wiatr pustyni. Było to dawno temu, w czasach, gdy piasek był bielszy, wiatr cieplejszy, palmy wyższe a Vader czarniejszy. Jechał wtedy na wielbłądzie i śpiewał pieśń, tę pieśń, którą na pustyniach śpiewają ci, co dosiadają wielbłądów. Niebo było wtedy niebieskie i oczy otwarte. Dzisiaj wszystko wypłowiało. Frędzle u wielbłądzich juk, niebo i sprany płaszcz Vadera. Piasek jest tańszy a na każdym ziarenku widnieje odciśnięty w plastiku napis „made in china”. Vaderowi wzdłuż napisu maska pękła i piasek dostał się do zniszczonego filtra, gdy Vader mówi to rzęzi. I nic już nie jest takie jak dawniej i Vader plastikową powieką oczy przykrywa.

Tapety

Vader obudził się pewnego ranka niezdrów. Chorował, co nie ulegało kwestii, bo maska rozgrzała się do czerwoności i czuć było swąd palonych części. Vader nie był w stanie wstać, chwiał się na nogach, gdy usiłował, zaraz leciał jednak z powrotem na poduszkę ze sztucznego tworzywa, która tliła się od rozpalonej maski. Prócz gorączki brzuch bolał go, kierując w stronę przełyku żółć i drażniąc gardło, co uruchamiało w masce automatyczne zwieracze ust, których system zaciął się i uchylał do połowy a potem zamykał, przy trudnym do zniesienia rzężeniu. Mechanizm przegrzał się i Vader nie mógł nieszczęściu przeciwdziałać. Coraz śmielszy płomyczek wędrował od barku, od awarii na styku ciała i protezy. Kilka chwil minęło i ogień objął całą postać. Pościel, drewniane zabytkowe łóżko z rzeźbionymi gałkami, baldachim, tapety wiktoriańskie, wszystko płonęło. Czerwieniło się i czerniało na wiór cieniutki, który ulatywał niesiony siłą płomieni. Te pracowały nierówno, zjadając jedne części pokoju szybciej a inne wolniej. Wkrótce wszystkie ucichły i wygasły. Vader uniósł ramię upstrzone wystającymi ze zniszczonego mechanizmu kolorowymi kablami, strzepnął z głowy popiół i przetarł maskę, zdejmując sadzę z szyb. Pokój, który ujrzał, wyglądał jak wcześniej. Łóżko z baldachimem stało nienaruszone, tapety płomieniem nietknięte, drewniana podłoga nie nosiła śladów gorących iskier. Palić się i nie spalać, westchnął ze smutkiem Vader i obudził się w czystej pościeli.

Starsze wpisy

© 2018 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial