Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Tag: symbolika

Tengu

Idąc ulicą lubię przeglądać się w oknach samochodów. Jestem doskonały. Mam dobrą figurę. Uśmiech wycięty od ucha do ucha, uszy drobne, zgrabne, nos odpowiedni do ludzkiej twarzy, włosy krótkie, lśniące. Nie wyróżniam się, nie krzyczę głośno, nie jestem za głupi ani za mądry, mam gładkie obycie, wzorową życzliwość. Wsiadam do tramwajów na czas, kasuję bilet, oddycham kiedy trzeba, jem pięć razy dziennie w niewielkich ilościach. Płacę podatki. Ubrania piorę i myję się pod pachami. Zapachu swojego nie czuję. Na wszelki wypadek zawsze noszę ze sobą taśmę klejącą i klej w tubce, z którym się nie rozstaję. Gdy tylko czuję, że nos mi się wydłuża, że twarz płonie do czerwoności, włosy zamieniają się w wiszące strąki, paznokcie wyrastają w szpony, że złość mną trzęsie, wtedy szybciutko wyciągam taśmę i podklejam maskę, żeby się nie zsuwała. W masce nikt nie dostrzeże we mnie Tengu, złośliwego ducha, który opętał człowieka.

Wrota piekieł

Ponieważ od kilki dni pracuję nad ostatnim rozdziałem księżycowego projektu, w głowie pojawiło mi się hasło zamykania. Zamykam, czyli łączę nitki z wcześniejszych rozdziałów, wiążę je w supeł, tak żeby się opowieść nie rozsypała. Zamykanie trochę mechanicznie kojarzy mi się z otwieraniem, a tym, co można otworzyć i zamknąć są drzwi i okna. Pomysł pisania o drzwiach jest ryzykowny, przecież nie są w sztuce tym, co najważniejsze. Przez chwilę nawet zastanawiam się, czy ma sens ciągnąć temat i postanawiam urwać nitkę skojarzeń już teraz.

Czytaj dalej

Lin

Chciałbym być anonimową, szarą rybką, nijaką, nieokreśloną, bez właściwości. Chciałbym być kimś niewidzialnym, kimś kogo nie ma. Ale skoro już muszę być, chciałbym być kimś od kogo się nie wymaga, na którego widok macha się ręką i mówi znudzonym głosem:
– To tylko lin płynie.
Niestety, gdy ja płynę, w oczach zapala się nadzieja, na rzęsach osiada łza wzruszenia, bo:
– To lin uzdrowiciel! Lin bohater, lin szczęściarz, lin, co się chorób nie boi, bo żadna się go nie ima, lin wybawca.
Od chwili więc, gdy otwieram oczy jestem lekiem na całe zło. Stykam się z trądem, z czarną ospą, dżumą i cholerą. Przyprowadzają do mnie kulawe zwierzęta, które machają łapą w strumyku, żebym otarł się o nie. Przychodzą ludzie z miasta, wyciągają mnie z wody i pocierają o swoje chore członki, skórę, nosy, policzki, brzuchy i stopy. Dotykam dziennie setek narośli i żylaków. Czuję za nie wielką odpowiedzialność. Tłumaczę, że jestem tylko rybą, nie potrafię ich wyleczyć. Ale ludzie machają tylko znudzeni rękami i mówią, że nie szkodzi, bo to nie ja, lecz ich wiara czyni cuda.

Moc prysznica

Inspiracje czasem przychodzą zupełnie niespodziewanie, najczęściej pod prysznicem, ale nie zawsze. Kilka dni temu na przykład oglądałam dokument poświęcony Pinie Bausch, niemieckiej tancerce i choreografce, dyretorce teatru i autorce wielu wspaniałych spektakli tanecznych. W 2006 roku odbyła się premiera jednego z nich, „Pełni księżyca”, spektaklu, w którym człowiek ulega żywiołom, i w którym ja odnalazłam pytania i fascynacje, poruszające mnie w pracy nad księżycowym projektem.

Czytaj dalej

© 2018 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial