Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Tag: śmierć

Słowo ojca

Zastanawiam się jak o niej napisać. Zbliża się rocznica śmierci, 19 października, a Camille Claudel, jej życie, przed życiem sztuka, a przed nimi namiętna potrzeba tworzenia, wciąż fascynują i pociągają. Od wielu dni nie potrafię zdecydować, co jest w jej biografii najważniejsze. Wciąż patrzę na nią niewłaściwie. Skupiam się na śmierci, a przecież nie śmierć się liczy. I wcale nie 19 października, bo Camille umarła znacznie wcześniej. Umierała nawet kilka razy. Raz, gdy brat oddał ją do szpitala psychiatrycznego. Dla nas dziś fakt nie do wyobrażenia, że brat może być tak apodyktyczny, ubezwłasnowolniający, że traktuje ludzi, rodzinę, najbliższych, jak przedmioty bez prawa głosu narzucając im swoją wolę. Niepotrzebnie w ogóle o nim wspominam, bo brat w historii Camille jest bez znaczenia. On się nie liczy. Ani on, ani dzień, w którym brat wydał polecenie pielęgniarzom zabrania siostry do szpitala, choć tego dnia skończyło się jej wolne, artystyczne życie i nadzieja na przyszłość związaną ze sztuką, także możliwość wyzdrowienia. Pomińmy więc brata, ale też zapomnijmy o śmierci ojca, która miała miejsce tydzień wcześniej. Ojciec chronił Camille przed wolą brata i matki, więc gdy ojca zabrakło rzeźbiarka straciła wsparcie, jedyne jakie miała. Ale wcale nie liczy się, że to wsparcie straciła. Zupełnie nie. W historii Camille ważne jest to, że to wsparcie miała i także to, co dzięki niemu udało jej się przez wiele lat zrobić. Ono według mnie ma znaczenie. Wsparcie, pomoc, dobre słowo, które pozwala budować siebie, zachęca, dodaje odwagi, wskazuje, co jest wartościowe, nadaje kierunek. Z Camille Claudel zrobiło rzeźbiarkę pełną prawdy i pasji. Zdanie pochwały wypowiedziane we właściwym momencie przez ojca widzącego zdolności córki. Nieważna jest więc data jego śmierci, ani data jej śmierci, ani nawet brata, bo każdy kiedyś umrze. Ważna jest siła i wsparcie, które ojciec dał córce w czasach, gdy kobiety nie miały żadnych praw, zresztą w każdych czasach. Nie wiem, jakich słów ojciec używał rozmawiając z nią, jakimi zdaniami do niej mówił. Te zdania jednak w historii artystki są i są najważniejsze, bo to one stały się rzeźbami Camille Claudel.

Kto zje Kapturka

Są bajki niemożliwe do zrozumienia wcześniej. Zrozumieć je można tylko później. Widać dla mnie jest później, bo zrozumiałam bajkę, którą znam od dziecka. Czerwony Kapturek idący przez las spotyka Wilka i niechcący zdradza mu adres Babci. Wiele razy zastanawiałam się, jaką figurą jest Wilk a jaką jest Czerwony Kapturek. Że znaczenie jest proste, rozumiem dopiero dziś, bo odsłoniło się przede mną niespodziewanie. Czerwony Kapturek – młodość, jest wyrokiem dla Babci, bo oznacza, że jej czas nadszedł. Dlatego to Kapturek musi zdradzić miejsce, w którym Babcia mieszka. A Wilk jest nieuchronną śmiercią pożerającą Babcię naznaczając nią przy okazji Kapturka. Pewnie można by się zastanawiać, czy Gajowy nie jest w tej sytuacji jakąś figurą boga, który wyzwala ciało do życia duchowego, ale że jestem niewierząca, daruję sobie zaświaty i zostanę w lesie. Wszyscy jesteśmy Czerwonym Kapturkiem i Babcią jednocześnie, wędrujemy przez ten sam las i karmimy Wilka.

Dwa sposoby

Takie czasy, że człowiek na każdym kroku spotyka się ze śmiercią. Ja także się dziś o nią otarłam. Kupowałam mianowicie w aptece jednorazowe rękawiczki. Podczas, gdy ja stałam przy jednym okienku, do drugiego podszedł elegancki, starszy pan:
– Szanowna pani – mężczyzna skierował do aptekarki słowa – poproszę coś na alergię, ponieważ mnie męczy.
– Nie dość, że wirus męczy, to jeszcze alergia? – współczująco zagadnęła druga aptekarka.
– Tak, pani magister – odpowiedział mężczyzna – postanowione zostało, że ludzie w moim wieku mają umierać. Ale ja…
Starszy pan zawiesił teatralnie głos i odwrócił się, żeby popatrzeć na tę moją aptekarkę i na mnie:
– … ale ja postanowiłem sobie, że odejdę tylko na dwa sposoby. Pierwszy przy kobiecie.
Ponownie zrobił przerwę:
– Zwróćcie panie uwagę, że nie mam na myśli „przy”. To pierwszy sposób. A drugi – śmierć przy barze.
– Właściwie można by połączyć oba.
Zacisnęłam usta, ale było już za późno. Słowa wyskoczyły, zanim się nad nimi zastanowiłam. Przez dłuższą chwilę mężczyzna z rozbawieniem podziwiał rumieniec wędrujący mi od szyi po twarzy. Wreszcie uniósł dłoń i wskazał palcami drzwi:
– W takim razie, gdzie jest ten bar? Niech pani prowadzi!

Édouard Manet, Śliwka, 1877, National Gallery of Art, Waszyngton.

Łagodności przypadki

Sonda kosmiczna Giotto wcale nie umarła. Nie umarł także jej patron, Giotto di Bondone, któremu sonda stworzona w latach osiemdziesiątych XX wieku do badania komety Halleya zawdzięcza swoje imię. Jezus nie umarł i święty Franciszek także nie. Oni wszyscy mieli zapewnione życie po śmierci. Oni i wszyscy Rzymianie, którzy tak chętnie przystępowali do chrześcijańskiego kościoła, który w czasach upadku moralności na ziemi dawał nadzieję na bezpieczne życie wieczne. Chińczycy, hindusi, muzułmanie, nawet buddyści, wszyscy po śmierci trafiali gdzieś. Tak było, ale niestety bezpowrotnie się skończyło. Niebo zamknęło się niepostrzeżenie. Więcej ziemskich mieszkańców nie przyjmuje. I moim bardzo skromnym i być może równie naiwnym zdaniem, w XX wieku, z winy oczywiście nauki, po raz pierwszy w swojej historii człowiek zaczął umierać naprawdę. A skoro tak, będzie musiał sobie ze swoją śmiertelnością pierwszy raz poradzić i przeżyć porządną żałobę.

Czytaj dalej

© 2020 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial