Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Tag: piekło

Księga Słów Odebranych

Mężczyzna w szarej sukni i czarnym czepku na głowie siedział przy drewnianym, masywnym stole. Stół musiał być ciężki z blatem grubym na pół pnia, bo księga, która na nim leżała nie była mała. Opasłe tomisko szerokie było i wypełnione wypracowanymi, pożółkłymi i poplamionymi stronami, na które wystarczyło spojrzeć, żeby zrozumieć, że ich się nigdy okładkami nie zamyka i na półkę nie odkłada. Mężczyzna z brudnymi od ołówka palcami zaciśniętymi na nim w wiecznym skurczu, siedział na rzeźbionym krześle, z kolorowymi, lecz zgniecionymi od uciskającego je ciała poduszkami unoszącymi pisarza tak wysoko, aby mógł swobodnie, wisząc ponad księgą, przewracać jej karty.
– Następny! – powiedział mężczyzna przyglądając się drzwiom, a potem szczelinie pomiędzy drzwiami a framugą, a potem zalęknionej postaci, która przez szczelinę się przeciskała.
– Bliżej – poprosił mężczyzna i postać przysunęła się o krok.
– Jeszcze bliżej! – huknął pisarz i wysunął głowę do przodu. Postać podbiegła do stołu.
– Usta otworzyć – pisarz wydał komendę, lecz postać zajęczała, zapiszczała, ust jednak nie rozchyliła.
Pisarz pokręcił głową:
– Zawsze to samo – powiedział wyciągając ołówek w stronę drżącej postaci, która rozwarła usta szeroko, chociaż wbrew swojej woli, co widać było po pełnych sprzeciwu oczach. Pisarz, który stał już na poduszkach prawie, dotknął zaostrzonym grafitem języka postaci i zaczął wyciągać z ust nieszczęsnego człowieka szarą, cienką i ledwie widoczną nitkę, którą następnie nakręcał na ołówek wyrzekając mrukliwie:
– Nikt z was nie chce ich otwierać, nikt z was. I pewnie wszyscy myślicie to samo, prawda? – zawiesił ołówek przed oczami szarej, roztrzęsionej osoby i powtórzył – prawda? Myślałeś, że piekło to ogień piekielny, garnki i grabie? A piekło jest czymś zupełnie innym. W piekle nie masz prawa głosu, nie masz prawa do słów, bo piekło jest nieme. Dlatego ja muszę ci je wszystkie wydobyć z ciała.
Powiedziawszy to pisarz silnym ruchem zerwał nić. Postać otworzyła usta, lecz nie była w stanie nic powiedzieć. Cienka, czerwona strużka płynęła jej po brodzie. Mężczyzna z ołówkiem przewrócił karty księgi i zaczął zapisywać w niej odebrane potępionej duszy słowa.
– Następny! – krzyknął, gdy wpisał już ostatnie.

Jizo

Drzwi zatrzasnęły się. Wokół zrobiło się cicho i chłodno. Jizo stał w korytarzu i nie mógł się poruszyć. Przed nim pięły się schody. Za nim było już tylko piekło. Kręcił głową. Tak bardzo nie lubił tej chwili. Prawdę mówiąc, nie znosił wszystkiego, co było za drzwiam od momentu, gdy je otwierał aż do chwili, gdy je za sobą zamykał, czyli do teraz. Nie cierpiał strażników, którzy szydzili ze wszystkiego i ze wszystkich, ani jęków, ani krzyków, ani wyrzutów sumienia, ani wymyślnych tortur, ani w ogóle idei kary, ani gorąca, ani ciemności, którą tylko on potrafił rozświetlić swoim nimbem. Był jak latarka w piwnicy. Ale do piwnicy z latarką schodzi się przecież rzadko. Panuje w niej zwykle nieprzeniknione ciemno. Jizo wiedział, że gdy on opuszcza piekło, tylko tyle pozostaje bez niego za drzwiami. Mrok. Co z tego, że schodzi na samo dno piekła, że trzyma za ręce dusze potępione, że wspiera je, oświetla im mroczną wieczność, skoro musi potem wyjść, zabrać ze sobą światło i wszystkich tych nieszczęśników pozostawić w cierpieniu i braku nadziei. Jizo wytarł z potu łysą głowę. Zajrzał do pustych rękawów, do których zaraz wskoczą dusze małych dzieci, zbyt małe, żeby trafić do nieba, i westchnął:
– Może oni są więźniami piekła, ale ja jestem niewolnikiem miłosierdzia.
I czarne drzwi prowadzące do otchłani ponownie zamknęły się za mnichem.

Wysłannicy piekła

Jest ich dwóch, biały i czarny. Strażnicy Wuchang byli kiedyś ludźmi. Po ich śmierci, samobójczej lub z żalu, nie ma w tej sprawie zgody, zaopiekował się nimi Yanwang, król chińskiego piekła. Postanowił wykorzystać nieszczęśników w piekielnym interesie. Biały Wuchang (Męska Niestałość) wędruje na ziemię i sprowadza do piekła dusze, tych, którzy mają mniej niż pięćdziesiąt lat. Czarny Wuchang (Żeńska Niestałość) zajmuje się tymi po pięćdziesiątce. Towarzyszą im dwa demony. Demon z końskim łbem nazywa się Mamian, demon z byczym łbem na imię ma Niutou.

Wioska Złego Psa

9 stycznia 2015 roku. Godzina 17.30. Telewizja BBC podaje informację, że dwóch terrorystów, odpowiedzialnych za śmierć dwunastu osób, w tym ośmiu redaktorów i rysowników w redakcji paryskiej gazety Charlie Hebdo, zginęło. Terroryści giną jako męczennicy, jak sądzą, a zgodnie z przekonaniem dżihadystów, męczennicy muzułmańscy po śmierci trafiają do raju. Ta wizja jednak nie inspiruje mnie w żaden sposób. Postanawiam więc chwycić inną. A co jeśli terroryści się mylą? Co jeśli, zakładając, że ktoś wierzy w sprawiedliwość po śmierci, fanatycy wcale nie trafią do raju, lecz piekła? Do jakiego piekła trafią ci, którzy winni są śmierci niewinnych ludzi w imię Allaha? I co może ich w piekle spotkać?

Czytaj dalej

© 2018 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial