Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Tag: indonezja

Gatotkaca

W poniedziałki rano park był pusty, więc mężczyzna najbardziej lubił park właśnie w poniedziałki. Przechadzał się po nim powoli, podpierając się laską. Szybciej i tak nie mógł, miał przecież ponad dziewięćdziesiąt lat. Ławek ulubionych miał kilka, dzisiaj jednak postanowił wybrać tę stojącą przy bocznej ścieżce. Zbliżył się do niej i zaskoczony zobaczył, że w pustym parku, na jego ulubionej ławce leży kamizelka, czarna z promiennym słońcem wyhaftowanym na przedzie. Rozejrzał się, lecz nie dostrzegł jej właściciela. Usiadł więc tuż przy niej i wsparłszy dłonie na lasce odpoczywał z przymkniętymi oczami. Zmarzł jednak w swym flauszowym płaszczu. Marzec był wyjątkowo zimny tego roku. Na trawnikach wciąż jeszcze leżał przecież śnieg. Otworzył oczy.
– Wygląda na ciepłą i czystą – powiedział sobie i jeszcze raz się rozejrzał. Zdjął płaszcz i założył kamizelkę. Słońce wyhaftowane na piersi jaśniało i staruszkowi wydało się, że jest mu znacznie cieplej. Od kamizelki przenikała go tak wielka siła, że mężczyzna odrzucił laskę, wzbił się w powietrze i poleciał ku górze. Tak mocny nie czuł się od czterdziestu lat. Co tam czterdziestu! Nigdy tak silny się nie czuł. Popatrzył z góry na pusty park, na ławkę, płaszcz i laskę. Nie. Nigdy więcej nie będzie ich potrzebował. Nie jest już emerytem i nie ma dziewięćdziesięciu lat. Na imię ma teraz Gatotkaca i jest hinduskim bohaterem o mięśniach ze stali i magicznej mocy nadanej mu przez zaczarowaną kamizelkę. Wykonał spiralę, wszedł w beczkę i wylądował z powrotem na chodniku. Pospiesznie zdjął kamizelkę i ułożył na ławce. Założył płaszcz i podpierając się laską powędrował do domu.
– I co? – zapytała żona zamykając drzwi za staruszkiem – Co dzisiaj przytrafiło ci się w parku?

Semangat – dusza

Kto by pomyślał, że to ja odejdę pierwsza. Nie spodziewałam się, wcale nie byłam gotowa. On taki chorowity, taki słaby, śmiertelny. Byle zadrapanie kończy się infekcją, katar go przeraża. Szczepienia konieczne, błonica, tężec, krztusiec. Byle ebola z nóg go zwala. Starzeje się, wiotczeje, zmysły mu tępieją, durnieje z wiekiem i jak noża się go nie naostrzy. Z nas dwojga to ja jestem przecież silniesza, sprytniejsza, bardziej rozwinięta intelektualnie. Gdybym miała mówić szczerze, to powiem, że beze mnie daleko byśmy nie zaszli. Co najwyżej na drzewo po naręcze bananów. Jeszcze dzisiaj wisielibyśmy na gałęzi razem z małpami bonobo, głaszcząc się po jajkach. Byłam pewna, że to ja jestem doskonała, idealna, nieśmiertelna. Myślałam, że człowiek beze mnie nie istnieję, bo to ja sięgam dalej i wprawiam w ruch jego wątłe, wstrząsane kaszlem ciało. Jestem przecież duszą, odwieczną cząstką boga, córą Kartezjusza. Tak myślałam, dopóki nie okazało się, że boga nie ma. I nawet nie jestem tym odkryciem bardzo zdziwiona. Powinnam domyślić się sama, że coś co jest tak doskonałe jak ja, nie może być prawdziwe.

Jin Laut

Ten potwór jeździ tramwajem, autobusem, kryje się w zakamarkach metra. Czasem przysiądzie w taksówce, najczęściej w pustym portfelu. Nie obce są mu samoloty. Pasjami lubi turbulencje, nie przepuści żadnej. Czeka na ławce, na przystanku, w porcie, w pociągu, na statku a bywa, że chowa się za drzewem w parku. Potrafi nawet zająć miejsce w kinie i chuchać w szyję zza kołnierza, gdy wzruszenie za gardło ściśnie. Potrafi wyjść w czasie obiadu rodzinnego spod stołu, spod łóżka, zza lustra w łazience. Może stać za plecami szefa, chować się za guzikiem lekarza, czyhać w szpitalnym cieniu. Lubi obmowy, odmowy, nieporozumienia, zawody miłosne, zdrady przyjacielskie. Uwielbia czas spłaty kredytu i franka wędrującego w szwajcarskie góry. Pracuje razem z odpowiedzialnością, samotnością, strachem. Jest na ich skinienie. Wołają go do siebie cichutko albo bezgłośnie kiwają palcem, że już może wychynąć. Wyskakuje wtedy z ukrycia i siada na piersi ofiary. Nie odpuszcza. Siedzi i nie pozwala przedrzeć się powietrzu głębiej w płuca. Dławi, dusi i wreszcie zabija. Wprawdzie Jin Laut jest demonem morskim, lecz ląd przed nim nie uchroni. Wiadomo, że każdy człowiek w większości składa się z wody.

Kot

Dzień mija za dniem a ja siedzę na parapecie i wyglądam chwil, które niedługo nadejdą. Jestem bardzo grzecznym kotem, z gatunku tych najdoskonalszych, co przybiegają przywitać właściciela, gdy ten wraca do domu, i ocierają się o jego nogę, lecz nie podcinają. Mruczą wieczorem, jednak nie wymuszają zainteresowania. Dają mu wyspać się do południa, jeśli tylko zechce. Lubią jeść, lecz z umiarem. Nie włażą do lodówki, gdy tylko uchylają się jej drzwi. Nie uciekają przez okno gnane instynktem, gdy tylko poczują zapach lasu, i zawsze trafiają prosto do kuwety. Właściciel kocha kota i pewnego dnia zdradzi mu swe uczucie, zwierzy się z przywiązania do białej sierści, brązowych łat, do dobrego ułożenia i empatii. Gdy panu jest smutno, kot zawsze kładzie na nim swoją łapę i pociesza. Lo Aget mówi i ja go rozumiem. Pewnego dnia, a ten dzień jest już bliski, powie mi, że mnie kocha. Wtedy czar rzucony przez czarownika pryśnie. Przestanę być łaciatym kotem i stanę się z powrotem księżniczką. Mój pan oświadczy mi się i zyska we mnie żonę, lecz straci kota. A co ja zyskam i co stracę? Niestety w tej bajce nikt o moje uczucia nie pyta.

Puntianak

Indonezyjski i malezyjski duch-wampir, który mieszka nad brzegiem rzeki i przybiera kobiecą, wyjącą przeraźliwie, postać z zakrwawionym kroczem. Puntianak jest duchem kobiety, która zmarła w czasie porodu. Nienawidzi mężczyzn, którym objawia się pod postacią pięknej niewiasty. Zwabiwszy nieszczęśnika w pułapkę obrywa mu genitalia. Najczęściej jednak nawiedza ciężarne. Która ujrzy Puntianaka, ta urodzi martwe dziecko. Klątwie zapobiec może jedynie ofiara z kury złożona nad rzeką. Według ludowych podań Puntianak nie zawsze jest kobietą, może pojawiać się także pod postacią kruka, który przenika do ciała ciężarnej kobiety i prowokuje poronienie, lub pod postacią sowy, przepowiadającej nieszczęście. Gdy więc w czasie porodu umiera kobieta, jej włosy przybijane są przez rodzinę do trumny, żeby nie była w stanie wstać z grobu i jako duch Puntianak szkodzić ludziom.

© 2018 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial