Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Tag: indie

Rok Małpy

Z okazji pierwszego dnia chińskiego roku publikuję spodziewaną opowieść o małpie. Żeby jednak na czytelnika czekało choć drobne zaskoczenie, historia nie będzie pochodziła z Chin, tylko z Indii. Pewna małpa spotkała rekina, który zaczął wabić ją i namawiać, żeby zeszła z nim pod wodę i obejrzała jego bogate, podwodne królestwo. Małpa ciekawska, bo, że taka jest dowiódł już dawno polski poeta, Aleksander Fredro, uległa chęci poznania i dobrowolnie siadła na grzbiet drapieżcy. Dopiero, gdy ten, zatapiając się w głębinach zaczął wspominać o chorobie żony, którą wyleczyć może jedynie wątroba małpy, pasażerka postanowiła czmychnąć z zasadzki. Wytłumaczyła, że akurat dzisiaj, przypadkowo wątrobę pozostawiła w domu, zapewne tuż obok włączonego żelazka i czajnika pozostawionego na ogniu. Powinna więc lecieć po nią w te pędy. Morał z tej opowieści dla wszystkich kultur jest chyba jednaki, chociaż na pierwszy rzut oka, nie jest może oczywisty, nie należy ufać bezkrytycznie firmom farmaceutycznym.

Bogini miłosierdzia (Guan Yin)

Słońce za oknem stało wysoko, jednak w pokoju wciąż panował półmrok. „Znowu nie zadzwonił”, pomyślał chłopiec otwierając oczy. Wstał, pociągnął zasłonę i zaczął rozglądać się za skarpetkami. Pod szafą leżała jedna. Drugą wyciągnął spod biurka. To nic, że w innym kolorze. Plecak, koszula, spodnie, książki, zeszyty. Rzeczy zbierał w biegu. Wczoraj budzik także nie dzwonił i przedwczoraj podobnie. Zostało kilka minut do wyjścia. Jeśli spóźni się na autobus, nie zdąży do szkoły. Zęby. Niech to szlag! Pasta na koszuli. W dodatku nie ma czystej. Mama znowu nie zrobiła prania. To nic. Założy brudną, byle pasty nie było widać. A niech ją nawet będzie widać, byle się nie spóźnić. Pieniądze na bilet.
– Mama, dasz pieniądze? – spytał zatrzymując się przy jej łóżku.
– Śniadanie zjadłeś? – spytała zamiast odpowiedzi.
– Nie zdążę!
Kobieta obudziła się już na dobre.
– Weź chociaż drugie śniadanie.
– Zmiłuj się! Jest za późno. Zaspałem.
Po chwili mama w szlafroku stała gotowa przy kuchni. Jedną ręką ścierała plamę z koszuli syna, drugą i trzecią kroiła chleb, czwartą nabierała na nóż masło, piątą i szóstą cięła ogórki, siódmą i ósmą nalewała wodę do czajnika a dziewiątą i dziesiątą pakowała kanapki do szkoły. Jedenasta zajęła się głaskaniem głowy chłopca.
– Pewnie, że się zmiłuję – powiedziała zamykając drzwi za synem – zawsze to robię.

Gatotkaca

W poniedziałki rano park był pusty, więc mężczyzna najbardziej lubił park właśnie w poniedziałki. Przechadzał się po nim powoli, podpierając się laską. Szybciej i tak nie mógł, miał przecież ponad dziewięćdziesiąt lat. Ławek ulubionych miał kilka, dzisiaj jednak postanowił wybrać tę stojącą przy bocznej ścieżce. Zbliżył się do niej i zaskoczony zobaczył, że w pustym parku, na jego ulubionej ławce leży kamizelka, czarna z promiennym słońcem wyhaftowanym na przedzie. Rozejrzał się, lecz nie dostrzegł jej właściciela. Usiadł więc tuż przy niej i wsparłszy dłonie na lasce odpoczywał z przymkniętymi oczami. Zmarzł jednak w swym flauszowym płaszczu. Marzec był wyjątkowo zimny tego roku. Na trawnikach wciąż jeszcze leżał przecież śnieg. Otworzył oczy.
– Wygląda na ciepłą i czystą – powiedział sobie i jeszcze raz się rozejrzał. Zdjął płaszcz i założył kamizelkę. Słońce wyhaftowane na piersi jaśniało i staruszkowi wydało się, że jest mu znacznie cieplej. Od kamizelki przenikała go tak wielka siła, że mężczyzna odrzucił laskę, wzbił się w powietrze i poleciał ku górze. Tak mocny nie czuł się od czterdziestu lat. Co tam czterdziestu! Nigdy tak silny się nie czuł. Popatrzył z góry na pusty park, na ławkę, płaszcz i laskę. Nie. Nigdy więcej nie będzie ich potrzebował. Nie jest już emerytem i nie ma dziewięćdziesięciu lat. Na imię ma teraz Gatotkaca i jest hinduskim bohaterem o mięśniach ze stali i magicznej mocy nadanej mu przez zaczarowaną kamizelkę. Wykonał spiralę, wszedł w beczkę i wylądował z powrotem na chodniku. Pospiesznie zdjął kamizelkę i ułożył na ławce. Założył płaszcz i podpierając się laską powędrował do domu.
– I co? – zapytała żona zamykając drzwi za staruszkiem – Co dzisiaj przytrafiło ci się w parku?

Tygrysołak

Tygrys bywa zwierzęciem przyjaznym człowiekowi, symbolem mocy, dlatego przedstawiany jest często ze skrzydłami. Na nim jeździ chiński bóg bogactwa. Hinduska para, Śiwa i Durga (niszczycielskie wcielenie bogini Kali), jest związana z tygrysem. Bóg nosi jego skóry, a Durga dosiada zwierzęcia. Jest i bóg-tygrys Kalaćakra. Według malajskich baśni w tygrysa zamienił się chłopiec, który był często karany przez surowego nauczyciela. Pręgi na skórze tygrysa to ślady bata, którym chłopca bito. W całym regionie Azji Południowo-Wschodniej istnieje też przekonanie, że ludzie mogą przemieniać się w tygrysy, tak jak i tygrysy potrafią przemieniać się w ludzi. Jeśli człowiek ma czarną kropkę z tyłu pleców, znaczy to, że był tygrysem. Jeśli tygrys nie ma ogona, znaczy to, że był człowiekiem. Przemiany nie zawsze czynią z tygrysa dobrego kotka. Macan gadungan jest tygrysem krwiożerczym, w którego wcieliła się dusza w czasie snu. Dusza jest nieświadoma krwawych czynów, dokonywanych pod postacią drapieżnika, chociaż nie zawsze. Są ludzie, którzy, korzystając z magii, prowokują tygrysią metamorfozę.

Taraka

Żeńskie demony są najstraszniejsze. Taraka była jednym z nich. Mieszkała nad brzegiem Gangesu i żywiła się podróżnikami, wędrującymi wzdłuż rzeki. Zginęła pokonana przez Ramę i jego brata, wiernego towarzysza, Lakszmanę.

Wieje

„Wieje i rozwiewa nas” śpiewał Lech Janerka. Miał na myśli wprawdzie znacznie więcej niż tylko 200 metrów kwadratowych dachu budynku Hipoteki warszawskiej, zerwanych przez wiatr dzisiejszej nocy, jednak trudno nie myśleć o jego słowach, patrząc za okno. Dach Hipoteki po spotkaniu z żywiołem wygląda tak, jakby żywioł się w niego wysmarkał i jako chusteczkę zmiętą porzucił na chodniku, a minęła dopiero pierwsza noc, czyli mamy za sobą zaledwie początek wiania.

Czytaj dalej

© 2018 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial