Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Tag: ewa jałochowska

Potwory na Wyspie

Wiem, że chwalenie się jest obciachowe, ale radość i szczęście prawdziwe. Kwartalnik literacki „Wyspa” a w nim wydrukowane coś tam moje. Wielka to zasługa Jarka Górskiego! Dziękuję!

Kwartalnik literacki „Wyspa”

Jestem wyczerpana!

Miły moment, nakład książki „Historia sztuki dla dzieci i rodziców. Rozmowy z Kajtkiem”, wydanej przez Wydawnictwo Bukowy Las, został wyczerpany. Wszystkim, którzy książkę kupili, serdecznie dziękuję. I wdzięczna jestem Wydawnictwu ogromnie, bo bez Bukowego Lasu książki by nie było.

IMG_8571

Miłe słowa o „Duchach…”

Na blogu moznaprzeczytać.pl pojawiła się bardzo piękna recenzja „Duchów Singapuru”. Jej fragment poniżej:

„(…)Duchy Singapuru” Ewy Jałochowskiej to wyjątkowa, przepiękna i wartościowa opowieść. Mimo poruszenia niełatwej i kontrowersyjnej w naszym kraju tematyki, autorka zrealizowała swój oryginalny pomysł z lekkością, wdziękiem i elegancją. Było to nie lada wyzwanie, któremu bez wątpienia sprostała. Warto też wspomnieć o formie przekazu – lekkim stylu, ciepłym i dowcipnym oraz o doskonałej polszczyźnie. Do lektury „Duchów Singapuru” zachęcam i dzieci, i młodzież, i młodych (duchem, umysłem) dorosłych – ci pierwsi mogą odnaleźć w niej odpowiedzi na wiele nurtujących i pytań, a ci ostatni – na nowo odkryć w sobie dziecko. Jej lekturę (najlepiej – wspólną) szczególnie polecam rodzinom wielokulturowym i wielowyznaniowym; tym, które szukają swojego miejsca za granicą i tym, które zmagają się z problemem choroby, starości i śmierci. Jestem przekonana, że posiada ona terapeutyczną moc, pozwalającą zrozumieć sens trudnych życiowych doświadczeń i pogodzić się z nimi.(…)”

Ho ho! Serdecznie dziękuję za miłe słowa!

Ching Shih

Z radością odnotowałam fakt, że gazeta.pl opublikowała tekst o piratce Ching Shih. Z radością, ponieważ jej groźna acz wspaniała postać pojawia się w mojej książce dla młodzieży, Duchy Singapuru, wydanej w 2014 roku. Poniżej przytaczam mrożący krew w żyłach fragment rozdziału pod tytułem „Zielony kolczyk”, w którym Kaj spotyka się z samą Madame Ching na jednej z jej pirackich dżonek:

Kaj otworzył oczy i zobaczył, że stoi, ale nie na pokładzie, tylko w zamkniętej kajucie, a przed nim siedzi Madame Ching. W niewielkim pomieszczeniu stały meble zarówno z ciemnego, jak i jasnego, malowanego na biało drewna. Były chińskie czerwone miseczki z laki i ozdobne pudełeczka, złote, piękne zegary, książki i porcelana. Na wieszaku wisiała nawet suknia balowa. Sama Ching Shih siedziała przy rokokowej toaletce, białej, ze złotymi ornamentami i wspaniałym lustrem. „Wszystko kradzione”, pomyślał trzeźwo chłopiec. „Jak to u piratów”. Jego uwagę przykuł czarny parawan, na którym wił się misternie namalowany zielony smok. Kaj otworzył szeroko usta, jak zwykli robić mali, bardzo zdziwieni chłopcy, którzy nie potrafią jeszcze ukryć wszystkich uczuć niepokojących ich głowę.
– Zielony smok… – szepnął.
– Zielony smok, właśnie… – powtórzyła kobieta. – Twierdzisz, że jesteś zielonym smokiem, co masz mi do powiedzenia, zielony smoku?
Chłopiec przełknął ślinę, słysząc, jak został nazwany. Pomógł mu szczęśliwy przypadek i teraz powinien umiejętnie wykorzystać wiarę Chinki w mityczne zwierzę. „Chcę wrócić do mamy”, chciał powiedzieć Kaj, zanim jednak wymówił słowa, które tak bardzo domagały się wypowiedzenia, zdołał sobie przypomnieć, że miał być silny i przebiegły. Powiedział więc szybko:
– Jestem zielonym smokiem, wściekłym, że mnie uwięziłaś. Wypuść mnie, ale nie za darmo, dam ci coś w zamian.
Kobieta nie patrzyła na Kaja, tylko gdzieś w odległy punkt poza oknem i poza horyzontem.
– Nie za darmo, czyli masz mi coś do zaoferowania zielony smoku – powiedziała cicho, ale nie miękko, jak mówią mamy, tylko twardo, jak mówią piratki.
– Mam – Kaj wypowiadał słowa powoli, ale stanowczo, opanowując drżenie głosu, które mogłoby zdradzić jego prawdziwą naturę, czyli naturę małego chłopca. Rozumiał, że musi utrzymać Ching Shih w przekonaniu, że to on jest zielonym smokiem:
– Jestem zielonym smokiem i wiem, że masz dość okrucieństwa. – Mały szczurek, który wciąż siedział na ramieniu Kaja oddychał nerwowo, zaniepokojony słowami chłopca. Wątpliwość drżała na jego wąsach. I słusznie, bo Kaj nie był wcale pewien, czy stoi, a właściwie siedzi przed nim Madame Ching, o której czytał. Nie dość tego, nie wiedział dokładnie, który jest rok. W starym domu, to znaczy nie w tym w Singapurze, lecz w prawdziwym domu, tym sprzed Singapuru, na półce w swoim pokoju jak skarb przechowywał książkę o piratach, album, który kupił mu dziadek. Pamiętał kilka stron poświęconych chińskiej piratce, która po śmierci męża, na początku dziewiętnastego wieku przejęła wielką Flotę Czerwonej Flagi, około tysiąca pięciuset statków i kilkadziesiąt tysięcy podległych wcześniej jej mężowi piratów. Żeby utrzymać swoją pozycję musiała być bardziej okrutna niż najbardziej okrutny z jej podwładnych i bardziej bezduszna niż najbardziej bezduszny z bezdusznych. „Trudno się dziwić, że miała dość, jak długo można być aż tak złym”, pomyślał chłopiec. Pamiętał, że po kilku latach, Ching Shih zrezygnowała z piractwa, korzystając z oferty chińskich władz i że wyszła za mąż za swojego adoptowanego syna o imieniu Cheung Po Tsai. A potem żyli razem długo i szczęśliwie do późnej, jak na owe czasy, starości. „Ciekawe”, myślał Kaj. „Madame Ching jest chyba w wieku zbliżonym do wieku mojej mamy, książka może opowiadać właśnie o niej”.
– Jeśli mi obiecasz, że mnie wypuścisz, powiem ci, co powinnaś uczynić, żeby skończyć z piractwem i żyć spokojnym, szczęśliwym życiem, którego pragniesz. – Kaj mówił dalej, bo piratka nie mówiła nic, zapatrzona w linię horyzontu. Dziewięciolatek spojrzał za okno i dopiero teraz dostrzegł, że statek nie jest już przycumowany, lecz płynie.
– Płyniemy? – spytał, udając, że się nie boi. – Ja muszę zostać na tej wyspie – dodał stanowczo. – Jeśli mnie na niej zostawisz, uda ci się porzucić rabunek. To moja cena za twoje przyszłe szczęśliwe życie. – Kaj pamiętał słowo rabunek z książki i pomyślał, że dobrze zabrzmi w tych okolicznościach.
– Okrążamy wyspę – wyjaśniła kobieta, wciąż nie patrząc na Kaja. Widać było, że rozważa coś bardzo głęboko. – Chcę spotkać się z piratami z Cieśniny Smoczego Zęba, oni chętnie cię kupią.
Kaj milczał. Kobieta patrzyła na niego i zerkała na parawan z zielonym smokiem. Chłopiec czuł, że ważą się jego losy. Czuł, że musi pomóc Ching Shih podjąć decyzję, powiedział więc, recytując słowa z książki, które w chwili, gdy ich najbardziej potrzebował, odnalazły się łaskawie w jego pamięci:
– Gdybym był tylko dziewięcioletnim chłopcem, a nie zielonym smokiem, czy wiedziałbym, jak drogi jest ci Cheung Po Tsai, którego porwałaś z jego rodzinnej wioski, gdy miał piętnaście lat, a potem usynowiłaś? – Przenikliwe spojrzenie Madame Ching utkwiło w oczach Kaja. Chłopiec musiał je wytrzymać. Jednocześnie zastanawiał się nad dziwnie brzmiącym słowem „usynowić”. Wypowiedział je pierwszy raz w życiu i nie był pewny, czy nie popełnił błędu. Reakcja Ching Shih świadczyła, że cokolwiek oznaczało słowo „usynowić”, Kaj użył go właściwie i udowodnił, że posiada wiedzę o niej, której posiadać nie powinien.
Piratka nie spuszczała z niego wzroku. Była piękną kobietą. Miała drobne rysy i odważne, ciemne oczy. Kaj dostrzegł, że w prawym uchu ma dwa kolczyki, jeden z białym, drugi z zielonym oczkiem.
– Wyjdź za niego za mąż i otwórz dom hazardowy. Będziesz szczęśliwa, przed tobą jeszcze długie życie – Kaj przemawiał jak wróżka, cytując fragmenty z książki, bo chciał wykorzystać wrażenie, jakie zrobił, i jak najszybciej zejść ze statku. Gdy skończył mówić miał świadomość, że powiedział już wszystko, teraz mógł tylko czekać i nie musiał wcale czekać długo. Kobieta wstała i podeszła do niego tak blisko, że Kaj poczuł zapach jej koszuli. Pachniała wodą morską i rybami. Przejechała mu ręką po włosach i złapała za prawe ucho.
– Aj! Boli – jęknął chłopiec, bo poczuł mocne ukłucie.

Piękna katastrofa

Księżycowy projekt, nad którym pracuję od ponad roku (więcej tu), doprowadził mnie pod rozłożyste drzewo z początku świata. Pisząc chciałam pod nie trafić, jednak nie chcialam pod nim utknąć a utknęłam. Muszę zastanowić się, w którą stronę podążyć dalej. Mam więc chwilę, aby posiedzieć i poczytać o początku świata a może gdzieś, pośród mitów odnajdę drzewo, którego szukam albo wyhoduję nowe.

Czytaj dalej

„Kamień nie daje się oswoić”

„Kamień nie daje się oswoić” pisał Zbigniew Herbert i trudno się z nim nie zgodzić. Wędrujące kamienie, dusze w kamieniu ukryte, kamienie przynoszące szczęście – jak kultura długa i szeroka, człowiek nie chciał przyjąć do wiadomości, że kamień jest ciałem martwym.

Czytaj dalej

Zielony parasol

„Duchy Singapuru” nie są jedynie opowieścią o inności i duchach obcej kultury,  chociaż wesoła, rezolutna Yin i mądry Yang w historii Kaja zajmują bardzo ważne miejsce.  Są jeszcze inne duchy i inny temat, który  zaszyfrowany został w książce. Kaj sam o nim nie pamięta i będzie  musiał go sobie dopiero przypomnieć.
Zagadkę rozwiąże ten, kto w każdym rozdziale odnajdzie jeden ważny, znaczący dla opowieści przedmiot. Rękawiczka i koralik na pierwszy rzut oka mają ze sobą niewiele wspólnego, jednak to między innymi one pomogą odnaleźć ukrytą w opowieści tajemnicę.

 

Chwalą

Anna Sikorska, filolog polski i felietonistka, na swoim blogu „górowianka” , o „Duchach Singapuru” napisała:

„Mierzenie się z nowością zawsze jest trudne. Zwłaszcza w innej kulturze. Ale w „Duchach Singapuru” pokazano je, jako zabawę z dziećmi duchami i niezwykłym otoczeniem. Wszystko zaczyna się od rozmowy z nieznajomym na skypie. Czyżby duchy opanowały nowoczesną technologię? W końcu są mieszkańcami jednego z azjatyckich tygrysów biznesu i musiały nowoczesność połączyć z tradycją. Wszystko tu jest w harmonii. Jedne rzeczy przemijają, inne się rodzą. Przemijalność jest naturalna i tak trzeba ja przyjąć: „Ludzie, rośliny, góry, morze, wiatr, deszcz są jednym ciałem, jednym istnieniem, jednością. Czy smucisz się, gdy wypada ci włos?”

Za dobre słowo pięknie dziękuję!

„Jak nauczyć dziecko wrażliwości”

Miłe słowa o książce „Historia sztuki dla dzieci i rodziców. Rozmowy z Kajtkiem” napisał Piotr Peszko na swojej stronie blog.2edu.pl.  Za recenzję Jak nauczyć dziecko wrażliwości bardzo dziękuję!

© 2018 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial