Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Tag: covid-19

Tabu

– Wiesz, w naszym społeczeństwie śmierć jest tabu. – Powiedział mi bardzo miły i mądry znajomy, kilka dni po odejściu mojego taty. – Nikt nie chce o niej rozmawiać.
Znajomy miał rację. Śmierć stała się tabu. Kiedy dwadzieścia siedem lat temu umierała moja babcia, co trwało cztery miesiące, i kiedy w końcu odeszła, nie rozmawiałam o tym ze znajomymi. Choć wspólnie z mamą, ciotką i wujem zajmowaliśmy się babcią przez kilka miesięcy i towarzyszyliśmy jej w tej drodze czytając jej i się nią opiekując, tą opowieścią, jedną z najważniejszych w moim życiu, nie dzieliłam się z przyjaciółmi. Nie było takiego zwyczaju, choć kiedyś przecież istniał. Kiedyś śmierć była tuż. Znane są opowieści o tych, którzy wiedzieli, że odejdą. Ubierali się ładnie i czekali na jej przyjście. Była codzienną towarzyszką siedząca w nogach łóżka. Bliskich wspólnie opłakiwano, odwiedzano całą społecznością, czuwano przy łóżku podczas, gdy głowa zmarłej lub zmarłego spoczywała jeszcze na poduszce. Nie ukrywano natury śmierci przed dziećmi, jej widok oswajano dając sobie prawo do jej przeżywania. Czyniono ją tym samym częścią życia. Wciąż tak często jest w innych kulturach, jednak nie w naszej. Wiem, że wszystko, co napisałam do tej pory jest banałem, a procesy wycinania śmierci z życia publicznego w XX wieku przeanalizowano zapewne w setkach, o ile nie tysiącach prac naukowych. Powodem był upadek wiary w życie pozagrobowe, przenoszenie się do miast, kryzys religii, rozwój nauki, a zapewne i inne. Tak czy siak przestaliśmy przyjmować śmierć jako coś naturalnego, więc strach przed nią stał się czynnikiem paraliżującym życie. Stała się daleka, a właściwie myśmy ją taką uczynili. Od kilku miesięcy mam poczucie odmiany. Ludzie umierali zawsze, jednak nie wypadało o tym zbyt dużo i zbyt często mówić. Teraz jednak coś się chyba w nas otworzyło. Dzielimy się nawzajem niepokojem, śmiercią nadchodzącą, spodziewaną i niespodziewaną, żałobą, cierpieniem. Nagle śmierć, po wielu latach, dekadach nieobecności, znowu jest. Pozwoliliśmy jej wrócić i stać się częścią życia. Wydaje mi się, że wydarzyło się coś dobrego.

Droga

Mam stałą trasę pieszej wędrówki. Z Mokotowa do Śródmieścia i z powrotem. Szłam tą drogą w pierwszych tygodniach marca, kilka dni po wprowadzeniu ogólnonarodowej kwarantanny. I tydzień później. A potem znowu tydzień później. I ponownie szłam nią po tygodniu. I w takim kwietniu jak dziś poszłam nią także nadziwić się nie mogąc, że za każdym razem droga jest inna. W marcu nikt nie nosił na niej maseczek. Mało kto był wtedy na ulicy. Ci obecni szli całkiem nieobecni. Zapatrzeni w chodniki przemykali chyłkiem. Coś jakby światem rządziły już zombie. Trudno było liczyć na kontakt wzrokowy. Ten łapali jedynie wariaci opowiadający głośno o wspaniałym lub złym świecie a jeden naśladował pulsujący sygnał karetki. Tydzień później droga do Śródmieścia zmieniła się nie do poznania. Wypełniła się życzliwością i uśmiechem. Wciąż nieliczni przechodnie schodzili sobie z drogi i w dziwnej, pandemicznej i pozaseksualnej otwartości życzyli wszystkim nawzajem wszystkiego najlepszego. Tydzień później kontakt wzrokowy zanikł a serdeczność wróciła do chłodnej, polskiej normy. Na twarzach widać było strach i zmęczenie. Obchodziliśmy się szeroko irytując brakiem wyczucia u innych i niemożnością wejścia na skwerek. Było, minęło. Z poniedziałkiem, otwarciem parków i lasów na ulicach nastała fiesta. Rowery, hulajnogi, skracanie dystansu i wiosna. Zaglądają sobie do oczu przechodnie. Już nie trzeba błagać o kontakt. Ulica ożyła. Flirt dzieje się ponad maskami. Ileż przygodnych spojrzeń rzucanych z roweru, mimochodem przez chłopaka trzymającego dziewczynę za rękę, przez kobietę mijaną na przystanku, ponownie przez rowerzystę. Droga ze Śródmieścia na Mokotów wypełniła się zmysłami. Ale nie tylko. Stało się coś jeszcze, czego nie rozumiem. Prócz flirtu na drodze zapanowała siła. Przechodnie manifestują ją pokazując, że mogą iść środkiem chodnika. I wcale nie ci bez maseczek, choć ci zdarzają się także. Oni idą zawadiacko, bo rzucają wyzwanie całemu światu, systemowi, innym. Ale to ci w maseczkach pokazują moc agresywnie zawłaszczając chodnik. Tak jakby wstydzili się, nie tylko maseczek, ale tych ostatnich prawie dwóch miesięcy słabości i strachu. Wychodzą na ulicę i przejmują władzę tam, gdzie mogą, spychając na bok niższych i słabszych. Czyli u nas już wszystko wróciło do normy.

Dwa sposoby

Takie czasy, że człowiek na każdym kroku spotyka się ze śmiercią. Ja także się dziś o nią otarłam. Kupowałam mianowicie w aptece jednorazowe rękawiczki. Podczas, gdy ja stałam przy jednym okienku, do drugiego podszedł elegancki, starszy pan:
– Szanowna pani – mężczyzna skierował do aptekarki słowa – poproszę coś na alergię, ponieważ mnie męczy.
– Nie dość, że wirus męczy, to jeszcze alergia? – współczująco zagadnęła druga aptekarka.
– Tak, pani magister – odpowiedział mężczyzna – postanowione zostało, że ludzie w moim wieku mają umierać. Ale ja…
Starszy pan zawiesił teatralnie głos i odwrócił się, żeby popatrzeć na tę moją aptekarkę i na mnie:
– … ale ja postanowiłem sobie, że odejdę tylko na dwa sposoby. Pierwszy przy kobiecie.
Ponownie zrobił przerwę:
– Zwróćcie panie uwagę, że nie mam na myśli „przy”. To pierwszy sposób. A drugi – śmierć przy barze.
– Właściwie można by połączyć oba.
Zacisnęłam usta, ale było już za późno. Słowa wyskoczyły, zanim się nad nimi zastanowiłam. Przez dłuższą chwilę mężczyzna z rozbawieniem podziwiał rumieniec wędrujący mi od szyi po twarzy. Wreszcie uniósł dłoń i wskazał palcami drzwi:
– W takim razie, gdzie jest ten bar? Niech pani prowadzi!

Édouard Manet, Śliwka, 1877, National Gallery of Art, Waszyngton.

Zdezynfekuj

Zdezynfekuj mnie wielokrotnie. Zaciągnij się z filtrem. Unieś taśmą nadgarstki. W polipropylenowym skafandrze rękawiczka z lateksu rozłożyła nogi. Drży troczek maseczki. Fizelinowy wątek. Strużka izosolu pociekła po pleksi. Jałowym uśmiechem foliowej torebki rysuje się krzywo nasza anomalia. Jednorazowa przyjemność.

© 2021 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial