Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Tag: Chiński Nowy Rok

Guo Nian

O Chińskim Nowym Roku i noworocznych zwyczajach, jak je widzi dziś, ale także, jak widziała je kiedyś, opowiada Lu Yin, doktor fizyki NUS, Chinka, która od lat mieszka w Singapurze.

Urodziłam się w północnej części Chin, około trzystu kilometrów od Beijing. W czasie uroczystości Nowego Roku ludzie są tam radośni. Kończy się rok ciężkiej pracy, można więc świętować i spotykać się z rodzinami. Przed Nowym Rokiem jest mnóstwo do zrobienia. Trzeba wyczyścić dom, iść do fryzjera, kupić nowe ubrania i przygotować jedzenie. Wigilię Nowego Roku spędza się z rodziną w domu a kolacja jest najważniejszym posiłkiem świątecznym. Nikt nie kładzie się aż do północy i odliczania, po którym, gdy już nastanie Nowy Rok, każde chińskie miasto wypełnia się dźwiękami fajerwerków. Wygląda to jak jedna wielka impreza w całych Chinach, nawet w najbiedniejszych i najdalszych jej częściach.

Czytaj dalej

Rok Małpy

Z okazji pierwszego dnia chińskiego roku publikuję spodziewaną opowieść o małpie. Żeby jednak na czytelnika czekało choć drobne zaskoczenie, historia nie będzie pochodziła z Chin, tylko z Indii. Pewna małpa spotkała rekina, który zaczął wabić ją i namawiać, żeby zeszła z nim pod wodę i obejrzała jego bogate, podwodne królestwo. Małpa ciekawska, bo, że taka jest dowiódł już dawno polski poeta, Aleksander Fredro, uległa chęci poznania i dobrowolnie siadła na grzbiet drapieżcy. Dopiero, gdy ten, zatapiając się w głębinach zaczął wspominać o chorobie żony, którą wyleczyć może jedynie wątroba małpy, pasażerka postanowiła czmychnąć z zasadzki. Wytłumaczyła, że akurat dzisiaj, przypadkowo wątrobę pozostawiła w domu, zapewne tuż obok włączonego żelazka i czajnika pozostawionego na ogniu. Powinna więc lecieć po nią w te pędy. Morał z tej opowieści dla wszystkich kultur jest chyba jednaki, chociaż na pierwszy rzut oka, nie jest może oczywisty, nie należy ufać bezkrytycznie firmom farmaceutycznym.

Kot

Leżę sobie na schodach i wygrzewam się w wiosennym słońcu. Oczy mam zamknięte, lecz widzę wszystko. Chińczycy wiercą się, kręcą, szykują. Święta przecież tuż tuż. Podchodzi kobieta i drapie mnie za uchem. Nie! Nie odpędzam. Niech sobie głaszcze. Jeszcze mordę nadstawię.
– Biedny kotek – mówi do mnie – czujesz się biedny? – pyta i palcem głaszcze mnie po głowie.
– A powinienem? – odpowiadam pytaniem na pytanie i odchylam brodę – jeśli powinienem, poczuję się natychmiast.
– Nie czujesz się pominięty? – dziwi się kobieta i kolanami dotyka mojej sierści, kucając.
– W czym mnie pominięto? – ja także pytam zdziwiony, bo wciąż przecież nie wiem, jakież to nieszczęście mi się przytrafiło.
– Jutro zaczyna się Rok Kozy – tłumaczy kobieta ruchem okrężnym masując mnie po brzuchu – nie chciałbyś być kocie przez rok najważniejszy? Miałbyś rok kota, wszyscy by cię w Chinach kochali. Zlizywałbyś śmietankę.
Mruczę, zamiast jej odpowiedzieć, bo też co miałbym jej rzec? Znam wszystkie opowieści o dwunastu zwięrzętach chińskiego znaku zodiaku. Wiem, że Budda wezwał do siebie tygrysa, kozę, królika, konia, psa, węża, świnię, koguta, małpę, smoka, bawoła i mnie, lecz mi jedynemu, nie chciało się na spotkanie przybyć, bo wolałem spać. Nie dostałem więc w przydziale swojego roku, dostał go szczur zamiast mnie. I co mam powiedzieć? Że to plotki? Że na wezwanie Buddy nie przybyłem z powodów zasadniczych? Z powodu godności, szacunku i umiłowania wolności? Czy nie widzicie, że gdybym przybył, dałbym ludziom znak, że na ich wezwanie będę przybywał już zawsze? A czy wtedy nie odnieśliby mylnego wrażenia, że oni każą a ja przybywam? I czy wtedy nie poczuliby się rozkazującymi, czyli panami? A skoro oni poczuliby się panami, kim dla nich byłbym wtedy ja?

Koza nadchodzi

W jednym ze swych opowiadań, zamieszczonych w zbiorze „Opowieści kosmikomiczne”, Italo Calvino w piękny sposób przedstawia historię powstania pierwszego znaku, rysy na wszechświecie. Powstaje ona trochę z nudów, żeby przekonać się, jak znak się zmienia. I rzeczywiście znak nie pozostaje taki sam. Przekształca go pamięć, ale nie tylko. W tak zwanym międzyczasie, ktoś coś znakowi dorysowuje. Znaki są zakorzenione w naszych głowach, a więc i w tradycji tak głeboko, że trudno dociec, w którym momencie powstały, kto pierwszy wpadł na pomysł, żeby naskrobać coś na ścianie, czy kamieniu, oraz oczywiście, kto i co po drodze doszkicował.

Czytaj dalej

Nian

Kim jestem? Wrakiem demona jestem, ot co. Wstyd potworom przynoszę. Ręce mi się trzęsą, drżę cały. Odwracam się ciągle za siebie, bo może ktoś czai się za mną, krok w krok moje kroki śledzi. Boję się, ciągle się boję. Kiedyś byłem kimś wielkim, kimś o władzy nad ludźmi tak potężnej, że nie tylko mieszkałem w górach, ale i w ludzkich umysłach, które paraliżowałem. Każdej wiosny, w pierwszy dzień Chińskiego Nowego Roku, szedłem w stronę ludzkich wiosek. Głód pchał mnie ku nim i władza nad nimi. Władza równa się strach. Budziło go samo moje imię, Nian. Wystarczyło, by wieśniacy drżeli przede mną za zamkniętymi drzwiami. Zupełnie, jak ja drżę przed nimi teraz. A potem przybył do nich mędrzec, bóg przebrany za człowieka. Nauczył ich nie bać się mnie, zakładać na siebie czerwone bluzki, wywieszać czerwone szmaty za oknami, strzelać, drzeć się, lwie maski zakładać i udawać mnie. Wybuchy rozlegają się wszędzie. Myślą, że się ich boję, że mnie czerwień utrzyma z daleka, że huk wystrzałów jest tym, co mnie pokonało. Nieprawda. Mędrzec nauczył ich omijać mnie. „Guo Nian” powiedział. „Przejdźcie obok niego”. I tym mnie złamali, tym, że mnie nie dostrzegają.

Taniec smoka

Piętnastego dnia po nastaniu Chińskiego Nowego Roku postanowiliśmy wspólnie z wyznawcami wszystkich chińskich religii zakończyć uroczystości noworoczne i wziąć udział w Święcie Latarni, obchodzonym w całym chińskim świecie. Na kilka niezwykłych godzin staliśmy się częścią tego świata. Chłopcy zobaczyli wreszcie swój wymarzony taniec smoka, na który czekali od chwili przylotu do Singapuru, w listopadzie 2012 roku. Ten sam taniec, który potem pojawia się w książce „Duchy Singapuru” i staje się częścią przygody Kaja w rozdziale pt. „Rękawiczka”.

Święto Latarni

25 lutego 2013 roku mieliśmy przyjemność uczestniczyć w Święcie Latarni, obchodzonym w buddyjskiej świątyni Thekchen Choling w Singapurze. Tej samej świątyni, którą Kaj, w książce „Duchy Singapuru”, widział w przyszłości.
Autor filmu: Karol Jałochowski.

© 2018 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial