Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Tag: cesare ripa

Jedność obywatelska

Obudziło go zimno. Nie zimno poranka, ale snu. Zamknął oczy, żeby go sobie przypomnieć. Błąd. Lepiej było nie pamiętać. Po ciele przeszedł mu dreszcz. Nie pamiętał, jak sen się zaczął. Nie pamiętał, jak znalazł się w dżungli. Pamiętał, że chce z niej wyjść. Nie mógł jednak. Z każdej ścieżki, na którą trafiał, musiał zboczyć. Tak jakby sama dżungla wyznaczała mu szlak. Wreszcie stanął nad wodą. Otaczała go z trzech stron. To, co czaiło się za nim nie próbowało nawet ukrywać swojej obecności. Skoczyło mu na plecy i popchnęło zanim zdecydował się odwrócić. Zanurzyło go szybko i głośno. A potem długo trzymało pod wodą. Walczył, ale jego szamotanie było dla ryb jak gong… Otworzył oczy i z niepokojem przejechał dłońmi po twarzy. Odetchnął. A jednak. Wciąż miał powieki.

Złość

I znowu jej się to przytrafiło. A tak się starała. Każdego wieczora piła melisę, słuchała nagrań ze śpiewem ptaków, zapalała kadzidełka a nawet smarowała skórę wonnymi olejkami. Zamykała oczy i myślała o trawach na wietrze. „Spokój” powtarzała i zwalniała oddech. „Relaks” szeptała i wciągała powietrze głęboko do płuc a potem wypuszczała je niespiesznie. I zasypiała w jedwabnej pościeli, bez ubrania, żeby nic nie krępowało jej ruchów. Czego by jednak nie zrobiła wieczorem i jakiego ukojenia by nie doznała, rano i tak budziła się w klatce, z rogiem pomiędzy kratami i ciężkim, zakurzonym ciałem nosorożca. Przez godzinę nacierała nim na ściany i drzwi, darła ziemię i tupała nogami aż trząsł się budynek i spomiędzy cegieł sypała się zaprawa. Dopiero wtedy odzyskiwała swoją kobiecą postać. Ze wstydem przepraszała dyrektora ZOO i obiecywała, że więcej się to już nie powtórzy. Że następną noc z pewnością prześpi spokojnie, bo nie ma w niej więcej złości.
– Oczywiście – dyrektor z pobłażliwym uśmiechem ściskał jej dłoń i dodawał – do jutra.
A ona czuła, ze znowu zaczyna wzbierać w niej wściekłość.

Dusza rozumna

Niebo błękitne, chmury ani jednej i tylko dusza rozumna unosi się ponad polami. Na wietrze porusza się jej sukienka, woal na twarzy pulsuje. Z dołu można by pomyśleć, że to meduza wędruje po niebie. Skórę ma delikatną jak mgła, dwa skrzydła składa i rozkłada. Do motyla jej blisko, do anioła. Sam spokój i szczęśliwość od niej bije, bo dusza rozumna jest także duszą szczęśliwą. Kto jednak na dłużej zadrze głowę i nie odwróci od duszy wzroku zobaczy, że z naprzeciwka ku pierwszej podąża druga szczęśliwa i rozumna dusza. I zobaczy, że spotkają się zaraz. Że podążają do siebie ponad ludzkimi sprawami. Że są już blisko. Dwie woalki trzepoczą na wietrze, dwa ciepłe, szczęśliwe oddechy. Gdy już są na wyciągnięcie białych ramion, dłonie nagle wpijają w siebie pazurami. Nogi splatają, kopią piętami, wbijają kolana w nerki. Skrzydła łapią i najpierw drą pióra a potem kości pneumatyczne łamią i dźwięk pękania się niesie w powietrzu. Żadna nie jest mocniejsza i każda przegrywa. Ledwo się ponad ziemią z ułamanymi skrzydłami utrzymują Jeszcze ramieniem jedna drugiej zęby wybija. Jeszcze pazurem drapie ciało wystające spod porwanej szaty. I już ani niebo nie jest błękitne ani sukienki białe ani dusze rozumne. I obie w piach na ziemię spadają.

Platon w borówkach

Wbrew temu, co na gali Paszportów Polityki, o Polakach, czyli także o mnie, mówiła Agnieszka Holland, nie tylko myślałam i współczułam, jak większość, ofiarom Charlie Hebdo, ale nawet się o nie kłóciłam. Rozumiem, że okładki kpiące ze wszystkich możliwych wad wszystkich możliwych religii, nie są odbierane zawsze i przez wszystkich z uśmiechem. Mogą być kontrowersyjne, chociaż prywatnie dla mnie w żadnym razie nie są. Czy jest to mój własny brak wrażliwości, jak usłyszałam, czy specyficzne poczucie humoru, tego nie wiem. Może śmieszą mnie dlatego, że celnie wytykają wady kościołów a moja głęboka wiara, że bóg nie istnieje, sprawia, że nie mogę się rysunkami tygodnika paryskiego bardzo oburzyć. Mam też poczucie, że rozmowa nie powinna dotyczyć jedynie rysunków i reakcji fundamentalistów na żarty z Mahometa, w moim przekonaniu bardzo subtelne zresztą żarty, lecz rozmowa powinna dotyczyć sposobu, w jaki oba, tak odległe od siebie światy, zachodni i muzułmański, można połączyć.

Czytaj dalej

© 2018 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial