Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Tag: bóg

Kto zje Kapturka

Są bajki niemożliwe do zrozumienia wcześniej. Zrozumieć je można tylko później. Widać dla mnie jest później, bo zrozumiałam bajkę, którą znam od dziecka. Czerwony Kapturek idący przez las spotyka Wilka i niechcący zdradza mu adres Babci. Wiele razy zastanawiałam się, jaką figurą jest Wilk a jaką jest Czerwony Kapturek. Że znaczenie jest proste, rozumiem dopiero dziś, bo odsłoniło się przede mną niespodziewanie. Czerwony Kapturek – młodość, jest wyrokiem dla Babci, bo oznacza, że jej czas nadszedł. Dlatego to Kapturek musi zdradzić miejsce, w którym Babcia mieszka. A Wilk jest nieuchronną śmiercią pożerającą Babcię naznaczając nią przy okazji Kapturka. Pewnie można by się zastanawiać, czy Gajowy nie jest w tej sytuacji jakąś figurą boga, który wyzwala ciało do życia duchowego, ale że jestem niewierząca, daruję sobie zaświaty i zostanę w lesie. Wszyscy jesteśmy Czerwonym Kapturkiem i Babcią jednocześnie, wędrujemy przez ten sam las i karmimy Wilka.

Rozepnij guzik

Nie chciałam tego filmu widzieć. Jest ciasny, mroczny, duszny. Oglądanie go wydobywa niepokój. Gdyby nie małe mieszkanie i niemożność ucieczki, nikt nie zmusiłby mnie do obejrzenia „Być jak John Malkovich” ponownie. Jednak dziś, zmywając z siebie wczorajsze błoto, uważam, że było warto. Film jest genialny. Jest jak portal, o którym zresztą opowiada. Co chwila przenosi nas na kolejnym poziom metafory.
Już ten pierwszy, najprostszy, sięga bardzo wysoko. Aktor lalkowy sterujący ludźmi musi przecież wywołać skojarzenie z bogiem i jego rolą w życiu człowieka. Ale bóg to za mało dla Charliego Kaufmana, twórcy scenariusza. Scenarzysta porywa się na coś znacznie odważniejszego. Na naszych oczach przeprowadza analizę kulturową ewolucji człowieka i umiejętnie chowa ją w opowieści o portalu prowadzącym do umysłu sławnego aktora, tytułowego Johna Malkovicha.
Portal ten znajduje się na piętrze siedem i pół. I poczynając od metafory piętra z nisko zawieszonym sufitem, pod którym można się poruszać jedynie z przygiętymi plecami, Kaufman pokazuje nam, jak zostaliśmy przygięci przez kilka tysięcy lat rozwoju cywilizacji i obyczajowości. Ciążą nam wcześniejsze pokolenia. One zresztą, co stara się w dosłowny sposób pokazać Kaufman, wszystkie mamy w głowie. Wpychają się nam do umysłów, rozpychają w nich i nie dopuszczają do głosu naszej świadomości zaszczepiając w jej miejsce świadomość zbiorową.
W głowach siedzą nam pradziadowie, babcie, dziadkowie, ciotki, sąsiedzi. Oni wszyscy z każdym nowym życiem wpychają się do umysłów nowo narodzonego dziecka, wtłaczani przez tunel kultury, tradycji, moralności. A siedząc już w naszych głowach zabijają nasze człowieczeństwo. Bo dokładnie to chce, według mnie, powiedzieć Kaufman.
Jedynym przyzwoitym człowiekiem w tej historii jest trzymana w klatce małpa. Ona jest człowiekiem czystym i dobrym, doskonałym. Jedynym, który reaguje instynktownie uczciwie. My już nie potrafimy. Cywilizacja, przerastająca nasze umysły jak nowotwór, zabiła naszą moralność. Ale nie tylko ją zniszczyła. Także tradycyjną, dawną ideę boga, którą wypchnęła z naszej głowy. Boga-lalkarza Kaufman zastępuje człowiekiem, który sam podnosi się do rangi boga.
Wielki film. Niewygodnie mi w nim, uwięził mnie jak przyciasny garnitur. Chciałabym rozpiąć guziki, poluzować krawat, jednak się nie da. I to jest ostatnia fantastyczna sztuczka Kaufmana. Tego garnituru nie da się zdjąć, przecież to nie film go nałożył, tylko między innymi kultura. Czyli także film… I kto teraz jest bogiem? Kto kim steruję?

Chustka

Drzwi skrzypią, klamka chodzi. Bóg mokry parasol o ścianę opiera i ubłocone buty w kałuży ustawia. W wilgotnych skarpetkach do pokoju idzie i za stołem siada, bo głodny. Ramiona daleko wyciąga i niebieski obrus gładzi, żeby fałd nie było. Marzy mu się zapach kartoflanki, więc przytyka do wazy palce i trzyma aż opuszki pod wpływem ciepła od porcelany odskakują. Ale zupa w niczym nie pomaga, bo bóg nie pamięta. Nie pamięta, jak świat zacząć. Na blat guzik czarny z kieszeni płaszcza wyciąga, szpilkę z łebkiem metalowym i chustkę do nosa. I jak tu z nich ziemię ulepić, żeby jakiś sens miała? Z guzika ją zrobi, to powiedzą, że płaska i dziurawa. Ze szpilki, że się nie wszystkie diabły mieszczą. Ramionami bóg wzrusza i nos w chustkę wyciera. W tej samej chwili z przedpokoju ludzkie głosy dobiegają. Ewolucja błoto z butów z wodą z parasola wymieszała. Patrzy bóg na chustkę, którą w okrągłą kulkę zdążył zagnieść i z żalem do kieszeni płaszcza chowa:
– Następnym razem – mruczy dolewając sobie zupy – następnym razem na pewno się przyda

Szach mat

Od dawna to podejrzewałam. Ho ho! Od tak dawna, że nawet, gdy nie wiedziałam, to już to wiedziałam. Nawet wtedy, gdy zygotą byłam, gdy byłam rozdzielona na części męską i żeńską. Gdy moi rodzice byli zygotami, ja już to wiedziałam i ptaszki, które na mnie nie ćwierkały też. Przeczuwałam nosem, okiem, palcem, uchem, językiem i tymi wszystkimi zmysłami, których człowiek nie ma a które mógłby mieć, gdyby tylko matka natura stworzyła go z pięcioma nogami, trzema głowami i jednym uchem jak parasol. Czyli wiedziałam! Człowiek jest niewinny, człowiek jest tylko bożą igraszką. Sumerowie, którzy ścielą się u podstaw ludzkiej cywilizacji, wiedzieli to także. Oni, którzy wymyślili pierwsze mity, wiedzieli, że bogowie z lenistwa stworzyli sobie ludzi do pracy. Stworzyli wyrobników, którzy będą upraw doglądać i męczyć się za nich. Podczas gdy niebo jest Europą Zachodnią, ziemia jest takim Bangladeszem, bo niczym innym dla bogów człowiek nie jest niż tanią, niewolniczą siłą roboczą. Czuję się więc usprawiedliwiona i wychodzę z niewoli porzucając boski wyzysk. Chociaż po chwili zastanowienia uświadamiam sobie, że tego zrobić nie mogę, bo porzucając go przyznałabym, że istniał a skoro istniał nie mogłabym powiedzieć, że nie istniał, co oznaczałoby, że bóg jest. Jestem więc w szachu.

Zdjęcie pochodzi ze strony: Kowboje Fidiasz

Kim chciałby zostać bóg?

Od dawien dawna wiadomo, że każdy chciałby być kimś innym niż jest. Szczur chciałby być kangurem, kangur chciałby być człowiekiem, człowiek chciałby być bogiem, a bóg? Kim chciałby zostać bóg? Sprawę wyjaśni historia, która wydarzyła się naprawdę a wiem to dlatego, że działa się w mojej piwnicy. Otóż pewien głodny szczur, który schronił się przed mroźną zimą, trafił na złożony w podziemiach zbiór lektur. Ponieważ szczur był głodny zaczął od Arystotelesa, bo wiadomo, że Platonem się nie naje. Traf chciał, że w jednej z książek odnalazł opowieść o mitach Nowej Gwinei i kangurzycy Amori, która wędrowała za pierwszymi ludźmi i podejrzała ich akt seksualny. Nie tylko podejrzała, ale gdy było już po wszystkim, wylizała językiem resztki męskiego nasienia, które pozostało na piasku. Po pewnym czasie urodziła ludzkiego syna. Głodny szczur długo trawił przeczytaną opowieść aż doszedł do wniosku, że on także chciałby zostać kangurem, który urodzi człowieka. Przez niewielką szczelinę w drewnianych drzwiach wystawił z piwnicy pełnej książek nos na chłodny i mroczny korytarz, który miał go zaprowadzić do Australii. Nie zdążył jednak pisnąć, gdy na jego głowie łapę położył czyhający na niego kot. Kot nie zwlekając zeżarł szczura razem z jego marzeniami. Nie mogło być inaczej. Szczur nie był bogiem, więc nie został kangurem, nie wylizał spermy i nie urodził człowieka, który także nie został bogiem. Nie mógł nim zostać, bo widać wyraźnie, że bóg jest tylko jeden i jest nim kot. I pozamiatane.

ilustracja: Banksy, zdjęcie: highlife.sk

© 2020 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial