– Wiesz, w naszym społeczeństwie śmierć jest tabu. – Powiedział mi bardzo miły i mądry znajomy, kilka dni po odejściu mojego taty. – Nikt nie chce o niej rozmawiać.
Znajomy miał rację. Śmierć stała się tabu. Kiedy dwadzieścia siedem lat temu umierała moja babcia, co trwało cztery miesiące, i kiedy w końcu odeszła, nie rozmawiałam o tym ze znajomymi. Choć wspólnie z mamą, ciotką i wujem zajmowaliśmy się babcią przez kilka miesięcy i towarzyszyliśmy jej w tej drodze czytając jej i się nią opiekując, tą opowieścią, jedną z najważniejszych w moim życiu, nie dzieliłam się z przyjaciółmi. Nie było takiego zwyczaju, choć kiedyś przecież istniał. Kiedyś śmierć była tuż. Znane są opowieści o tych, którzy wiedzieli, że odejdą. Ubierali się ładnie i czekali na jej przyjście. Była codzienną towarzyszką siedząca w nogach łóżka. Bliskich wspólnie opłakiwano, odwiedzano całą społecznością, czuwano przy łóżku podczas, gdy głowa zmarłej lub zmarłego spoczywała jeszcze na poduszce. Nie ukrywano natury śmierci przed dziećmi, jej widok oswajano dając sobie prawo do jej przeżywania. Czyniono ją tym samym częścią życia. Wciąż tak często jest w innych kulturach, jednak nie w naszej. Wiem, że wszystko, co napisałam do tej pory jest banałem, a procesy wycinania śmierci z życia publicznego w XX wieku przeanalizowano zapewne w setkach, o ile nie tysiącach prac naukowych. Powodem był upadek wiary w życie pozagrobowe, przenoszenie się do miast, kryzys religii, rozwój nauki, a zapewne i inne. Tak czy siak przestaliśmy przyjmować śmierć jako coś naturalnego, więc strach przed nią stał się czynnikiem paraliżującym życie. Stała się daleka, a właściwie myśmy ją taką uczynili. Od kilku miesięcy mam poczucie odmiany. Ludzie umierali zawsze, jednak nie wypadało o tym zbyt dużo i zbyt często mówić. Teraz jednak coś się chyba w nas otworzyło. Dzielimy się nawzajem niepokojem, śmiercią nadchodzącą, spodziewaną i niespodziewaną, żałobą, cierpieniem. Nagle śmierć, po wielu latach, dekadach nieobecności, znowu jest. Pozwoliliśmy jej wrócić i stać się częścią życia. Wydaje mi się, że wydarzyło się coś dobrego.