Nie wiesz, skąd ona przychodzi. Świadomość, że należy teraz, że właśnie dziś dłoń znajdzie w kieszeni i wyciągnie z niej sznurek. Jego splot wygląda zwyczajnie, więc niezwykłości szukasz w kolorze. Jest czerwony. Pewnie, że jesteś naiwny. Jego niezwykłość jest nienazywalna. Zaczynasz od stopy i oczywiście nie umiesz powiedzieć, dlaczego akurat od niej. Sznurek jest większy ode mnie, myślisz dochodząc do kolan i owijając nim szczelnie biodra. Zachowujesz spokój. Jest niezwykły, ponieważ czujesz wyjątkowość sytuacji spodziewanej od tak dawna. Sznurek otacza już szyje, przykrywa usta, wspina się do oczu, ukrywa uszy i wiąże się supłem na górze. Jesteś w nim i cię w nim nie ma. Ale będziesz. Wiesz to. Czujesz wyraźnie ucisk sznurka a potem jego obsuwanie się. Naturalne i spodziewane. Całkiem zwyczajnie kokon opada i cud się nie staje. Żadnej zmiany nie ma. Zwinięty sznurek chowasz do kieszeni.

Reprodukcja: Henri Matisse, Biała alga na czerwonym tle.