Wczoraj, po raz pierwszy od lat kilkunastu, poszłam do sklepu kupić sobie spodnie. Zwykle kupowałam je w sieci, żeby było taniej i żeby były używane, dopasowane, wychodzone, wygniecione i powypychane to tu, to tam. Takie lubię najbardziej, dlatego nie zdziwiłam się nawet, gdy w czasie wczorajszych zakupów usłyszałam w głowie głos Włóczykija. On przecież także nie lubi spodni nowych. Woli swoje stare, dobrze do niego ułożone. Tylko, że ja nie jestem wcale Włóczykijem, pomyślałam mierząc pierwszą parę znalezioną w dziale damskim. Jestem Panną Migotką. Lubię, gdy ładnie ułoży się grzywka, gdy but jest lakierowany. Ponad nim noszę bransoletkę. Tak, pomyślałam odkładając spodnie i przechodząc przez bramę następnego sklepu. Zdecydowanie jestem Panną Migotką. Tylko, że im więcej par przymierzyłam, im więcej sklepów opuściłam, tym bardziej stawałam się Małą Mi. Nawet nie starałam się ukryć złości zadając pytanie o spodnie odpowiednie dla mnie. Wiedziałam, że spodni dla mnie nie ma. Te, które były, należały do innego, obcego mi świata. Prawie żadna kobieta nie będzie w nich wyglądała dobrze. Zbyt obcisłe, zwężane, wydobywały łydki i uda a biodra, poprzez wysoki stan, czyniły główną częścią mojego niewysokiego ciała pozbawiając je kobiecości. Po ich założeniu zupełnie niepotrzebna wydawała się mała głowa, jakby nieudolnie doklejona do bioder, pełna za to przekrzykujących się i wzburzonych tą sytuacją głosów.
– Ja też się trochę niepokoję – dodała Filifionka i nerwowo zaplotła dłonie. Mama Muminka z torebką na kolanach przycupnęła na ławce. Miejsce przy niej zajął Tatuś Muminka. Aby uczynić cylinder mniej widocznym, położył go na podłodze i oparł o niego stopę.
– Ja bym wziął te spodnie z doszytymi błyszczącymi koralika… – zaczął szeptać Ryjek zerkając na Muminka, ale zamilkł, bo ten odwrócił się i wyszedł.
W czasie dwugodzinnych zakupów miałam ich wszystkich w głowie i każdy z nich poczuł się rozczarowany. Ale nie dlatego, że nie kupiłam odpowiednich spodni ani dla siebie, ani dla nich. Tylko dlatego, że spodnie do kupienia były jedne i w jednym, jedynym fasonie. Zawsze tym samym, niezależnie od sklepu.
– Jakie to smutne. Zagubiła nam się idea różnorodności. Bez niej przed nami już tylko katastrofa – powiedział Piżmowiec i odszedł.