Ponieważ przygotowuję lekcję dla młodzieży w wieku lat jedenastu, zaczęłam się zastanawiać, jakie pytanie zadać dzieciom na początku zajęć i dzięki niemu zatrzymać na chwilę ich skoczną myśl. Na przynętę wybieram dwóch bohaterów, obu z pewnością dzieciom znanych, Spider-mana i Jezusa. Co łączy Spider-mana z Jezusem? Na pierwszy rzut oka niewiele. A jednak. Spider-man nie od razu został Spider-manem, był zwykłym, gapowatym chłopcem i dopiero ugryzienie pająka zmieniło go w dobroczyńcę świata o mocach nadnaturalnych. Z Jezusem było całkiem podobnie. Żył spokojnym życiem do chwili, gdy postanowił głosić nowe przykazania bożej miłości. Nie miał wprawdzie kądziołków, czyli gruczołów produkujących pajęczą sieć, lecz miał inną broń, czyli poświęcenie. Co ich łączy? Obaj działają dla dobra ogółu i obaj ulegają przemianie.

W literaturze i filmie przemiana jest elementem tak niezbędnym jak klamka w drzwiach, chociaż zdarzają się i drzwi bez klamek, więc może raczej jak szkielet w ciele. I proszę zapomnieć na chwilę o istnieniu bezkręgowców. Wiadomo, bohater plus konflikt równa się przemiana. W sztuce przemiana już nie jest tak oczywista i zwykle kojarzy się przede wszystkim… znowu z literaturą, czyli opowieścią. Za przemianą przedstawioną w sztuce stoi zwykle jakaś historia. Mitologiczni bogowie Starożytnej Grecji przemieniają się często, najczęściej, gdy mają w tym jakiś interes. Dosłownie nawet, bo Zeus przemienia się, aby zwieść żonę Herę, okrutnie o niego zazdrosną. Jego przemiany często pojawiają się w sztuce. Correggio maluje Zeusa pod postacią chmury w objęciach Io, pod postacią złotego deszczu spadającego na Danae czy łabędzia wdzięczącego się do Ledy. Zostawmy jednak Zeusa w spokoju, niech sobie spędzi czas przyjemnie i bez świadków.

image

Świat starożytny pozostawił potomnym dzieło rzymskiego poety Owidiusza, którego tematem uczynił autor właśnie metamorfozy. Jedna z nich, czyli historia boga Apolla, który chce zniewolić nimfę Dafne, a ona zamienia się w drzewo laurowe, stała się bardzo znanym tematem obrazów i rzeźb. Dafne wyrastają konary zamiast rąk, bo przemiana czasem zaczyna się od góry, jak w obrazie Pollaiuolo, a czasem drzewieją wpierw nogi, jak w rzeźbie Berniniego. Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała w tym miejscu, że przemiana jest ważną częścią religi hinduskiej, w której bogowie pojawiają się pod postacią avatar. Sam bóg Wisznu ma ich kilkanaście, między innymi rybę, żółwia wodnego, odyńca i samego Buddę. Do głowy przychodzi mi też wędrówka motywów po świecie i przemiana postaci Awalokiteśwary, bodhisattwy, czyli osoby, która w buddyzmie osiągnęła oświecenie. W Indiach Awalokiteśwara jest mężczyzną, w Chinach występuje już jako kobieta, Guanyin, bogini miłosierdzia. Jest to jednak przemiana mniej wprost i nadaje się już do zupełnie innego tematu. Przemieniają się także inni bogowie z innych mitologii. Loki, znany z hollywoodzkiego przeboju „Thor”, skandynawski bóg kpiarz, zamienia się na przykład w muchę.

Moim jednak zadaniem jest wytropienie przemian w sztuce i, prócz Zeusa, przemienianiem zajmuje się oczywiście Jezus, superbohater europejskiej sztuki chrześcijańskiej, bowiem w jego życiu, powielanym i ukazywanym na obrazach, bardzo często dochodzi do jakiejś przemiany. On sam jest postacią symboliczną, bowiem ginąc na krzyżu odkupił grzechy. Powracam więc do pierwszej biblijnej przemiany, czyli przemiany człowieka po zjedzeniu zakazanego owocu. Ewa i Adam stali się grzeszni, zobaczyli swoją nagość i tak dalej. Dokonała się w nich przemiana, w sztuce jednak jest ona pokazywana w ten tylko sposób, że podają sobie jabłko. Chociaż nie tylko, bo Masaccio pokazuje ich na fresku, w chwili wychodzenia z raju i wyglądają doprawdy nędznie. Ponieważ szkoda mi Ewy, której za każdym razem wytyka się, że to ona zerwała jabłko, może tym razem przerzucę odpowiedzialność na mężczyznę i napiszę, że Adam przyjął jabłko i dlatego pierwsi rodzice zostali wypędzeni z raju.

Wracając jednak do Jezusa, w sztuce pojawia się przemiana wody w wino lub rozmnożenie ryb. Obrazy ukazują fakt dokonany i jeśli odbiorca obrazu nie należy do kręgu kulturowego, związnego z chrześcijaństwem, to żadnej przemiany oczami duszy swojej nie dostrzeże. Podobnie jak nie zorientuje się, że w czasie „Ostatniej wieczerzy” dokonuje się przemiana chleba w ciało i wina w krew. Może, ewentualnie inaczej będzie z obrazami przedstawiającymi „Przemienienie”, gdy Jezus spotyka proroków Starego Testamentu. Jezus jaśnieje i unosi się odrobinę w powietrzu. Jednak bez kontekstu obraz pokazuje tylko faceta, który lata dość nisko. W związku z trudnościami natury formalnej, artyści, aby pokazać przemianę, uciekali się więc do symboli. Muszę tylko wspomnieć szybko o symultanicznym ukazywaniu postaci, a zarazem ich przemiany, czyli komiksowym pokazywaniu kolejnych scenek z życia świętego, Jezusa, lub innych. Przykładem obrazu świeckiego z XIX wieku może być płótno Caspara Davida Friedricha „Okresy życia”, na którym są trzy postaci; od dziecka, poprzez dorosłego aż po starca. Tego typu przemianę pokazał także Pieter Breugel na obrazie „Droga krzyżowa”, na którym Chrystus niesie swój krzyż poprzez pory roku, od wiosny do zimy, towarzyszą mu tłumy, które przecież podzielą jego los i los przyrody, ginącej i odradzającej się, bo największą przemianą w sztuce chrześcijańskiej jest „Zmartwychwstanie”, Chrystus jaśniejący, wychodzący z groty lub pusta grota. Wracam jednak do porzuconych symboli.

image

Ponieważ zadaniem sztuki jest ukazywanie tego, co niewidoczne, artyści nauczyli się ukazywać niewidzialne pod postacią części zamiennych, stosując porównanie wprost z warsztatu samochodowego. Motyl jest symbolem zmartwychwstania w sztuce holenderskiej XVII wieku, podobnie jak homar i muszla, więdnące kwiaty i owoce są symbolem przemijania, podobnie jak czaszka, lub biżuteria, która oznacza tylko tyle, że w obliczu spraw ostatecznych, bogactwa nie mają większego znaczenia. W sztuce pojawiają się też znacznie bardziej skomplikowane obrazy, takie rebusy do rozwiązani np. „Głowa meduzy” Edwarda Burne-Jonesa, w których, żeby zrozumieć przemianę, trzeba się bardzo napracować, rozpracowując symboliczne znaczenie poszczególnych postaci, a w efekcie odsłoni się przemiana zapisana w rebusie. Wadą tego typu sztuki jest czas. Czas bowiem dokonuje w społeczeństwie przemiany tak dużej, że po kilkuset latach nikt już nie pamięta symboli, które stosowano wcześniej. Niektóre obrazy pozostają więc zamknięte i niedostępne lub są odczytywane zupełnie inaczej, co także ma swój urok i daje dziełu sztuki drugie i trzecie życie.

image

Wszystko jednak, co napisałam powyżej jest tylko mechaniką, bo przecież sztuka jest przede wszystkim niezwykłym i czarodziejskim narzędziem, które pomaga zobaczyć przemiany nie na podstawie jednego obrazu, i nie tylko nimfy w drzewo czy psa w kota, lecz odsłania przemiany większe; społeczne, cywilizacyjne, kulturowe, naukowe. Z nich będą wynikały także zmiany tematów i formy, zmieniająca się kreska, kolor, plama. Forma jest tylko makijażem, pod którym toczy się historia ludzi i ich nieskończonej przemiany. Świetnym przykładem jest średniowieczny, maleńki, podobny do szmacianej kukiełki, człowiek pozbawiony ciała, nieistotnego w duchowej sztuce średniowiecza Europy Zachodniej. Porównany do silnych postaci malowanych w czasie renesansu, mówi sporo o przemianie, która musiała się dokonać, żeby średniowiecze dowędrowało do renesansu i inaczej spojrzało na greckie korzenie kultury.

Wyobraziłam sobie postać Spider-mana, rysowaną przez średniowiecznych mistrzów. A co to by było, gdyby do malowania Spider-mana zabrał się Paul Rubens, barokowy malarz, który gustował w kobietach o obfitych kształtach? Pięknym przykładem zmiany w widzeniu świata jest zestawienie obrazu szesnastowiecznego Rafaela, ukazującego Matkę Boską, otoczoną aniołkami, z płótnem Breugla, namalowanym raptem czterdzieści lat później. Na obrazie „Lato” Pietera Breugla człowiek jest niewielki a ponad nim świeci słońce, bo obraz powstał już po przewrocie kopernikańskim. Artysta posłuszny nowej wizji Ziemi w układze słonecznym, ludzi uczynił niewielkimi i zależnym od gwiazdy. Kto zna historię państw, z których pochodzą artyści, na tych dwóch obrazach zobaczy także echa kryzysu kościoła katolickiego i jego wizji. A może nawet jeszcze więcej.

image

Gdy nauka i technika ruszyły z kopyta w XVIII i XIX wieku, sprowokowały największe zmiany w człowieku. W pędzie przewróciły dotychczasowe widzenie świata i dokonały rewolucji w potrzebie i sposobie opisywania go. I jeśli szukałam obrazu, który najpiękniej i najpełniej pokazuje przemianę, to właśnie obraz ten znalazłam. Nie ma doskonalszego, który pomógłby uchwycić przemianę, która się dokonała a która prowadzi do współczesnego nam świata, niż „Ostatni rejs Temeraire”. Przedstawiam Williama Turnera, malarza, który malował żywioły, aż pewnego razu zobaczył pociąg i zrozumiał, że na jego oczach świat się zmienia. Malując „Ostatni rejs Temeraira” pokazał nic innego, jak właśnie przemianę. Stary świat odchodzi pod postacią majestatycznego żaglowca. Odholowuje go na miejsce, gdzie zostanie rozebrany, nowy świat, czyli parowiec. I nic już nie będzie takie jak dawniej.

image

Co się zaczęło dziać w XIX wieku ze sztuką a więc i społeczeńswem Europy Zachodniej, widać na przykładzie trzech obrazów: „Przysięgi Horacjuszy” Jean Louisa Davida, statycznego obrazu historycznego z początku XIX wieku. Drugim obrazem niech będzie „Śniadanie na trawie” Maneta, gdzie nagość z obrazów historycznych trafia na trawę do parku, odwiedzanego przez współcześnych malarzowi. Obraz wywołał wielki skandal. Dla nas dzisiaj zupełnie niezrozumiały, bo nagość w sztuce, w naszym kręgu kulturowym, w ogóle nie razi. Jest nawet przeżytkiem, bo już wszystko w sztuce XX wieku było. Performer, Jerzy Bereś, już malował sobie genitalia na biało.

Trzecim obrazem niech będzie płótno z 1912 roku, „Akt schodzący po schodach”, Marcela Duchampa, gdzie liczy się już nie opowieść, temat, wzruszenie, lecz jedynie ruch. A ruch schodzącej po schodach dowodzi, że sztuka starała się dogonić technikę, ale, trochę jak we śnie, gdy powłóczymy nogami, bo są zbyt ciężkie, nie bardzo jej się to udawało. Sam Duchmap zresztą powiedział, w zachwycie i uniesieniu, podziwiając element samolotu na wystawie lotniczej, że tego kształtu sztuka nie pokona, a więc nastał koniec sztuki. Artysta nie miał złudzeń. Wiedział, że sztuka, malarstwo, rzeźba, w tradycyjnym rozumieniu, nie będą w stanie rywalizować ze śmigłem, a to dlatego, że od tysiącleci sztuka starała się pokazywać to co jest ukryte, wszystko to, czego obecności się boimy, a czego nie widzimy, albo co mamy nadzieję zobaczyć. Dziś najczęściej wierzymy już tylko w śmigło, czyli w to co widać. Chociaż może jednak nie do końca, skoro wciąż potrzebujemy Spider-mana.