Sklep papierniczy. Za ladą kobieta po czterdziestce. Ma włosy jasne, cerę lśniącą i uśmiech.
– Wie, pani – zagaduje mnie pakując zielony atrament. – Zastanawiam się, skąd to się bierze, że ciągle zapominam.
– Może stres? – podpowiadam, bo ja też ciągle zapominam i też zastanawiam się dlaczego.
Kobieta porzuca na blacie atrament, unosi dłonie i połączone kładzie na piersi.
– Stres – mówi z zadumą – ale ja nie mam się czym martwić. Praca w sklepie jest spokojna a moje życie… Moje życie jest szczęśliwe. Od lat jest mi tak dobrze, tak spokojnie, tak wygodnie, że… że….
Twarz kobiety rozjaśnia się. Spojrzenie wędruje daleko, poza zeszyty, temperówki i pióra wieczne. Trwa tak przez kilka chwil, po których jej usta zaciskają się, mięśnie twarzy się kurczą. Kobieta spogląda na mnie zdziwiona:
– że… że panicznie się boję. Wie, pani, tyle szczęścia musi się kiedyś skończyć.

Ilustracja: Paul Klee, 1939.