Pół człowiek pół jeż obrócił się na drugi bok. Znowu kręciło mu się w głowie. Ruch obrotowy, któremu poddane zostało jego ciało, dokonywał się właśnie i rozpoczynał zakreślanie następnego okręgu. Z nowym salto mortale droga lotu zaczęła łagodnie opadać a pół człowiek pół jeż razem z nią. Przez chwilę żył niespełnioną nadzieją upadku, jednak rozpostarta dłoń chłopca już na niego czekała. Zatrzymał się na niej i struchlał w formie kuli. Chłopcy stali po dwóch stronach alejki parkowej połączeni ruchem obrotowym pół człowieka pół jeża. Ich czas zataczał trzydzieste minutowe koło, lecz jego czas rozciągał się wokół własnej osi w nieskończoność. Chciałby uwierzyć w możliwy koniec. Że ci chłopcy porzucą go dziś w krzakach a tamci jutro nie podniosą ciepłymi rękami. Dla pół człowieka pół jeża ich „podniosą czy nie podniosą” nie miało tak naprawdę większego znaczenia. Na zawsze pozostanie mu ruch obrotowy we wnętrzu głowy. Raz uruchomiony nie zatrzymuje się. Ponad piaszczystą alejką parkową pół człowiek pół jeż przerzuca się sam.

Ilustracja: Robert Smithson, projekt „Spiral Jetty”, 1970.