Rachunek za prąd. O nim rzadko pisuje się wiersze. A przecież na jego styku dzieją się dramaty. Pominę złodziejkę, choć i ona miałaby coś do powiedzenia. Skazana na potępienie, przeklęta w języku od początku. Jest jeszcze kwestia przyzwolenia. Czy ktokolwiek zapytał, kiedy można go używać, nie wspominając o czy? Niech temat zgody także poczeka na swoją kole. Całą uwagę i chwilę refleksji chciałabym poświecić wyzwaniu najtrudniejszemu. Stałość, natężenie, zmienność, wyładowanie, żywioł. A ono, skromne gniazdko elektryczne, bez skargi trzyma prąd na wodzy i nikt nie wie, ile kosztuje je samokontrola.