Na stole leży książka. Litery wspinają się do głowy po prostej, bezpośrednio. Wślizgują poprzez gałkę oczną bez drapania rogówek. Ale zaraz. Co tu się dzieje? Coś mi przeszkadza. Koło głowy wyrosło mi coś dziwnego. Coś jakby siadło na niej. Do kogo należy? A, nie. To jest moje. Mam palce. Mam palce i głowę. I jeszcze mam oczy. A w głowie uszy. Szumi za oknem. I nos. Ale pachnie! Pachnie i przez ten zapach mam chyba coś jeszcze. Pomiędzy palcami a głową pojawiają się barki i z nich sterczą ramiona. Palce oddalają się. Umiem je zginać. Dotykają szyi i żeber. Z każdą chwilą jest mnie coraz więcej. Palce przesuwają się. Rozrastam się pod nimi, wydłużam. Poza ramionami, piersiami, płucami, żołądkiem i tymi flakami pomiędzy, mam też dwie nogi. Najniżej są stopy, wyżej łydki, kolana i uda. A pomiędzy udami… Wiosna. Dziś już nie dam rady pracować.