Słońce na dobre jeszcze nie wstało. Wydobyło się go dopiero pół, gdy pół człowiek pół pies poczuł, że musi wyprowadzić się na spacer. Wokół było ciemnawo. Palce pół człowieka pół psa chwyciły coś, co przypominało smycz, więc przypięły ją do obroży. Gdy pół pies skoczył naprzód, rozległ się dźwięk i niebo rozdarło się na pół. Pół człowiek usłyszałby trzask kosmicznego splotu, gdyby właśnie wtedy nie wzmogło się szczekanie pół psa. Pół na pół spacerowali więc beztrosko a czarna nić wyszarpywana pół psim pół ludzkim krokiem pogłębiała czarną dziurę. Dopiero, gdy słońce zapadło się a ziemię ogarnął mrok, pół człowiek pół pies przetarł oczy. Kosmiczna nić zerwała się. Szwy puściły. Pół pies przypięty do nici odleciał. Człowieka zostało tylko pół.