Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Page 2 of 96

Sok

Kobieta patrzyła na brata zdziwiona. W dłoni trzymał ogryzek. Jeszcze jadł i pestki zmieszane z kroplami spadały mu na pierś. Jabłko było słodkie i miękkie. Sok spływał na ogorzałą skórę mężczyzny. Zapach dźwięczał. Takiego jabłka się nie zapomina.
– Jeszcze będą o nim pisać baśnie – powiedziała nie odrywając spojrzenia od piersi brata.
– O kim? – mężczyzna nie zrozumiał.
Nie zamierzała tłumaczyć. Palcem starła sok z jego torsu a potem wylizała. I palce, i tors.
– Co robisz?
Sad znajdował się za wzniesieniem. Nikt nie mógł ich widzieć. Zresztą nikogo w pobliżu nie było. I jakoś tak się zdarzyło, że jej palce szukały soku coraz niżej i coraz głębiej.
– Słuchaj – westchnął krótko, ale nie skończył zdania. Chciał coś powiedzieć o ojcu. Rozmyślił się.
Ojciec powinien spać, jak zwykle po południu. Tego jednak dnia nie mógł zasnąć, poczuł się samotny i opuszczony. W poszukiwaniu dzieci przeszedł przez niewielkie, zarośnięte lasem wzgórze, gdzie znalazł siostrę pijącą soki brata. Gdy o zachodzie słońca dzieci stanęły przed rodzinnym domem, drzwi wejściowe były już dla nich zamknięte. Ojciec podkręcił telewizor, żeby nie słyszeć ich wołania.
– Zostaliśmy sierotami. – Powiedział mężczyzna. Siedzieli w szałasie zbudowanym z patyków i opierali się o siebie plecami.
– Ja będę dbał o ciebie. A czy ty będziesz troszczyła się o mnie tak, jak on się troszczył? – zapytał.
– Słuchaj, Adam – Ewa wydłubywała kijkiem dziurę w ziemi – Między nami nic nie będzie. Ja po prostu bardzo lubię jabłka.

Ilustracja: Studium jabłka, Paul Cezanne.

Gwóźdź

Ja to mam sens, pomyślał sobie pewnego dnia gwóźdź na parapecie. Niebo było białe, wiatr wiał lekki a na ścianie ołówkiem krzyżowały się dwie linie w punkcie przeznaczenia. Gwóźdź czuł się gwoździem. Pogodzony wsłuchiwał się w stukanie młotka. W warsztacie stolarza powstawały piękne meble. On jednak wiedział, że nie stanie się ich częścią. Nie połączy drewna z drewnem. Z desek nie powstanie dach. Dach nie będzie chronił głowy. Głowa nie zbuduje iluzji bezpieczeństwa i nie będzie się czuła szczęśliwa. Będzie, ale nie za jego sprawą, nie za sprawą tego gwoździa, ale innego. Ten gwóźdź wiedział, że jego losem będzie tkwić w ścianie i unosić ciężar. Ciężar odpowiedzialności. Bez niego obraz nie zyskałby odpowiedniej wysokości. Nie dorósłby do oczu patrzącego a zatem bez niego, gwoździa, sztuki by nie było. Jestem gwoździem z sensem.
Wtem zawiał wiatr, przeciąg chwycił okiennicę, okiennica popchnęła książkę, książka się potknęła i przewróciła na gwóźdź, który stoczył się z parapetu prosto do ogródka. Zrobił w powietrzu kilka fikołków i wbił się ostrzem w ziemię. I nagle przestał być gwoździem.

Zapomniane rodzeństwa w RMF Classic

W poniedziałek, 7 stycznia, o godzinie 14.00, na antenie RMF Classic rozmawiałam z panią Małgorzatą Bugaj. I znowu opowiedziałam coś o książce „W cieniu sławy. Zapomniane rodzeństwa sławnych Polaków”, która ukazała się niespełna dwa miesiące temu w Wydawnictwie Muza. Za zaproszenie do audycji bardzo serdecznie dziękuję!

W cieniu sławy w TOK FM

Bardzo dziękuję Hannie Zielińskiej, dziennikarce Radia TOK FM, za zaproszenie do studia i za rozmowę o książce „W cieniu sławy. Zapomniane rodzeństwa sławnych Polaków”. Rozmowę można usłyszeć tu: Ewa Jałochowska o swojej książce „W cieniu sławy. Zapomniane rodzeństwa sławnych Polaków”

List

Śpię, gdy piszę list do ciebie. Piszę go stojąc po kostki w wodzie. Budynek ślizga się na mokrym piasku. Drewniane ściany rozrywa tsunami. Piszę na rozpadających się schodach. Stopnie nie trzymają stóp. Winda buja się na linach. Piszę spadającą windą. Ty nie musisz wychodzić. Zostawiam ci list na stoliku przed drzwiami. Przeczytasz, gdy zaśniesz.

„W cieniu sławy” na antenie Czwórki PR

Dziękuję wspaniałej pani Kasi Dydo-Rosłoń, dziennikarce programu Czwartego Polskiego Radia, za zaproszenie do studia i za rozmowę. To była wielka przyjemność!
A audycję można usłyszeć tu: „W cieniu sławy. Zagubione rodzeństwa sławnych Polaków” na antenie Czwórki Polskiego Radia

Foto: Michał Piwowarek/Czwórka

Z metra cięte

Metro ma dziś kolor beżowy. Wszystkie czerwone miejsca są już zajęte. Wysoki, szczupły mężczyzna mocno po czterdziestce stoi w szarej kurtce, na którą opadają związane w kucyk włosy. Jego twarz zasłania sylwestrowy zarost. Mężczyzna wspiera się o słuchawkę telefonu:
– Trudno was sobie wyobrazić… – zawiesza głos. – No, wiesz, trudno sobie wyobrazić, że powrócicie z tego, w czym tkwicie…
Ponownie przerywa i próbuje powiedzieć to samo, ale inaczej:

– Nie mam pewności, czy z sytuacji, w której jesteście, może wyniknąć coś pozytywnego.
Wtula policzek w słuchawkę i pyta nieśmiało:
– A czy… a czy zastanawiałeś się… no bo może spróbowałbyś wziąć trochę odpowiedzialności na siebie?
Zapada cisza. Mężczyzna słucha odpowiedzi przyjaciela zmartwiony.
– Tak, rzeczywiście – przyznaje – rzeczywiście, to ona zachowała się paskudnie. Tak, wydaje mi się, że najtrudniejsze są te odruchy, opanowanie odruchów. Najtrudniejsze jest powstrzymanie narzucającej się reakcji.
Na stacji metro zatrzymuje się. Do wagonu wsiada inny mężczyzna, nieco starszy. On także przytula się do słuchawki:
– Powiem ci krótko: nic nie pękaj, tylko wbijaj. Wbijaj do mnie na noc i już. W ogóle się nią nie przejmuj.
Pociąg rusza. Połączenie trwa krótko. Nie to, co rozmowa mężczyzny w szarej kurtce. On wciąż tłumaczy przyjacielowi:
– My też przez taki kryzys przechodziliśmy. I powiem ci, że obowiązkami trzeba się dzielić. Może spróbowalibyście o tym ze sobą porozmawiać? Może uda wam się dogadać?
W wagonie jest coraz mniej miejsca. Stoję przy drzwiach, tuż obok młodego mężczyzny, który opowiada młodej kobiecie o swoim Sylwestrze.
– Pytasz jak było – mówi – całkiem dobrze było. Najpierw przyjechał do mnie Sylwek i pograliśmy w karty. Potem pograliśmy na konsoli. A potem pograliśmy z Sebastianem znowu w karty. A potem wszyscy wyszliśmy postrzelać, no wiesz, po północy poszliśmy odpalać te fajerwerki. I po godzinie znowu pograliśmy w karty i potem ja sam już grałem na konsoli. Położyłem się spać o trzeciej. Całkiem dobrze było. Naprawdę dobrze minął mi czas.
Mężczyzna milknie i czeka na reakcję kobiety. Ona patrzy na niego. Patrzy, myśli i wreszcie odpowiada:
– Aha.

Urodziny

Pół człowiek pół jeż westchnął. Jego kolczasta myśl rozciągnęła się i sięgnęła mitycznych czasów ostatniego poranka. Pół człowiek pół jeż rozumiał, że kiedyś, czyli wczoraj, jeszcze go nie było i że w odległej przyszłości, czyli jutro, znowu go nie będzie. Owszem, zrozumienie nieobecności przechodziło mu gładko. Jednak zrozumienie kolczastej obecności zawadzało, zahaczało i utykało bez możliwości ruchu.
– To może oznaczać tylko jedno – szepnął.
Że on wcale nie urodził się tak, ale inaczej. Jego obecność przypadkowo odwrócona na lewą stronę może i pomogła mu się narodzić, ale chodzić w niej było bardzo niewygodnie.

Radio dla Ciebie raz jeszcze

Ojej, już trudno, skoro trzeba. Spełniam obowiązek promocyjny w pakiecie, czyli poniżej nagranie drugiej rozmowy z Małgorzatą Kron. Rozmowa odbyła się w godzinach porannych, 25 grudnia w RDC. Dlatego nie wspominałam o niej, bo święta i w ogóle. Do paczki informacyjnej wkładam też audycję, która odbędzie 3 stycznia, na antenie Programu Czwartego Polskiego Radia, o 11.00 i będzie żywa. Cieszę z niej, trzęsę portkami, ale najbardziej jestem wdzięczna za zaproszenie. W ogóle za wszystkie zaproszenia bardzo dziękuję!

Radio dla Ciebie, 25 grudnia. Rozmowa z Małgorzatą Kron o książce „W cieniu sławy. Zapomniane rodzeństwa sławnych Polaków”.

Fotografia: RDC

Krasnoludku!

Gdy byłam małą dziewczynką, miałam drewnianego krasnoludka. Krasnoludek miał maleńką czerwoną czapkę, czerwony tułów i dwie czerwone nogi, na których nosił czarne buty. Był moim ukochanym krasnoludkiem, dlatego ogarnęła mnie trwoga, gdy w czasie wizyty u babci, krasnoludek wpadł do muszli klozetowej. Wpadł do muszli tak głęboko, jak głęboka była moja rozpacz. A była głęboka, bo nie widziałam nawet czubka jego czapki. Pamiętam, że nie chciałam wyjść z łazienki. Stałam na zimnych płytkach i składałam dłonie jak do modlitwy. Łzy spływały po desce klozetowej i tonęły w odmętach kanalizacji. Płakałam tak bardzo, że mój ojciec zdobył metalową sprężynę, którą wkręcił się w muszlę klozetową babci. Tak długo zapuszczał drut, aż wydobył ukochanego krasnoludka. Zanim ten trafił do moich rąk, został bardzo porządnie wymyty. Mimo to nie pamiętam, żebym się nim jeszcze kiedykolwiek bawiła. Ech, nie mają łatwego życia świąteczne krasnoludki.

Zdjęcie: Karol Jałochowski

« Starsze wpisy Nowsze wpisy »

© 2019 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial