Nauka medytacji. Dzień pierwszy. Siadam. Łączę palce. Zamykam oczy. Nic. Staram się myśleć nic. Tylko oddycham. Powoli. Oddech głęboki. Czyste, krystaliczne powietrze wpływa do płuc. Wpływa czyste, ale wypływa już inne, ciężkie, zmęczone, gorące. Ogień. Parzy. Zieję ogniem. Gaszę go krystalicznym powietrzem, które ponownie zasysam do płuc i głębiej, głębiej, jeszcze głębiej ciągnę je z wysiłkiem do przepony, cząsteczka za cząsteczką, bo ono wyraźnie nie chce tam dotrzeć. Uparta ta przepona. Gdzie ona jest, czy tam, gdzie wystaje brzuch i nie chce się schować nawet w czasie oddychania? Cisza! Karcę się. W czasie medytacji nie wolno myśleć. Zupełny brak. Czuję go, czuję brak i pustkę doskonałą. Ile to już minut minęło? Uchylam powieki. Zielone cyferki zegarka wyraźnie śmieją się ze mnie. Dwie minuty. Niezrażona zapadam się ponownie. Wciągam krystalicznie czyste powietrze. O, robotnicy już przyszli. Dym z ich pięciu papierosów wypełnia mi przeponę. Robotnicy coś sobie opowiadają w piwnicy, jednak ja, zanurzona w stanie medytacji słyszę ich głos jako odległe mruczenie. Prawie, że ohmmmmm. Ohmmmm, odpowiada na wysokich obrotach pralka sąsiada z pierwszego piętra. I nagle powstaje czarowny wielogłos, bo do pralki dołącza silnik koparki za oknem. Ale ja jestem ponad nimi, nie wiruję, oddycham głęboko. Oddech dociera do najdalszych zakamarków ciała. Czuję, jak pod jego wpływem rozluźniają się mięśnie. A nie, jednak się nie rozluźniają, tylko mocniej zaciskają. Jestem kłębkiem nerwów. Nie myślę tego oczywiście, bo w czasie medytacji nie wolno. Nie muszę myśleć i bez tego wiem. Kłębek nerwów. Kłębek nerwów, powtarzam jak mantrę i nagle po ciele rozlewa się zachwyt nad językiem polskim, jego pięknem i ukrytą w nim mądrością przodków. Piękno słów, znaczeń, zdań do napisania. Otwieram oczy. Z piersi wyrywa mi się bardzo niskie ohmmm, które można by pomylić z wrrrr.
– Rany boskie! – zakrywam usta, żeby nie wyleciał ten najgłębszy oddech, ale jest za późno – Muszę pisać. Mam dwa tygodnie spóźnienia!
I tak, całkiem już zrelaksowana, usiadłam dziś do pracy.