Oczekiwanie stoi na podwórku i rozgląda się niepewnie, choć jest jasno. Nie wie, czy będzie Oczekiwaniem spełnionym, niespełnionym czy zawiedzionym. Drapie się butem po łydce nogi, która wrosła w asfalt. Wrosła, bo Oczekiwanie jej na to pozwoliło. Teraz nie pozwala. Podnosi stopę. Wyrywa świeże pędy z chodnika i osypuje grudki ziemi. Do przejścia ma kilkanaście metrów. Mieszkanie jest tuż. Ponad podwórkiem rozciągnięte są ciężkie konary. Zrywają się z nich wrony i w locie wyrywają włosom Oczekiwania zielone pąki. Odrzucone na trawnik już nie zakwitną. Oczekiwanie dotarło. Chwyta za klamkę, ale kolce na dłoni nie pozwalają uruchomić drzwi. Oczekiwanie czuje się spełnione. Nabrało pewności.