Przydarza mu się to coraz częściej. Umykają. Same, nieproszone, nienamawiane. Człowiek jak pasterz stara się je do zagrody zagonić, w porządku ustawić, miejsce odpowiednie w szyku znaleźć, lecz rady nie daje. A to wiatr zapach wilka z lasu przyniesie. Owce instynktem gonione rozbiegają się i w niewyjedzonej trawie chowają kopyta albo do sąsiada idą w szkodę. A to samolot nad łąką przeleci lub ryczący ją przetnie. Spłoszone owce gubią. Najpierw jedna, potem. Pasterz próbuje owce po, lecz skutek nie, bo coraz. I wtedy woła, żeby zagonił ten, lecz jego imienia zupełnie nie. I posiwiały w pustej już wie, że nie o owcach wcale, lecz. Bo mu coraz się.