Bo pół człowiek pół jeż zanikał. Choć nie zanikał konsekwentnie aż po zniknięcie, raz a dobrze, zniknięcie widoczne w niewidoczności. On zanikał kapryśnie. Jego zanikanie było pół na pół, czasem na trzy czwarte, na trzy ćwierci, czasem tylko do pełna, przeważnie na pół gwizdka. Z zanikaniem pojawiał się kłopot z niepewnością. Pół człowiek pół jeż nie miał pewności, czy zaniknął. Nie mógł więc mieć świadomości, czy nie zaniknął. Był i nie był jednocześnie. Czasem zanikał w pół kroku, w pół słowa, w pół zdania, w pół obrocie. Gdy kichał albo. Zdarzało się wtedy także, że. Najtrudniejsze były dla człowieka pół powroty. Dla wszystkich świadomych jego zanikania, powracał, podczas, gdy on ani na chwilę nie odchodził, czasem tylko zanikał. Z niepewnej obecności stracił całkiem rachubę, czy bycie różni się czymkolwiek od niebycia. Jednak nie to dręczyło go najbardziej. Pół człowiek pół jeż chciał tylko wiedzieć, czy poza nim zanikają też inni i czy będą obecni z nim po zaniknięciu, czy po zaniknięciu wszyscy znikną dla siebie nawzajem.