Gdyby przywiązano mnie za nogę lub palec, nie byłoby problemu. Zdołałabym odkręcić ramię, powyciągać stawy, odczepić paznokcie. Obie stopy ułożyłabym w pudełku zwracając je podeszwami na zewnątrz. Rozłączone kolana nasmarowałabym olejem. Z piersi wypuściła powietrze. Zwinięte w rulony leżałyby w szczelnym pokrowcu tuż obok oczu. Zwilżonych, żeby nie wyschły. Narządy wewnętrzne od dawna zamknięte byłyby w walizce. Rozłożona czekałabym w szafie z dłońmi na wierzchu, tuż obok narzędzi gotowych na wypadek nakazu montażu. Gdyby więc przywiązano mnie za nogę lub palec, uwolniłabym się z łatwością. Nawet, jeśli drugi koniec nitki zaplątałby się w gałęzie. Lecz przywiązana do zajączka na ścianie nie zdołam się uwolnić.