Nie wiadomo, skąd w naszym mieście pojawił się mech. Mech miękki, głęboki. Taki mech, w którym można zanurzyć się, zawleczony z lasu mrocznego i wilgotnego, do którego wstęp mają tylko zwierzęta, bo człowiek, nawet, gdyby się odważył, dotrzeć by nie zdołał. I pewnej nocy mech objął w swe posiadanie całe miasto od schodów po furtki. Podszedł zieloną falą pod okna, zaczął wspinać się na schody, ale nie pukał do drzwi. Pokonywał je miękko. Nie forsował tylko pochłaniał. Pewnego poranka przeniknął do snów i zakorzenił się w nich. Od tamtej chwili ludzie naszego miasta mają dla siebie taką miękkość o jakiej wcześniej nie śnili.