Wolałabym o Tobie nie wiedzieć, wolałabym Cię w tych okolicznościach nie poznać. Ale Ty nie możesz pozostać anonimowy. Pamiętam Cię więc na każdej Twojej stacji. W czwartek na stacji Pole Mokotowskie miałeś lat dziewiętnaście. Na Racławickiej skoczyłeś w niedzielę w sile wieku. Dziesięć minut później przejeżdżałam metrem w przeciwnym kierunku. Widziałam, jak strażacy starają się wydostać spod kół Twoje ciało. W zeszłym roku zginąłeś na stacji Wilanowska. A ja mieszkam przecież tak niedaleko. Wiadomość o Twojej śmierci rozchodzi się gwałtownie z ludzkim niezadowoleniem. Ze zmianą ruchu komunikacji i wyrzekaniem babci, która chce czym prędzej odwieźć wnuczka do córki. Unosi się co piętnaście minut autobusem zastępczym. Ludzie wydają się źli, że im pokrzyżowałeś plany. Nie wierz im jednak. Nikt nie ma do Ciebie pretensji. Tak naprawdę trochę się tylko boimy. Uświadamiasz to, co nieuchronne. W pewnym sensie każdy z nas jest niedoszłym samobójcą. A Ty zmuszasz do ponownego dokonania wyboru. Żałuję, że nikt nie potrafił dodać Ci siły. Żałuję, że nie umiałam pomóc. Myślę o Tobie i pamiętam.