Ktoś puka do drzwi. Otwieram a tam nowa kurtka odsłania poły i rozwiera ramiona. Żadnych ludzi. Nie ma wydeptanych ścieżek.
– Wchodzisz?
Weszłam. Idę po po szwach. Wykreślam przestrzeń od rękawa do rękawa. Jest miejsce na otchłań. Kurtka popycha mnie:
– Skacz.
Skoczyłam. W kieszeni robi się ciasno. Szew zdziera skórę z łokcia. Głowa tkwi w dziurce zamiast guzika. Klamra odciska się na policzku. Palec od lewej stopy mam w oku. Paznokieć drapie w ucho a warkocz zatrzasnął się w zamku. W ustach wyczuwalny jest smak metki. Nie ma jak wyjść.
– Czemu to zrobiłaś? – pytam. Odpowiada, że jest kurtką na ciasne czasy.