Stajesz na trawie boso. Niebo jest bezchmurne. Słonce pali. Stopy zakorzeniają się w chłód. Unosisz ramiona. Zamykasz oczy. Nie dzieje się nic. Nagryzasz uśmiechem sacrum oczekiwania. Ty wiesz, co się zaraz wyświęci. W kościach czujesz cud. Uszy masz pełne wiatru. Szum przechodzi w dudnienie. Chmury kładą się na oczach cieniem. Kołyszesz chmurami. Kołyszesz drzewami. Kołyszesz deszczem, który odrywa się od chmur. Korzenie odrywają się od ziemi. Ty odrywasz się od trawy. Zające w locie wyjadają maliny. Podniebne jeże pogubiły igły. Igły spadają ci na twarz kroplami, wiec ty spadasz na trawę deszczem. Jesteś czysta.