Ciemność jest jedna. Pół człowiek pół jeż widzi tylko ją. Nie ma znaczenia, ile lat ją budował i z czego. Ile piasku potrzebował, ile gałęzi, sznurków, kłaczków, ptasich piór, starych ubrań zabranych na śmietniku, psiej sierści, wysuszonych owadów, które wytrzepywał z książek i wymiatał z kątów, skruszonych muszli ślimaków, miłych i niemiłych dźwięków i sprutych swetrów. Pół człowiek pół jeż zwijał je w kłębki i tkał z nich kokon. Zaplatając go zastanawiał się w co zostanie odmieniony. W co sam się odmieni. Rozważał korzyści z posiadania skrzydeł, nóg, rąk, rąk zamiast skrzydeł, ogona zamiast nóg, skrzydeł beżowych lub kolorowych, nóg długich lub krótkich, głowy jednej lub kilku, odnóży zamiast nóg i szczękoczułek zamiast ust. Ale gdy ciemność związała wokół niego nitkę w ostatni supeł, pół człowiek pół jeż widział już tylko ją. Widzi tylko ją. Kokon pęka. Pół człowiek pół jeż wychodzi niezmieniony i niepewny, czy to, że się nie zmienił, zmieniło go, czy dopiero zmieni.

Zdjęcie przedstawia performance Josepha Beuysa, „I Like America and America Likes Me”, Nowy Jork, 1974 rok. Pochodzi ze strony The painter’s keys.