Nie wiem, jak on to robi. Wskakuje na kanapę i już nie jest czarnym kotem, lecz czapką. Hop i jest bluzką jednym ramieniem dotykającą podłogi albo butem porzuconym pod stołem. Bywa długimi spodniami na fotelu, żeby po chwili wstać i przeskoczyć na parapet. Tam zamienia się w czarny wazonik albo nieruchomą zasłonę, pień drzewa, kurtkę przechodnia. Bo on nawet takie sztuczki umie. Bardzo rzadko, ale jednak bywa rowerem budzącym się o świcie w środku miasta. Jedzie. Słońce go oślepia. Lubi się w nim czasem zagubić. Wędruje potem aż do wieczora po niebie ten mój kot. Kiedy wraca znowu staje się wełnianą czapką na kanapie. Albo leżącym na najwyższej półce ułożonym do głowy filcowym kapeluszem.

Ilustracja: Rene Magritte, Cat i the hat.