Wychodzę z domu rano. Codziennie rano wychodzę z domu. Poprawiam włosy, nakładam na twarz krem, żeby skóra była elastyczna. Na nogi zakładam trampki, które w zetknięciu z asfaltem są sprężyste. Dzięki nim ja także jestem sprężysta. Odskakuję od twardego chodnika i sięgam wysoko, coraz wyżej gumowego nieba. Źródło jest tuż tuż. Czuję jego zapach. Jeszcze jeden skok. Jestem kauczukową piłką, ale źle stawiam stopę, która wygina się, kładzie i wpasowuje w przerwę. Kamieniem się nie skacze, więc następnego ranka znowu wychodzę z domu i kamienieję na tej samej płycie. Jutro trzeba będzie się za siebie nie oglądać.