W pierwszym miesiącu jest zaledwie niewidocznym zadatkiem. Niewypowiedzianą nadzieją, którą chce się zatrzymać tylko dla siebie. W miesiącu drugim jej rozwój powoduje już pierwsze dolegliwości. Lekkie zawroty głowy. Miesiąc trzeci jest istotny. Kontakt ze światem zewnętrznym przestaje być najważniejszy, chociaż proces ten jest jeszcze nieuświadomiony. Umykają pierwsze słowa. Z miesiącem czwartym pojawia się świadomość rozwoju. Wypowiadane zdania skracają się. Najczęściej orzekają kropką kończąc rozmowę. Miesiąc piąty daje pierwsze sygnały widoczne z zewnątrz. Spowolnienie ruchów. Kroki wstecz pojawiają się częściej niż te do przodu. Ciało ogarnia melancholia. Miesiąc szósty staje się prawdziwą rewolucją. Schwytane dźwięki zostają uwięzione. W miesiącu siódmym proces postępuje. Rozwój daje się zauważyć gołym okiem i nie można go już ukryć pod zwiewną koszulą. Wchłaniane zostają tylko wybrane dźwięki. Część zostaje odrzucona. O ile w miesiącu siódmym któremuś z nich udaje się wydostać, w ósmym staje się to niemożliwe. Bariera pomiędzy tym co w środku i tym, co poza środkiem, jest nieprzepuszczalna. A wszystko po to, by w miesiącu dziewiątym na zewnątrz mogła wydobyć się dojrzała jej postać. Kalendarz mojej ciszy.