Kaj, którego losy opowiedziane zostały w „Duchach Singapuru”, nie istnieje, ale także istnieje po wielekroć. Jest przecież mnóstwo dzieci, które musiały opuścić swoje domy i miasta, i przenieść się razem z rodzinami do innego kraju. Nie tylko musiały przyzwyczaić się do nowego jedzenia, do innej kultury i zwyczajów, musiały nauczyć się też rozmawiać i bawić z dziećmi w innym języku. Kaj przeprowadził się akurat do Singapuru, ale polskie dzieci są na całym świecie i każde z nich ma swoją historię.

Jędrek, gdy wyjeżdżał do Azji miał cztery lata: Pamiętam, jak leciałem samolotem, ale nie pamiętam, jak się żegnaliśmy. Na placu zabaw bawiłem się sam, nie umiałem rozmawiać z dziećmi. Zawsze była niedobra pogoda. Szliśmy na obiad i zawsze była burza, każdego dnia. Jeszcze raz poleciałbym tylko z powodu basenu. Dla mnie w Singapurze fajne było tylko to, że byliśmy na wysokim piętrze, ósmym z dwunastu.

Kajtek, gdy wyjeżdzał do Azji miał dziewięc lat: Różnie było. Jak pierwszy raz poszedłem na plac zabaw, to na początku nie było najlepiej, ale cośtam mówiłem. Było dobrze i niedobrze. Jeszcze raz poleciałbym tylko z powodu basenu i przyjaciela z podwórka. W Singapurze tęskniłem za klasą trochę, za domem…

Jędrek: Ja tak samo…

Kajtek: …za jedzeniem, za dziadkami. Nie było polskiego jedzenia i tęskniłem za polskim jedzeniem.

Jędrek: Ja Singapuru tak nie przeżywałem, jak Kaj z książki, nie wszystko było takie magiczne.

Duchy Singapuru, Wydawnictwo Innowacyjne Novae Res, 2014.