Siedziałam dziś po południu ze znajomymi i rozmawialiśmy. I wcale nie o koronawirusie. O filmie, teatrze, literaturze, pedofilii, podróżach a potem o koronawirusie. I jeden znajomy powiedział, że koronawirus jest genialny, bo potrafi przebiegać bezobjawowo i dzięki temu przetrwa i że ewolucja ciągle próbuje różnych ścieżek i niektóre z jej eksperymentów są udane a niektóre są nieudane i muszą umrzeć. I wtedy pomyślałam sobie, że to ciekawe, bo zupełnie inaczej jest ze sztuką. W sztuce także potrzebne są eksperymenty, ale nie ma znaczenia czy są udane, czy nie, bo same w sobie stanowią istotę sztuki. Ale potem pomyślałam sobie, że nie ma ewolucji bez eksperymentowania, więc jednak istotą ewolucji, prócz przetrwania jest, tak samo jak w sztuce, eksperymentowanie, bo ono zapewnia przetrwanie. A potem przyszło mi do głowy, że przecież ja jestem eksperymentem ewolucji. Nie lubię o tym pamiętać, bo jest mi wtedy niewygodnie. Wygodnie jest nie myśleć. Wygodnie jest się przyzwyczaić, choć się nie powinno. Powinno się być eksperymentem świadomie uczestniczącym w eksperymencie. Czy jeśli człowiek podlega ewolucji, może w niej uczestniczyć świadomie? Skoro jestem tworem ewolucji, czy powinnam zachowywać się jak proces i ewoluować? Mogłabym, tylko, że ja się nie bardzo lubię ruszać. Lubię siedzieć w wygniecionym fotelu, nosić ułożone do nogi buty i mieć spokój. I najpierw pomyślałam sobie wtedy – a był to moment, w którym właśnie żegnaliśmy się ze znajomymi nie podając sobie zresztą rąk – że spokój nie może być częścią eksperymentu, bo jest sprzeczny z rozwojem. A potem jednak pomyślałam sobie, a szłam wtedy po ulicy szukając przystanku autobusowego, że spokój, owszem, jest częścią eksperymentu. Jest jego zakończeniem. Był to zresztą moment, w którym zdecydowałam nie jechać autobusem, którego trasy nie znam i wsiąść do tramwaju, żeby dojechać do metra, bo metrem lubię jeździć najbardziej. Tak – pomyślałam wtedy przejeżdżając na moją stronę Warszawy – przyzwyczajenie zabija eksperyment. I wtedy przypomniałam sobie o sztuce, że jednak ze sztuką jest tak samo jak z ewolucją. Eksperyment ją rozwija, jest jej istotą, i w dodatku eksperyment nawet najbardziej udany przestaje być dość szybko nowy, ponieważ staje się przyzwyczajeniem. W ten sposób eksperyment zostaje zniszczony i potrzebny jest nowy eksperyment, który będzie przeciwdziałał osłabiającemu przyzwyczajeniu. Czyli sztuka działa podobnie jak ewolucja. Ewolucję także osłabia przyzwyczajenie.
Na wysokości słowa „przyzwyczajenie” zjechałam schodami ruchomymi do metra i weszłam na peron. Wokół pełno było ludzi. Wstawali z ławek i podchodzili do wagonów. Przedzierałam się przez tłum, żeby dotrzeć do ukochanego ostatniego wagonu, jeżdżę tylko ostatnim wagonem. I nagle zobaczyłam znajomego. Bardzo ucieszyliśmy się na swój widok i natychmiast uścisnęliśmy sobie ręce, choć z powodu koronawirusa nie powinniśmy. I właśnie wtedy przyszło mi do głowy pytanie: czy na pewno było to przyzwyczajenie a może jednak był to eksperyment?