Takie czasy, że człowiek na każdym kroku spotyka się ze śmiercią. Ja także się dziś o nią otarłam. Kupowałam mianowicie w aptece jednorazowe rękawiczki. Podczas, gdy ja stałam przy jednym okienku, do drugiego podszedł elegancki, starszy pan:
– Szanowna pani – mężczyzna skierował do aptekarki słowa – poproszę coś na alergię, ponieważ mnie męczy.
– Nie dość, że wirus męczy, to jeszcze alergia? – współczująco zagadnęła druga aptekarka.
– Tak, pani magister – odpowiedział mężczyzna – postanowione zostało, że ludzie w moim wieku mają umierać. Ale ja…
Starszy pan zawiesił teatralnie głos i odwrócił się, żeby popatrzeć na tę moją aptekarkę i na mnie:
– … ale ja postanowiłem sobie, że odejdę tylko na dwa sposoby. Pierwszy przy kobiecie.
Ponownie zrobił przerwę:
– Zwróćcie panie uwagę, że nie mam na myśli „przy”. To pierwszy sposób. A drugi – śmierć przy barze.
– Właściwie można by połączyć oba.
Zacisnęłam usta, ale było już za późno. Słowa wyskoczyły, zanim się nad nimi zastanowiłam. Przez dłuższą chwilę mężczyzna z rozbawieniem podziwiał rumieniec wędrujący mi od szyi po twarzy. Wreszcie uniósł dłoń i wskazał palcami drzwi:
– W takim razie, gdzie jest ten bar? Niech pani prowadzi!

Édouard Manet, Śliwka, 1877, National Gallery of Art, Waszyngton.