Mam stałą trasę pieszej wędrówki. Z Mokotowa do Śródmieścia i z powrotem. Szłam tą drogą w pierwszych tygodniach marca, kilka dni po wprowadzeniu ogólnonarodowej kwarantanny. I tydzień później. A potem znowu tydzień później. I ponownie szłam nią po tygodniu. I w takim kwietniu jak dziś poszłam nią także nadziwić się nie mogąc, że za każdym razem droga jest inna. W marcu nikt nie nosił na niej maseczek. Mało kto był wtedy na ulicy. Ci obecni szli całkiem nieobecni. Zapatrzeni w chodniki przemykali chyłkiem. Coś jakby światem rządziły już zombie. Trudno było liczyć na kontakt wzrokowy. Ten łapali jedynie wariaci opowiadający głośno o wspaniałym lub złym świecie a jeden naśladował pulsujący sygnał karetki. Tydzień później droga do Śródmieścia zmieniła się nie do poznania. Wypełniła się życzliwością i uśmiechem. Wciąż nieliczni przechodnie schodzili sobie z drogi i w dziwnej, pandemicznej i pozaseksualnej otwartości życzyli wszystkim nawzajem wszystkiego najlepszego. Tydzień później kontakt wzrokowy zanikł a serdeczność wróciła do chłodnej, polskiej normy. Na twarzach widać było strach i zmęczenie. Obchodziliśmy się szeroko irytując brakiem wyczucia u innych i niemożnością wejścia na skwerek. Było, minęło. Z poniedziałkiem, otwarciem parków i lasów na ulicach nastała fiesta. Rowery, hulajnogi, skracanie dystansu i wiosna. Zaglądają sobie do oczu przechodnie. Już nie trzeba błagać o kontakt. Ulica ożyła. Flirt dzieje się ponad maskami. Ileż przygodnych spojrzeń rzucanych z roweru, mimochodem przez chłopaka trzymającego dziewczynę za rękę, przez kobietę mijaną na przystanku, ponownie przez rowerzystę. Droga ze Śródmieścia na Mokotów wypełniła się zmysłami. Ale nie tylko. Stało się coś jeszcze, czego nie rozumiem. Prócz flirtu na drodze zapanowała siła. Przechodnie manifestują ją pokazując, że mogą iść środkiem chodnika. I wcale nie ci bez maseczek, choć ci zdarzają się także. Oni idą zawadiacko, bo rzucają wyzwanie całemu światu, systemowi, innym. Ale to ci w maseczkach pokazują moc agresywnie zawłaszczając chodnik. Tak jakby wstydzili się, nie tylko maseczek, ale tych ostatnich prawie dwóch miesięcy słabości i strachu. Wychodzą na ulicę i przejmują władzę tam, gdzie mogą, spychając na bok niższych i słabszych. Czyli u nas już wszystko wróciło do normy.