Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Sekretne życie Vadera (strona 1 z 14)

Wszystko ma swój czas

Vader też ma swój czas. Jego czas jednak przebiega inaczej. Nie biegnie równo naprzód, liniowo, tylko wyrywa się podskakując. Vader ciągnie, lecz czas nie chce się opanować. Ani się ustabilizować, ani nawet zatrzymać. Nie chce słuchać. Niespodziewanie przyspiesza. A potem nagle przystaje. Obwąchuje słupek.
– Tfu, tfu – krzyczy Vader i rzuca mu patyk. Czas biegnie i zatacza koła.

Trafiony

Vader został trafiony, ale nie mógł zatonąć. Wciąż nie mieścił się w kratki czteromasztowca. A to wystawało mu z lewej a to miał spore braki z prawej. Butami zahaczał o sąsiednie statki. W kropki nie szło mu lepiej. Starał się zwinąć do kształtu właściwego, lecz nie potrafił utrzymać go na skrzyżowaniu linii. Zaraz przesuwał się, zjeżdżał czarną kropką na sąsiednie kartki a nawet wypadał na podłogę. Z uwagi na czarny kolor poważnie myślał o talii. Mógłby być atu, jednak określenie swojej tożsamości nastręczało mu zbyt wiele kłopotów. Figurą był czy blotką? Byt określa świadomość a może odwrotnie? Wyjrzał przez okno. Pozostało mu jedynie tetris.

Nosem

Vader nie miał wątpliwości. Nie istnieje, tyle wiedział. Od czasu do czasu jedynie pozwalał sobie zbliżyć się. Uchem się nachylał, otwierał oko. Podczas, gdy palec przykładał do ust, nosem się żegnał. Fajnie byłoby móc napisać, że zmysły oddzielnie nie, ale już wszystkie naraz połączone stanowiły jakąś całość. A nawet jeśli nie całość określoną, to w ogóle coś, cośkolwiek. Ale nic. Zmysły stanowiły dla niego nic. Nie zbliżały Vadera do czegokolwiek, co miałoby związek z byciem. Do bycia przyciągało go tylko i jedynie niebycie. I więcej nic.

Potrzebę tworzenia

Vader wziął paczkę do rąk i rozerwał. Rozłożył na ziemi płaszcz i zrzucił buty. Z zawiniątka wyjął kolorowe szpulki i sterczące igły. Położył się obok nich i zapatrzony w nieskończoność, z nogą wspartą o kolano, planował, co uszyje pierwsze. Kosmos, szepnął sobie. Gwiazdy, bezkresne przestrzenie, dziury z mroku, kwarki i kwanty, rozszerzenia, zakrzywienia i skurczenia woli, w pożądaniu instynkty, dystanse, bliskości i pożary duszy nie do ukojenia. Zamilkł. Nawlekł igłę i zacerował dziurę w skarpecie.

Gwiazdy

Może zbyt szybko otworzył oczy, może rzucił spojrzenie tam, gdzie nie powinien a może grawitacja spełniła swoje zadanie i nie ma co dłużej rozwodzić się nad przyczynami. Warto pochylić się nad skutkiem, bo leży rozbity na podłodze. Vaderowi już kiedyś się to przytrafiło. Już raz wypadły mu z oczu gwiazdy i popękane leżały u jego ślepych stóp. Vader zrobił wtedy to, co uważał za jedynie słuszne. Pochylił się, zmiótł kawałki na szufelkę i jeden po drugim wkładał pod powieki. Pewnie, że uwierały i obraz nie był taki, jak wcześniej. Może też Vader zmiótł na szufelkę kilka psich kłaków, wysuszoną pestkę wiśni, spaloną zapałkę, guzik nieużywanego płaszcza i dziurkę od klucza, przez którą dawno nie spoglądał. Nie narzekał, bo czuł, że to było słuszne.

Trzmiel

Vader od dawna nie zastanawiał się, kim jest. Ostatni raz zastanawiał się wtedy, gdy był trzmielem. Życie trzmiela jest dobre, społeczne, uporządkowane. Trzmiel ma żądło, żeby się bronić, pewność powtarzalności a więc i plan na przyszłość. Tylko co z tego, skoro ludzie i tak widzieli w nim jedynie tego, którego chcieli w nim zobaczyć. I tak działo się za każdym razem. Gdy Vader był kotem i włóczył się podrapany od bójki do bójki po sąsiednich podwórkach. Gdy był wroną i siedział cały dzień na parkanie obserwując przechodniów jednym, najczęściej lewym okiem. A nawet, gdy był kulawym psem w zeszłym tygodniu. I nie mógł przegonić pcheł z grzbietu łapą tak, żeby się nie przewrócić, więc pysk drapał mu kot a grzbiet wrona. Tylko, że wtedy przyleciał trzmiel, więc kot i wrona zajęły się polowaniem a pies musiał znowu przewracać się sam. Nawet wtedy był dla ludzi tylko tym, którego chcieli w nim zobaczyć. Usiadł więc w miejscu, w którym stał, wprost na chodniku, i już nie zastanawiał się dłużej, kim jest.

Tylko tyle

Kładąc się do łóżka Vader postanawia zdjąć buty. Niesypianie w butach, jak sądzi, uprości wiele spraw. Na bosaka trudno wejść w sen zbyt głęboko. Gdy sen jest wyboisty można przystanąć na jego krawędzi i zaglądać do środka bez dotykania. Vader więc zasypia, przystaje i patrzy. Nie brudzi sobie stóp ani ich nie rani. Tylko skąd rano na piętach biorą się pęcherze? Skąd pochodzą odciski? Vader nie rozumie. Postanawia więc, tak na próbę, założyć buty i zasnąć. Przykrywa się kołdrą, krótką chwilę przewraca z boku na bok. Gdy pojawia się sen, Vader wchodzi w niego głęboko i przez długi czas zwiedza jego najodleglejsze zakątki. Rano ogląda stopy i rzeczywiście odcisków na nich nie ma. Ale snu Vader też nie pamięta. Może więc nie Vader odciska się we śnie, lecz sen odciska się na Vaderze? Vader nie zna odpowiedzi. Rozumie niewiele. Tylko tyle, że w pewnych sprawach wyboru nie ma.

Łapa

Vader nie istnieje. Nacisnął klawisz i uderzając w niego trzy razy skasował przeczenie. Vader istnieje. Zwinął palce i zawiesił nad klawiaturą. Zupełnie jak koparka odcięta od dopływu paliwa zwija łapę ponad dziurą w ziemi, którą właśnie wykopała. Tylko, że koparka istnieje, gdy nie działa. Czy Vader istnieje, gdy pomiędzy podmiot a orzeczenie wpisze przeczenie? Wpisał i poruszył palcami. Napisać można wszystko. Na przykład: koparka nie działa. Ale kiedy nie działa? I kto ją wyłączył? Czy było pismo w tej sprawie? Który dyrektor je podpisał? I kto odpowiada za poziom oleju? A Vader? Gdy spocznie w dziurze w ziemi wykopanej przez koparkę, będzie istniał czy nie będzie? Zamknął komputer. On już wie, że słowa nie mają znaczenia.

Szafa

Vaderowi śniło się, że siedzi w puszce. Siedzenie w ciasnej puszce nie było miłe, więc się obudził. Tylko, że obudził się we wnętrzu puszki. Postanowił więc zasnąć. Zasnął i przyśnił mu się stół. Dobrze, pomyślał i się obudził. We wnętrzu puszki siedział on i stał stół. Zasnął więc i przyśniło mu się krzesło. Dobrze, pomyślał i się obudził. Ustawił krzesło przy stole i usiadł na nim. Gdy zasnął, przyśnił mu się bukiet kwiatów, które leżały na stole aż do chwili, w której Vaderowi przyśnił się wazon. Wstawił kwiaty do wazonu. Niebieskie chabry. W puszce zrobiło się przyjemnie. Przybyło łóżko z puchową pościelą, lampa, lampka nocna, książki i półki. Vader mógł nalać do wazonu wodę, bo w kuchni przyśnił mu się kran. Postawił na ogniu czerwony czajnik a potem wrzucił do pralki poplamioną herbatą koszulę. Dopiero, gdy we śnie pojawiła się lodówka i Vader zjadł śniadanie, przyśniła mu się szafa. Wstał, wyjął z szafy płaszcz i wyszedł.

Obłoki

Vaderowi śniło się, że pił. Długo pił zanurzony głową w jeziorze. A że w tafli odbijało się niebo, Vaderowi śnił się dzień, razem z wodą wypił wszystkie chmury. Jezioro nie było największym problemem. Wysiusiać wodę można z łatwością. Wypocić lub wypłakać. Ale chmury? Chmur pozbyć się nie tak łatwo. Długo Vader unosił się w powietrzu zanim zrozumiał, że to nie on posiadł obłoki, ale one posiadły jego.

Starsze wpisy

© 2018 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial