Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Nowiny (strona 1 z 32)

Kultura według Kron: „W cieniu sławy”

13 grudnia byłam gościem pani Małgorzaty Kron. W audycji „Kultura według Kron”, emitowanej na antenie RDC, rozmawiałyśmy o zapomnianych siostrach i braciach sławnych Polaków. I to jeszcze nie wszystko. Nad książką „W cieniu sławy” pochylimy się także 25 grudnia, w porannej audycji świątecznej. A wszystko to dzięki pani Małgorzacie Kron, której bardzo serdecznie dziękuję za zaproszenie do RDC.
Kultura według Kron: „W cieniu sławy”. Radio dla Ciebie.

Miło o książce

Aleksandra Zaprutko-Janicka, redaktorka portalu ciekawostkihistoryczne.pl, napisała o książce „W cieniu sławy. Zapomniane rodzeństwa sławnych Polaków”, w artykule Najciekawsza książka tygodnia. Nie TEN Matejko:

„Autorka książki stara się pokazać, jak to jest być mniej znanym, lub mniej zdolnym bratem lub siostrą tej podziwianej i utalentowanej osoby, która jest na ustach wszystkich. Na przykładzie różnych rodzin pokazuje, jak takie obciążenie znosili poszczególni bliscy sławnych Polaków. Bardzo ciekawe spojrzenie na znane z pozoru historie.”

Za dobre słowa i wyróżnienie bardzo dziękuję!

Z metra cięte

W metrze tłok. Drzwi zamykają się. Stoję z nosem w plecach mężczyzny. Ramieniem ocieram się o kobietę, która wciska mnie w rower. Raptem mężczyzna przede mną traci równowagę i wpycha mnie w rozmowę tuż za mną. Chłopak i dziewczyna. On wysoki. Wiem to, bo musi się nad nią pochylać. Ona blisko niego a ja czuję ich ciepło na plecach.
– Mówię ci – odzywa się chłopak – musiałem przestać trenować, tak bardzo boli mnie kręgosłup.
Dziewczyna się uśmiecha. Uśmiech słychać w głosie.
– Moja babcia miała kłopoty z kolanami, gdy przestała ćwiczyć, wszystko jej przeszło.
– Wiesz, że można kupić buty do biegania. Amortyzują. Właśnie się zastanawiałem, czy sobie takich nie kupić.
Mężczyzna wyjmuje telefon i pokazuje zdjęcie butów dziewczynie. Ona pochyla się nad telefonem. Przybliża policzek do dłoni chłopaka. Słyszę wyraźne przyspieszone oddechy. Ona się znowu uśmiecha, ale nie odsuwa.
– Bieganie nie jest dla mnie. – Tłumaczy dziewczyna łagodnie.
– Dlaczego? – Głos chłopaka obniża się. Stoją bardzo blisko siebie.
– Mam jedną nogę krótszą. – Mówi ona.
Metro jedzie dalej. Chłopak stoi wyprostowany. Nic nie mówi. Dziewczyna czeka. Spogląda na niego. On milczy. Już nie czuję ich ciepła na plecach.

Nałkowskie w Twoim Stylu

Fragment rozdziału o siostrach Nałkowskich, z książki „W cieniu sławy. Zapomniane rodzeństwa sławnych Polaków”, można przeczytać na stronie magazynu „Twój Styl”: Zofia i Hanna Nałkowska. Opowieść o trudnych relacjach. Bardzo się cieszę i dziękuję!

Zdjęcie rodziny Nałkowskich pochodzi z Wikipedii.

Superbibliotekarkom

Gdybym miała wybierać superbohatera, byłby to superbohater zbiorowy. Nie Superman, nie Spiderman, nie Hulk i nie Ironman, ale ich połączenie. Bo osoba, którą mam na myśli, a właściwie osoba zbiorowa, ma cechy ich wszystkich. Żelazną wolę, uczciwość, elastyczność, siłę, energię i poczucie misji. Dzięki niej, osobie zbiorowej, superbohaterowi, a najczęściej superbohaterce, w ciągu ostatnich lat biblioteka stała się miejscem, które uczy jak żadne inne. I wczoraj miałam przyjemność spotkać dwie superbohaterki, czyli bibliotekarki z Liceum Ogólnokształcącym im. Marii Konopnickiej w Legionowie, kobiety o mocach niezwykłych, dzięki którym młodzież czyta, słucha i chce wiedzieć więcej.
Jestem wdzięczna superbibliotekarkom z LO im. Konopnickiej w Legionowie za możliwość spotkania z młodzieżą i opowiedzenia o kobietach naukowczyniach, od Hypatii po Marię Skłodowską -Curie, ale przede wszystkim jestem im wdzięczna za ich trud codzienny i wysiłek biblioteczny, który nie idzie na marne.
Gorąco dziękuję też Agencji Zetzet, dzięki której wszystkie te spotkania są możliwe, a która bez wątpienia także posiada supermoce.

Relacja ze spotkania w bibliotece LO im. Konopnickiej w Legionowie

Głos Cibelle

Czasem dobrze jest nie znać języka, można się wtedy zastanawiać, co Cibelle śpiewa. A że Cibelle, brazylijska piosenkarka, śpiewa, jakby się uśmiechała, można się zastanawiać, nie tylko, co śpiewa, ale jak woła psa w parku, co mówi do żony albo męża, jak robi zakupy i czy o proszek do prania prosi tym samym śpiewno – uśmiechniętym głosem. Jakby to brzmiało? Słowa zupełnie nie pasują do muzyki. Nie szkodzi. Może jakoś tak:

Zabierz mnie tam, zabierz mnie tam, gdzie
mogę obiad gotować ci,
torba wisi za drzwiami
ty zakupy, ty zakupy zrobisz mi
a torba wisi za drzwiami
torba wisi
torba wisi
torba wisi za drzwiami
Ja obiad gotuję ci
w twoich źrenicach widzę
duże selery dwa
marchewkę, cebulę, pora
kupiec w dole ulicy,
pora ładnego ma
łodygi nacią kwitnące
obiad gotuję ci
obiad gotuje za drzwiami
w torbie najcięższe rzeczy na górę przynosisz mi
w twoich źrenicach widzę
pietruszki korzenie dwa
łodygi nacią kwitnące
a torba wisi za drzwiami
torba wisi za drzwiami
kup mleko, mąkę i masło
masło solone a ty
wsuń do kieszeni dwa palce, banknoty podam ci

Piosenka, do której nie pasują powyższe słowa, ale w czasie jej słuchania powstały: Cibelle – Luisas

Ilustracja: Juan Sánchez Cotán, Martwa natura z dzikim ptactwem, warzywami i owocami, 1602, Wikipedia.

Z okazji 100-lecia praw kobiet

Przyjemnie byłoby napisać, co Maria Zakrzewska robiła sto lat temu. Że świeciło słońce, że w powietrzu wyczuwało się chłód, że zaparzyła sobie kawę albo wcale nie, bo na śniadanie zwykła pijać ziółka. A może spała snem niespokojnym po całonocnym dyżurze, bo Maria Zakrzewska była lekarką. Dlatego wstała późno blada i rozczochrana. Byłoby miło, ale przyjemnie nie będzie, bo sto lat temu Maria Zakrzewska już nie żyła. Zmarła nie w Polsce. Zresztą w Polsce też się nie urodziła. Choć pochodziła z polskiej rodziny. Pojawiła się na świecie sto osiemdziesiąt dziewięć lat temu w Berlinie. Berlin jej nie pomógł. W czasie, gdy Maria Zakrzewska ukończyła studia medyczne, kobiet lekarzy nie chciano zatrudniać ani w Niemczech, ani w Polsce, ani w Stanach Zjednoczonych, do których Zakrzewska w poszukiwaniu równouprawnienia wyemigrowała. Uwielbiam jej historię, bo nie ma znaczenia, że sto lat temu, 28 listopada, gdy prawa zostały potwierdzone dla Polek, Zakrzewskiej nie tylko w Polsce nie było, ale nie było jej żywej w ogóle i już na całym świecie. Zmarła w 1902 roku. Pozostały jej osiągnięcia i to nie tylko te naukowe, ale te najważniejsze, czyli w dziedzinie wrażliwości. Maria Zakrzewska prawdziwie, najprawdziwiej i nic nie poradzę na brzmienie patetycznie, zmieniła świat. Nie mogła pracować jako lekarka w szpitalach prowadzonych przez mężczyzn, więc sama zaczęła zakładać szpitale dla kobiet i dzieci, w których zatrudniała kobiety lekarki i pielęgniarki, ale, co nie mniej istotne, kobiety niezależnie od pochodzenia. Gdybym mogła wybierać, jej postacią chciałabym uczcić dzisiejszy dzień. Choć Maria Zakrzewska go nie dożyła, na niego pracowała.

Rodzeństwa w Jedynce

Z książką „W cieniu sławy. Zapomniane rodzeństwa sławnych Polaków” odwiedziłam audycję „Cztery pory roku” Jedynki Polskiego Radia. W rozmowie ze Sławą Bieńczycką opowiedziałam m.in. o wybitnym etnografie, Bronisławie Piłsudskim, licznym rodzeństwie Skłodowskich i ich niezwykłej lojalności wobec siebie, braciach Mickiewiczach i bracie Jana Matejki, Franciszku, bez którego nie byłoby malarza, jakiego dziś znamy. Serdecznie dziękuję za zaproszenie do programu!

Audycję odsłuchać można na stronie Polskiego Radia: Nieznane losy rodzeństwa sławnych Polaków

Niebo bonobo

A w najnowszym numerze miesięcznika National Geographic Odkrywca jest artykuł o bonobo. Bonobo i demokracja. I jeśli teraz napiszę, że polecam prenumeratę pisma, to wyjdzie bardzo niezręcznie i głupio, bo akurat autorką tego artykułu jestem ja. A zatem tak nie napiszę. Ale z ręką na sercu wyznam, że inni autorzy, którzy piszą do miesięcznika National Geographic Odkrywca, robią to fantastycznie i to od lat. Dla nich warto.

National Geographic Odkrywca

Apokalipsa

Jest rok 1498 i w świetle świecy Albrech Dürer pochyla się nad drewnianym klockiem. W dłoni trzyma rylec. Zaczyna wycinać ostatniego jeźdźca Apokalipsy.
– Ałła! – ze złością odrzuca dłuto, które ugodziło go w rękę. Zlizuje krew z powierzchni skóry.
Świat, w którym Albrecht żyje, zmienił się kilkadziesiąt lat temu. Wynaleziona przez Gutenberga czcionka a więc i grafika, poszerzyły krąg odbiorców zarówno obrazu, jak i pisma. O odkryciu Ameryki przez Kolumba i o obecności na nowej ziemi Indian, mieszkańcy Europy dowiedzą się szybko. Proces raz zaczęty prędko się nie zakończy. Pomimo jednak zmiany świata i wynalazku druku nowe idee będą potrzebowały więcej czasu niż ulotka, żeby się po głowach roznieść i żeby wybrzmieć a ich brzmienie nie zawsze będzie tym dźwiękiem, który stworzyli ich twórcy. Ja na przykład nie mam dobrego słuchu. Nie są dla mnie jasne idee i procesy, które trwają od tak dawna. Ich początków należy szukać w bardzo odległym czasie. I nie mam na myśli tylko Albrechta Dürera, który kończy rycinę przedstawiającą Apokalipsę. Choć i jej wreszcie się doczekaliśmy. Świat zmierza ku samospaleniu, na które dobrowolnie się skazuje. Katastrofa klimatyczna już czeka.
Kiedy to się wszystko zaczęło? Chyba od Indian, ale nie od Indian Kolumba, choć także, lecz od obrazu, który powstał pod koniec osiemnastego wieku. Namalował go Joseph Wright of Derby. Indiańska wdowa patrzy na krwawy zachód słońca, symbol upadku swojego świata. Na co czeka, czego się spodziewa? W jej indiańskich baśniach bóg dwukrotnie palił ziemię.
Patrząc na ten obraz, stworzony przez oświeceniowego angielskiego artystę, pomyślałam po raz pierwszy o romantyzmie jako kontynuacji oświecenia. Romantyzm jako spełnienie idei rozumu, czyli konflikt, którego uczono mnie w szkole, serce kontra rozum, w ogóle nie istnieje. Wiosna Ludów, Adam Mickiewicz, Oskar Kolberg, tworzenie się idei narodu, rewolucje społeczne, wolnościowe i ustrojowe, wszystkie romantyczne zrywy są niczym innym jak wprowadzeniem w czyn myśli Locke’a i Monteskiusza o równości i samostanowieniu człowieka. Myśli te rozchodziły się długo, ale zmieniały świat nieubłaganie. Aż do dziś go zmieniają. Właśnie teraz, w naszych czasach dopełnia się osiemnastowieczne oświecenie. Dopełnia się jednak w sposób przekorny. Wiek rozumu jest przyczyną nadchodzącej apokalipsy. Tak, właśnie tak uważam. Gdyby nie było oświecenia nie byłoby ścieżki rozumu, techniki, fizyki, medycyny. Dziś nikt nie chce chorować a już z pewnością nie chce umierać. Ciasno nam na Ziemi, duszno i brudno a będzie jeszcze brudniej.
Wysoka śmiertelność nie może więc chronić przed przeludnieniem a niewiedza przed zabójczą, jak się okazuje cywilizacją. Apokalipsa sprowokowana przez rozum już dziś razi nas płomieniem globalnego ocieplenia.
Czyli wszystkiemu winny jest wiek rozumu? Jest winny, ale i w nim cała nasza nadzieja. Skoro właśnie teraz w swoich ideach dopełnia się oświecenie, a powstałe narody w nastrojach równościowych obalają elity, razem z nimi obalają też zdobycze rozumu oraz medycyny. Antyszczepionkowcy już działają na rzecz wzrostu śmiertelności i choć brzmi to absurdalnie, w odwrocie od rozumu kryje się nadzieja na przetrwanie ludzkości. Co rozum popsuł, głupota naprawi.
Albrech Dürer chwyta rylec z powrotem i patrzy w przyszłość niepewnie:
– To jak z ostatnim jeźdźcem Apokalipsy? Wycinać go czy nie wycinać?

Reprodukcja: Joseph Wright of Derby, Indiańska wdowa, rok 1785, Derby Art Gallery, Wikipedia, domena publiczna.

Starsze wpisy

© 2018 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial