Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Książki (strona 1 z 4)

Dobrze o książce

Kilka dobrych słów o książce, „Historia sztuki dla dzieci i rodziców. Rozmowy z Kajtkiem”, znalazło się na blogu Czytoczary:

„Być może, wytrawny koneser sztuki obruszy się w tym momencie, że przecież nie ma jedynego słusznego miejsca/sposobu odbioru i rozumienia sztuki, ale dla laika, jakim ja jestem, to wskazanie odpowiedniej perspektywy jest niezwykle cenną wskazówką. „Historia sztuki…” Ewy Jałochowskiej jest dla mnie takim właśnie przewodnikiem do prowadzenia poszukiwań razem z dziećmi i – jak się okazało – trafia na niezwykle podatny grunt w głowie Olki.”

Serdecznie dziękuję!

Książka żyje!

Portal Tup Tup Tup wspomina o „Historii sztuki dla dzieci i rodziców. Rozmowy z Kajtkiem”:

„Zachwycił mnie pomysł i jego realizacja. Książka mieści szereg rozmów Autorki ze swoim starszym synem (siedmiolatkiem) na temat historii sztuki, poczynając od rysunków naskalnych, a kończąc sztuką współczesną. Każda rozmowa koncentruje się wokół wybranego dzieła sztuki, którego reprodukcja zawsze jest przedstawiona w książce.(…)

Książka uczy synergicznego podejścia do sztuki, zwracając uwagę na to, że sztuka jest nieoderwaną częścią historii ludzkości, a więc powinna być rozpatrywana w tym kontekście. Do zrozumienia konkretnego dzieła sztuki często przyda się wiedza nt. mitologii, filozofii, historii, a czasem nawet chemii czy biologii. Temat więc ambitny, ale bez wątpienia wart poświęconego czasu.”

Pięknie dziękuję portalowi Tup Tup Tup za dobre słowa!

„Historia sztuki…” w Tygodniku Polityka!

Agnieszce Krzemińskiej wielkie podziękowanie za super artykuł w Tygodniku Polityka, gdzie w zacnym gronie, pośród naprawdę fajnych książek dla dzieci o sztuce znalazła się także „Historia sztuki dla dzieci i rodziców. Rozmowy z Kajtkiem” i kilka dobrych słów o niej.

„Książka Ewy Jałochowskiej „Historia sztuki dla dzieci i rodziców”, nominowana do Pióra Fredry w 2013 r., a później cytowana w podręcznikach, na pierwszy rzut oka wydaje się klasycznym wprowadzeniem do historii sztuki. Pozornie, bo jak czytamy w podtytule są to „Rozmowy z Kajtkiem”, co oznacza, że opowieść o rozwoju sztuki od malarstwa jaskiniowego poczynając, a na współczesności kończąc, jest wpleciona w dialog matki z synem.”

Więcej o tej, a także o innych książkach dla dzieci poświęconych sztuce i muzyce, w najnowszym numerze Tygodnika Polityka.

Po raz drugi

Z radością donoszę, że do księgarń trafia właśnie drugie wydanie „Historii sztuki dla dzieci i rodziców. Rozmowy z Kajtkiem”. Po trzech latach od pierwszego, Wydawnictwo Bukowy Las ponownie zdecydowało się opublikować „Historię sztuki…”, tym razem w nakładzie dwóch tysięcy egzemplarzy. Bardzo się cieszę, dziękuję Wydawnictwu i Czytelnikom.

Duchy Singapuru w Dzień Dobry TVN

O książce „Duchy Singapuru” i o ciekawości, która pokonuje uprzedzenia, mówiłam w Dzień Dobry TVN, któremu serdecznie dziękuję za zaproszenie:

Obejrzeć można tutaj: Dzień Dobry TVN

Duchy Singapuru w Pięciu Smakach

Wielka radość, bo w dniach 12 – 20 listopada, książkę „Duchy Singapuru” można kupić na Festiwalu Filmowym Pięć Smaków. Przegląd kina z Azji Wschodniej, Południowo-Wschodniej i Południowej odbywa się już po raz dziewiąty. W Warszawie i we Wrocławiu prezentowane jest ambitne kino azjatyckie, zarówno filmy premierowe, jak i obrazy klasyczne. Prócz projekcji filmowych festiwalowi towarzyszą wykłady z cyklu Akademia Azjatycka, spotkania z twórcami filmów, debata poświęcona sytuacji uchodźców w Polsce, koncerty, impreza DJ-ska w rytmach azjatyckiego rock’n’rolla. Można także kupić książki: „Wymiary kultury w twórczości Akiry Kurosawy” Joanny Zaremby-Penk i Marcina Lisieckiego, „Autorzy kina azjatyckiego. Tom II” pod redakcją Agnieszki Kamrowskiej, „Sześć widoków na kinematografię japońską” Dawida Głowni. I „Duchy Singapuru”. Dziękuję!

Zdjęcie pochodzi ze strony Festiwalu Filmowego Pięć Smaków.

Jestem wyczerpana!

Miły moment, nakład książki „Historia sztuki dla dzieci i rodziców. Rozmowy z Kajtkiem”, wydanej przez Wydawnictwo Bukowy Las, został wyczerpany. Wszystkim, którzy książkę kupili, serdecznie dziękuję. I wdzięczna jestem Wydawnictwu ogromnie, bo bez Bukowego Lasu książki by nie było.

IMG_8571

Miłe słowa o „Duchach…”

Na blogu moznaprzeczytać.pl pojawiła się bardzo piękna recenzja „Duchów Singapuru”. Jej fragment poniżej:

„(…)Duchy Singapuru” Ewy Jałochowskiej to wyjątkowa, przepiękna i wartościowa opowieść. Mimo poruszenia niełatwej i kontrowersyjnej w naszym kraju tematyki, autorka zrealizowała swój oryginalny pomysł z lekkością, wdziękiem i elegancją. Było to nie lada wyzwanie, któremu bez wątpienia sprostała. Warto też wspomnieć o formie przekazu – lekkim stylu, ciepłym i dowcipnym oraz o doskonałej polszczyźnie. Do lektury „Duchów Singapuru” zachęcam i dzieci, i młodzież, i młodych (duchem, umysłem) dorosłych – ci pierwsi mogą odnaleźć w niej odpowiedzi na wiele nurtujących i pytań, a ci ostatni – na nowo odkryć w sobie dziecko. Jej lekturę (najlepiej – wspólną) szczególnie polecam rodzinom wielokulturowym i wielowyznaniowym; tym, które szukają swojego miejsca za granicą i tym, które zmagają się z problemem choroby, starości i śmierci. Jestem przekonana, że posiada ona terapeutyczną moc, pozwalającą zrozumieć sens trudnych życiowych doświadczeń i pogodzić się z nimi.(…)”

Ho ho! Serdecznie dziękuję za miłe słowa!

Koralikiem w mrok

– Co takiego zgubiła nowoczesność? Co takiego kryje się w tradycji? Brud? Bieda? Choroby? Do nich tak tęsknisz? – spytał. – Nowoczesność to także lekarstwa, szczepionki, szpitale dla wszystkich…
– Daj spokój! Dobrze wiesz, co mam na myśli! – krzyknęła Yin i rzuciła w Yanga jednym z kapci leżących tuż pod jej ręką. Yang uchylił się i kapeć poleciał dalej. Poleciał… dosłownie poleciał, bo zamienił się w mały żółty samolocik, który krążył przez chwilę nad głowami dzieci, a gdy powrócił nad stół, wylądował i zamienił się w stary wyszywany koralikami kapeć. Yin wzięła go do ręki i obejrzała dokładnie. Czarne i białe koraliki ułożone były w kształt róży, zielone w łodygę, a żółte wypełniały przestrzeń dookoła. But był wesoły i smutny zarazem, jasny kolor jarzył się radośnie, a czarny dodawał kapciowi powagi. Yin zerknęła na Kaja i, zanim chłopiec zdążył mrugnąć okiem, żółty kapeć poszybował w jego stronę. W locie zamienił się w samolot, doleciał do ucha chłopca, bzyknął, okrążył głowę Kaja i powrócił do Yin. Przez kolejne minuty dzieci bawiły się wspólnie, podskakując, ganiając i łapiąc latający kapciosamolot. Yin nagle podbiegła do brata i pocałowała go w policzek. – Widzisz? Właśnie o tym mówiłam. Kiedyś ludzie żyli razem, wspólnie. Mieszkali razem, pomagali sobie, dzieci bawiły się wspólnie, dzisiaj jest inaczej, jesteśmy sobie obcy…
– Inaczej nie znaczy gorzej – Yang nie dawał za wygraną. – Nie przekonasz mnie, że życie w biedzie było lepsze…
– Czegoś nie rozumiem – przerwał Kaj. – Dlaczego ciągle mówicie o biedzie. Nie rozumiem po prostu skąd tu wzięła się bieda, skoro na wyspę w 1819 roku przypłynęli Brytyjczycy, skoro otworzyli port, skoro do portu przypływali kupcy i skoro Singapur stał się dzięki nim bogatym, kupieckim miastem. Tego wciąż nie rozumiem – stwierdził. – Jaka bieda?
W odpowiedzi Yang klasnął w dłonie i koraliki leżące grubą warstwą na podłodze zaczęły falować jak morze. Spod nóg Yanga wypływały koralikowe okręty, wielkie, piękne, wielomasztowe, z jasnymi żaglami. Pierwszy, drugi, trzeci. Każdy z nich miał zawieszoną na czubku masztu flagę brytyjską i przez wydłużony dziób każdy kształtem przypominał delfina. Raptem żaglowce zakołysały się na boki i z morza wychynęła ławica chińskich łódek. Były mniejsze od żaglowców, ale było ich dużo. Fale wzmagały się i część łódek pod nimi znikała. Niektóre wynurzały się i płynęły dalej, niektóre pozostawały na dnie. Wreszcie Yang klasnął w dłonie i znikły wszystkie. I duże, i małe rozpłynęły się w morzu koralików, przykryte koralikową falą.
– Gdy przypłynęli Brytyjczycy, bogaci byli ci, którzy przypłynęli z nimi i z nimi robili interesy. Oni rządzili wyspą, dbali więc najbardziej o siebie i o swoje miasto. Na tych, którzy mieszkali w wioskach poza miastem, na tych białym nie zależało. A w wioskach mieszkali Chińczycy, Malajowie, Hindusi i Euroazjaci. Żyli zgodnie i biednie. Chcieli decydować o swoim losie i sami sobą rządzić, dlatego jakiś czas po drugiej wojnie światowej Brytyjczycy musieli opuścić wyspę i oddać ją wszystkim mieszkańcom. Nowoczesność dotarła do biednych wiosek, a ich mieszkańcy uzyskali dostęp do prądu i wody. A potem stare chałupy zniszczono i zamiast nich postawiono bloki, w których mieściło się więcej ludzi. Dla tych ludzi lepsza była nowoczesność. Nie przekonasz mnie, że życie w biedzie było lepsze… – powtórzył Yang po raz kolejny.
– Nie chcę cię przekonywać, że było lepsze… – Yin usiadła za bratem i oparła się o niego plecami – ale że było bardziej wolne. Jedzenie można było zbierać z ziemi, owoce, zioła były niczyje, a więc i moje. Dzisiaj nic nie jest moje, dopóki za to nie zapłacę. Wszystko zalane jest betonem, w dole i w górze, bo wieżowce zasłaniają niebo. Ludzie gnieżdżą się w nich jak mrówki w mrowisku, ledwo się słyszą w tym zgiełku. I gdzie się podziały lasy? Im więcej tej nowoczesności, tym mniej lasów – powiedziała a gdy klasnęła w dłonie, z zasypanej koralikami podłogi podniosło się miasto, wysokie pod sam sufit. Wieżowce powstały z niebieskich i czarnych kulek, podczas gdy kolorowe kulki krążyły u ich podnóża jak tłum sunący ulicami. Gdy Yin klasnęła w ręce po raz drugi, czarno-błękitne wieżowce rozsypały się i opadły, ale tylko na chwilę, bo zaraz podniosły się znowu, zaczęły wirować wokół siebie i ułożyły się w piękny las z rozłożystymi koronami drzew. Kaj był zachwycony. Obserwował jak z podłogi wyrastają krzywe palmy, jak koraliki wskakują jeden na drugi, tworząc kształty deszczowych drzew, ulubionych drzew Kaja w Singapurze. Korony różniły się jak chmury i, chociaż Kaj wiedział, że liście są jedynie koralikowym złudzeniem, w tej jednej chwili prawie uwierzył, iż są prawdziwe.
– Ja kocham las! – wytłumaczyła Yin, a z pierwszym jej słowem koraliki rozpadły się i zamiast lasu u stóp dzieci znowu rozpościerała się jedynie pustynia. – Chcę w nim mieszkać, spacerować po nim, słuchać go. Gdy słucham lasu, słucham także siebie i mogę słuchać ciebie. Dlatego wybrałam dom na wyspie Ubin, a ty… – łokciem trąciła brata – a ty możesz mieszkać w mieście, nawet na ostatnim piętrze najwyższego wieżowca przy najgłośniejszej ulicy głównej dzielnicy wielkiego azjatyckiego miasta, tylko już zostaw moje biedne koraliki w spokoju! Przestań rozwiewać je po lesie. Każdy koralik jest ważny, każdy. Muszę o nie dbać, żeby się w tej nowoczesności nie pogubiły.

Fragment powieści dla dzieci i młodzieży, Duchy Singapuru.

Zamzam

Obudziły go dwie krople na nosie. Nie była to jednak woda, za którą Kaj tęsknił, tylko łzy. Dwie kolejne, gotowe do lotu czekały na czarnych rzęsach dzieci. Zmartwione twarze Yin i Yanga wisiały tuż nad Kajem.
– On żyje. – Yin wstała z kolan, wytarła łzy i nos rękawem. Kaj uśmiechnął się w duchu, widząc płaczącą dziewczynkę. Ale zaraz spochmurniał, patrząc na sukienkę i chustę zawiniętą wokół jej głowy. Przypomniał sobie o owcach i całej tej historii ciągnącej się za dywanem jak nitka za starym swetrem.
– Co to za miejsce? – spytał, wstając. Nie pamiętał, co się wydarzyło wcześniej, ani jak wyszli z tajfunu. Pamiętał tylko, że zabrakło mu tchu.
– Jesteśmy w Mekce. – Yang także wstał. „Nieduży jak siostra”, przemknęło Kajowi przez głowę. „Nie kłócą się. Po raz pierwszy widzę ich razem w zgodzie”. Kaj stanął koło dzieci. Czuł się przy rodzeństwie wysoki i stary, bo górował nad nimi, wyższy o dwie głowy. Ale i bardzo młody, w porównaniu z nimi nawet niedojrzały. Yang mówił dalej:
– Nad nami jest Kaaba, świątynia Adama i Abrahama z Czarnym Kamieniem. – Pokazał sufit szerokiej sali.– Nad nami? – spytał Kaj zdziwiony. – Stoimy pod nimi? 
– Niedokładnie, dwadzieścia metrów dalej. Nie mógłbyś przybyć tu w miesiącu zul-hidżdżah, gdy trwa wielka pielgrzymka do świętego miejsca, którą kończy Święto Ofiarowania. Wtedy są tu tłumy!
– A, właśnie! – wykrzyknął Kaj, wystawiając palec. Słysząc o ofiarach, przypomniał sobie własne oburzenie.
– Święto Ofiarowania! – krzyknął i rozejrzał się po sali, słysząc echo. Niewiele w niej było prócz metalowej barierki zdobionej wzorami, które Kajowi coś przypominały, ale nie miał czasu zastanowić się, z czym mu się kojarzą.
– Wiele już rozumiem z waszej religii, jest jeden Bóg i jego prorok, którego słowa są dla was święte. – Kaj starał się mówić powoli, chociaż słowa nie chciały na niego czekać. Musiał siłą zmuszać je, żeby wyskakiwały wolniej.
– Rozumiem, że w waszym islamie jest wiele dobrego. – Chłopiec westchnął. – Jest miłość, jest pokój i jest potrzeba wspólnoty. Chociaż są też tacy, którzy uważają, że miłość islamu jest głęboko ukryta pod warstwą tradycji, która ją zmieniła i którą terroryści wykorzystują…
– Ale terroryści nie mówią językiem islamu, tylko udają – bronił się Yang.
– Właśnie! – znowu krzyknął Kaj. – Posłusznie was słuchałem, wyrzuciłem z głowy myśl o terrorystach jako tych złych, co nie słuchają lub nie rozumieją mądrych słów proroka, ale o owcach, o rytualnym uboju zwierząt nie mogę zapomnieć. Po prostu nie mogę. Nie mogę zapomnieć i nie mogę zrozumieć!
Kaj cały płonął. Trząsł się z rozżalenia. Zapomniał, że chciał zobaczyć Mekkę, zapomniał o wszystkim dobrym, czego się dowiedział i co spotkało go tej nocy. O dozorcy-sułtanie z magicznego lustra, o dywanie, który unosił go nad światem. Opuścił głowę. Wiedział, że nadchodzi, że wraca. Poczuł uprzedzenie, z którym znowu przegrywał. Nawet sukienka Yin przestała być ładna, a chusta na głowie dziewczynki stała się w tej chwili po prostu brzydka, chociaż wcześniej Kaj się nią zachwycał. Czekał, aż Yang coś powie. Wiedział, że tak będzie, bo chłopiec spojrzał na niego, uniósł brodę i popatrzył gdzieś daleko, jakby szukał myśli, jakby musiał ją gonić i sprowadzić na miejsce. „A może jego myśl jest nieposłuszna i wcale nie chce tu przybyć. Może jest rozbrykana jak dziki koń? Opiera się, walczy?”, zastanawiał się Kaj, obserwując chłopca. Wreszcie Yang znalazł to, czego szukał, i powiedział:
– Posłuszeństwo. O nim dziś mówiłeś, o posłuszeństwie. Jeśli w islamie składamy ofiarę w czasie Hari Raya Haji, nie robimy tego z nienawiści do zwierząt, ale po to, żeby okazać Allahowi, że jesteśmy mu posłuszni w każdym, nawet trudnym momencie wymagającym ofiary, ponieważ ufamy mu bezgranicznie. Nawet jeśli każe nam, jak kazał Abrahamowi, złożyć syna w ofierze, syna Izmaela…
– A nie Izaaka? – spytał Kaj, bo wiedział z Biblii, że Abraham miał złożyć w ofierze syna Izaaka, ale dłoń Boga go powstrzymała w ostatnim momencie.
– W naszej tradycji Abraham miał złożyć w ofierze syna Izmaela – powiedział spokojnie Yang.
– Przecież imię niewiele zmienia. Liczy się akt posłuszeństwa, zaufania i zawierzenia woli Allaha – dodała Yin.
– Nie chcemy nikogo skrzywdzić – kontynuował Yang. – Owce nie giną na marne, mięso dostają biedni. Przecież ty sam także jesz mięso, nie jesz samych warzyw.
Kaj nie odpowiedział. Znowu mieli rację, przecież jadł mięso zwierząt. Nie mógł z tym dyskutować. Czuł, że się nie zgadza na wszelkie zabijanie, ale jedząc kotlety, sam w nim bierze udział. Westchnął ciężko.Yin dotknęła jego ręki.
– Nam też nie jest łatwo, jest nam przykro, jak tobie, ale musimy być posłuszni, musimy zaufać woli Allaha, tak jak zaufała jej Hagar, służąca Abrahama, którą prorok Abraham wywiózł na pustynię z małym Izmaelem i zostawił samą – przemawiała Yin językiem dorosłych. „Jak  mówca lub jak ksiądz”, pomyślał Kaj. A dziewczynka mówiła dalej: – Nieszczęsna matka nie miała wody, by dać ją synowi. Siedem razy biegała od wzgórza do wzgórza, szukając źródła, gdy nagle anioł je przed nią odsłonił…
Kaj, który stał do tej pory na własnych nogach, usiadł na myśl o wodzie. Nie miał już siły. Siedział na dywanie ze zwieszoną głową i szukał w ustach śliny. Płakałby, gdyby miał czym, ale nie miał. Wysechł jak piasek pod nogami Hagar. Jak bardzo jej teraz zazdrościł, bo jej anioł pokazał wodę, ale on, Kaj, przecież nie wierzy w anioły. Kto pomoże jemu? Nie chciał się wcale kłócić z Yin i Yangiem, bo rozumiał dzieci. Zrozumiał, że w Święto Ofiarowania wierni są poddawani próbie, za każdym razem, każdego roku muszą wybrać i pokazać sobie, że są posłuszni Allahowi. Kaj zakrył twarz i skulił się na dywanie. Szeptał, że bardzo chce mu się pić, że już nie może, nie pił od ta dawna. Dłoń Yanga złapała Kaja i pociągnęła do góry.
– Chodź, zobacz! Oto studnia Hagar! Przecież Yin o niej właśnie ci mówiła! Studnia Zamzam! Jest tutaj w Mekce!Kaj stanął przed metalową barierką, zdobioną wygiętymi prętami, która coś mu przypomniała. „Wiem! Pierścionek mamy miał podobny wzór”, pomyślał chłopiec, a potem obszedł dookoła barierkę, starając się zajrzeć w głęboką czarną dziurę.
– Studnia! Woda! – powiedział szczęśliwy i zobaczył Yin, która wyciąga do niego butelkę pełną wody. Uśmiechnął się, bo dziewczynka promieniała.
– Myślałeś, że nie znamy opowieści o psie, którego trzeba napoić? – spytała. – Nieważne kim jesteś, pij. Woda ze studni Zamzam jest dla wszystkich. To jedno najbardziej chciałam ci powiedzieć. – Yin podała Kajowi butelkę. W tej samej chwili, w której palce chłopca chwyciły ją, wysoko ponad nimi zabrzmiał silny głos.
– Muezin wzywa do modlitwy – szepnęła Yin, słuchając śpiewu mężczyzny. – Świt się zbliża.
Kaj zamoczył usta i spojrzał na wyjście, w którym pojawił się pierwszy promień słońca. I nie wiedział, czy stało się to od tej kropli wody, czy to wschód słońca sprawił, że nagle wszystko wokół zawirowało. „Nie zobaczyłem jeszcze nawet Kaaby”, starał się krzyczeć Kaj, ale nikt go nie słyszał. Ostatnim wirującym spojrzeniem zobaczył jeszcze kręcącą się wokół jego głowy salę, dwójkę dzieci, Yin i Yanga. Poczuł, że znowu coś go wsysa, nie butelka i nie światło. „Chyba wciąga mnie studnia”, pomyślał, a jego myśli dudniły echem w czarnej dziurze… I już po chwili zamiast na dywanie w Mekce siedział w swoim łóżku, słuchając śpiewu muezina tuż przed wschodem słońca. W prawej ręce wciąż trzymał butelkę pełną wody, z której w niezwykły sposób nic nie ubyło, ani kropla nie rozlała się w czasie drogi. Kaj westchnął z ulgą, napił się porządnie i zasnął.

Fragment książki dla dzieci i młodzieży, Duchy Singapuru

Starsze wpisy

© 2018 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial