Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Pół człowiek pół jeż (strona 1 z 2)

O początek

Z podręcznika anatomii. Schemat budowy pół człowieka pół jeża. Rozdział jeden – trzy. Rozwój. Przebiega w trzech fazach. Układy i organy wewnętrzne rozwijają się spiralnie w fazie pierwszej. W czasie trwania fazy drugiej wykształcają się członki. W trzeciej kształtu nabierają igły. Naukowcy wciąż spierają się o początek. Czy pół człowiek pół jeż jest pół człowiekiem pół jeżem już od chwili zawiązania pierwszego supełka, czy od chwili przejścia nitki przez ucho igielne. Czy może zaczyna istnieć dopiero, gdy wiatr ożywia haft na firance.

Mapa

Pół człowiek pół jeż patrzy na mapę. Słońce grzeje o poranku. Droga jest prosta, przyjemna, bo w cieniu przez las. Wszystko zaplanował. Miejsce na postój przy szemrzącym strumyku i czarne kropki jagód. Refleksy światła na skórze. Nie będzie się spieszył, lecz szedł przez czas leniwie. Piasek z drogi przesypie mu się pomiędzy palcami. Lubi wbić się nimi w najciemniejszą ziemię. Stopy zostawią na niej ślad po linii. Przez las przetoczy się jego zapach. Mrówki wyliżą kropelki potu z kosmyków trawy. Pół człowiek pół jeż przymyka oczy i rusza. Prawa noga unosi się ponad ścieżką. Jakby jednak ciut za wysoko. Zdecydowanie. Zaczepia o gałąź. Gdyby rozkrok trwał dłużej, byłby bardzo bolesny. Nie jest, bo od ścieżki oderwała się już druga noga. Chce skorygować trasę tej pierwszej. Wykonuje ruch nieprecyzyjny. Zamach zbyt gwałtowny, wykop za silny. Pół człowiek pół jeż obiema stopami nie znajduje oparcia. Leci ponad lasem i niewiele rozumie. Tylko tyle, że prawa fizyki różnią się od praw poezji. Ale nie aż tak bardzo. Siła odśrodkowa. Świat musiał skręcił.

Poziomki

Pół człowiek pół jeż nie lata. Wznosi się i spada. Kiedyś spadł tak bardzo, że przykryła go brunatna ziemia. Uniósł się ponad nią drzewem genealogicznym i obrodził słodkimi poziomkami. Myślał, że będzie z nich pożytek, lecz te odfrunęły zamiast opaść i zgnić na kształt jeża. Chciał lecieć za nimi, lecz pół człowiek pół jeż nie lata. Dawno temu nauczył gryźć się w język w chwilach uniesienia. A grawitacja tylko na to czekała.

Z pamiętnika pół człowieka pół jeża

Ześlizgnęła się ze zgrzytem. Pierwszy ruch jest najtrudniejszy. Pół człowiek pół jeż rozumiał. Musiał nauczyć się nią pracować. Odpowiedni kąt i siła. Nie chciał jej zniszczyć. Ostatnie oszczędności wysupłał na nią z czerwonej skarpety. Listonosz skrzywił się, gdy brał do ręki ciepłe jeszcze banknoty. Pół człowiek pół jeż nie zauważył. Miał skarb. Żadna inna nie musiała być tak wytrzymała. Od razu pobiegł do pustego o tej porze parku. Nie chciał mieć świadków. Tanich nagłówków. Uderzył raz i drugi. Ześlizgnęła się ze zgrzytem. Że ramiona bolą, to nic. Twardy materiał. Najtwardszy. Byle go zadrapać, naruszyć. Potem pójdzie. Poszło. Pracował z zadartą głową. Nielekko. Im dłużej kopał, tym bardziej zaciągało się. Cieniem zaszły parkowe trawniki. Mimo burzy nie przerwał. Wbił się ostrym korytarzem w chmurę. Łopata szczękała. Żeby nie spaść zapierał się kolcami. Nic go już nie powstrzyma. Mokry od deszczu park w dole malał mu w oczach. Wokół niego było całkiem biało. Warstwę ciemnych chmur pozostawił pod sobą. Chciał wyżej, skoro tutaj doszedł. Wzniesiona ponad nim łopata weszła w coś miękko. Już nie twarde powietrze. Na pół człowieka pół jeża posypały się ciemne grudki. Wiele drobnych i dwie duże. Jedna z nich uderzyła go w głowę. Nad sobą miał dziurę w ziemi. Mało brakowało, zostałby strącony. Złapał jej krawędzie i po chwili już leżał na trawie. On był uratowany. Łopata przepadła.

Ciastka

Pół człowiek pół jeż nie otwiera kopert z banków. Zamyka za nimi szufladę. W drugiej leżą połamane kredki, niedopasowane śrubki i przerdzewiałe uszczelki. W trzeciej notatki, których pisma nie przeczyta. W czwartej zamknięte wiersze. W piątej zdjęcia w nieładzie, bo przypominają się bez porządku. W piątej koraliki niegdyś ciasno oplatające szyję. Naszyjnik dawno pękł. Guziki płaszczy, które odkleiły się od ciała, leżą w szóstej. Nitki powyłaziły z nich w szczeliny. Szufladę z foremkami do pieczenia zamyka na końcu. Zjadłby ciastko, ale czy forma nie zniewoli go od środka?

Z pamiętnika pół człowieka pół jeża

Każdej nocy budził się i patrzył na księżyc. Nawet wtedy, gdy ten był w kwadrze dla niego niedostępnej, nawet wtedy, gdy wstawało słońce, nawet wtedy, gdy spał. Patrzył nałogowo. Nie pomagały plastry antyksiężycowe, księżycowe gumy do żucia i cukierki księżycopodobne. Z rozkoszą oddychał księżycowym pyłem i przy każdym oddechu to pęczniał, to kurczył się. Okularów nie mył na wypadek zaćmienia. Żywił się jedynie rogalikami i w kształt rogalika układał się do snu. Wkrótce twarz mu zaczęła szarzeć a w oczach pojawiła się świetlista melancholia. Zrozumiał, że musi zerwać z nałogiem i miał nawet pewność, że zrobiłby to, żeby tylko księżyc zachować. Mógłby nawet umrzeć, żeby księżyc się nie zmieniał. Chciał umrzeć. Podchodził do niego zbyt blisko, w nadziej, że zostanie rozcięty jego ostrą krawędzią albo dźgnięty rogiem lub przygnieciony do Ziemi a może chociaż oślepiony. Na wszelki wypadek więc nie mrugał ani jedną powieką. On mógł odejść. Nawet powinien, byle tylko księżyc pozostał nietknięty. Jednak księżyc nie pozostawał. Co noc spoglądał z wysoka na pół człowieka pół jeża. I nie potrafił przestać. Nawet gdy był po innej stronie globu, nawet, gdy nie powinien, nawet wtedy zaglądał mu w okna. I nic nie mógł poradzić ani na swój zachwyt ani na coraz wyższy i gęstszy las igieł porastających jego srebrzystą powierzchnię.

Z pamiętnika pół człowieka pół psa

Jeśli chodzi o psa, to on jest całkiem niewytresowany. Nie da mu się powiedzieć: aport. To znaczy powiedzieć można, ale on nie aportuje. Od razu przewraca się i prosi, żeby go podrapać. O, tu, tu, tu… trochę na lewo. Powiedz mu: stój. Idzie. Powiedz: leżeć. Aportuje. I wreszcie, bo właśnie o tę komendę chodziło. Tylko, że on nie przynosi patyka, piłki, ani dzikiej kaczki, jedynie but sąsiada. Kilka minut później dzwonek do drzwi. W drzwiach sąsiad aportuje policjanta. Najgorsze są jednak sklepy. Wchodzisz do tego na rogu, sklepu z porcelaną. Ot, tak wszedłeś. Chcesz sobie tylko przejrzeć asortyment. Że niby stać cię. Sklep jest niewielki, za to ekskluzywny. Przestrzeń dość ciasna. Półki wypełnione wazami, filiżankami z malowanym uszkiem. I wszystko starsze niż dziadek pradziadka. Ostrożnie! Półmisek wystaje dzióbkiem. Obchodzisz go, żeby nie zahaczyć. Przeciskasz się pomiędzy regałami i wtedy odzywa się staromodny dzwonek u wejścia. Do sklepu wkracza znajomy. Nie tylko znasz go, ale i lubisz. Ogon idzie w górę. Merda z radości. Cieszysz się, więc dzióbek z półmiskiem pada ci do stóp. Jakich stóp? No przecież nie twoich. Najdelikatniej, jak tylko umiesz, żeby nie wdepnąć łapą w skorupy, obracasz się i przy okazji ogonem zmiatasz komplet miśnieńskich filiżanek. Na podłogę sypie się dwanaście spodeczków, komplet do picia japońskiej herbaty. Wazon, z barwionego szkła. Secesja, więc ten najdroższy. I kilka rozchwianych już wcześniej kieliszków. Wszystko spada ci na grzbiet i pęka. Chcesz w locie złapać paterę, lecz psie łapy rzadko kiedy bywają chwytne. Rozwierasz szczękę, zaciskasz zęby na porcelanie. Miażdżysz ją, ale złapałeś. Sprzedawca krzyczy, ty szczekasz, znajomy wycofuje się chyłkiem. Opuszczasz ogon. To nic, że poniewczasie. Jedną komendę dziś opanowałeś.

Z pamiętnika pół człowieka pół jeża

Pół jeż śpi jeszcze. Zwinięty w pudełku na guziki, wsparł głowę na poduszce z igłami. Pół człowiek spać nie może. Agrafka go poszturchuje, przez sen gadają zatrzaski a spragnione czułości szpilki przytulają się aż do krwi. Niewygodnie mu. Za ciasno w nieswoich snach. Wstaje, wiąże buty i wychodzi. Następuje rozdzielenie. Człowiek idzie sam i w oczy wieje mu wiatr. Dobrze, że mocno zawiązał sznurówki. Szkoda tylko, że supeł rozluźnia się. Człowiek wysuwa z ciężkich butów stopy i bezwolnie unosi się. Nieborak wisiałby nad miastem długo jeszcze, gdyby w pudełku z guzikami nie obudził się jeż.
– Ech, człowieku. – mruczy przypinając pół człowieka igłami do ziemi. – I coś ty sobie myślał?

Z pamiętnika pół-człowieka pół-jeża

Gdy jest się pół musi w międzyczasie pojawić się zwątpienie. Ale zwątpienie przybiera postać tylko w połowie. Pół-jeż w połowie bywa pół-ptakiem, który zwątpił. W co zwątpił, to wiadomo dopiero, gdy pół-jeż poleci lub spadnie. Gdy spadnie, oznacza, że zwątpił w pół-ptaka, gdy poleci, zwątpił w pół-jeża. W każdym z tych przypadków zwątpił w pół-człowieka. Gdy pół-człowiek poleci, wiadomo, że nie zwątpił w pół-ptaka, ale w pół-człowieka. Z czego wynika, że nie zwątpił w pół-jeża, bo zwątpienia może być tylko pół. I dlatego pół-człowiek pół-jeż, który nie zwątpił w pół-ptaka i poleciał, i tak zawsze spadnie. Pół-jeż jest na końcu i na początku zwątpienia. W sumie daje to całego jeża, który zwątpił w siebie bez reszty.

Z pamiętnika pół człowieka pół jeża

O korzyściach z posiadania igieł. Na przykład w nogę uderzyłam się w poniedziałek. Stało się to nagle i nieoczekiwanie. Na prostej drodze od biurka do biurka. We wtorek noga spuchła. Utykałam, ale tylko trochę. Wciąż mogłam chodzić. Ból dawał oparcie i przyjemne poczucie łączności z ziemią. Odciągał od niepewności. Coś wreszcie działo się na pewno. Ból rzeczywisty. Żeby trwał postanowiłam nie siadać. W środę więc stopa przestała przypominać stopę. Kształtem bliższa była balonowi. W czwartek zaczęła odrywać się od ziemi i podlatywać ku górze, co dokonało się w piątek, ponieważ niesiona wiatrem za stopę zdążyłam na czas do autobusu. W sobotę, gdy wstałam z łóżka, świat jawił mi się już do góry nogami. Balon na wysokości ciągnął drugą nogę do siebie, podczas, gdy ramiona, nie mogąc odnaleźć dla siebie miejsca, otaczały i potrącały zwisającą bardzo nisko głowę. A głowa, co nie od dziś wiadomo, oparcia mi żadnego nie daje. W niedzielę więc, korzystając z posiadania igieł, przekułam balon i od poniedziałku znów siadam do biurka.

Ilustracja „Niebieski stół”, autorstwa Ginny Casey, pochodzi ze strony Two coats of paint.

Starsze wpisy

© 2018 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial