Nie będzie to opowieść o balonie. Że balon powinien latać, on sam wiedział. Że nie powinien siedzieć zamknięty w szufladzie, dobrze rozumiał swoim gumowym zmysłem. Gumowy zmysł balona jest nader rozciągliwy. Rozciąga się na samą myśl. Myśl balona stawała się coraz intensywniejsza. Siedział w dusznej szufladzie od zbyt wielu balonowych lat. Pamiętał, gdy jasność zaczęła zawężać się z koła do kwadratu, z kwadratu do prostokąta aż stała się cienka jak nitka i znikła. Balon patrzył w miejsce, w którym znikła i czekał. Gumowe oczy przywykły do ciemności. Zmiażdżony pod brakiem światła balon leżał płaski. Tylko, że to wcale nie jest opowieść o nim. Balon miał nader rozciągliwy zmysł. Jego zmysł wypełniał się potrzebą coraz bardziej aż stał się zbyt pękaty dla szuflady biurka. Biurko, bo to o nim jest ta opowieść, zmysły miało drewniane, oszlifowane, pomalowane bejcą i polakierowane. Zmysły biurka otwierały się, uchylały, skrzypiały, stukały i choć bardzo się starały, elastyczne nie były.
– To nic – powiedział balon i rósł.
Im był okrąglejszy, tym biurko stawało się bardziej rozciągliwe. Powyrzucało z wnętrza szuflady. Pootwierało drzwi, żeby balon mógł w nim rosnąć. Balon więc rósł i gdy oderwał się od podłogi, razem z nim oderwało się biurko. Gdzież oni razem nie latali?

Obraz autorstwa Jędrzeja Jałochowskiego