Ewa Jałochowska

Historyk sztuki, pisze książki

Author: ewajalochowska (strona 2 z 104)

Kołyszesz

Stajesz na trawie boso. Niebo jest bezchmurne. Słonce pali. Stopy zakorzeniają się w chłód. Unosisz ramiona. Zamykasz oczy. Nie dzieje się nic. Nagryzasz uśmiechem sacrum oczekiwania. Ty wiesz, co się zaraz wyświęci. W kościach czujesz cud. Uszy masz pełne wiatru. Szum przechodzi w dudnienie. Chmury kładą się na oczach cieniem. Kołyszesz chmurami. Kołyszesz drzewami. Kołyszesz deszczem, który odrywa się od chmur. Korzenie odrywają się od ziemi. Ty odrywasz się od trawy. Zające w locie wyjadają maliny. Podniebne jeże pogubiły igły. Igły spadają ci na twarz kroplami, wiec ty spadasz na trawę deszczem. Jesteś czysta.

Smutny Mamut na pikniku

A w sobotę, 29 czerwca, a w sobotę na Imieninach Jana Kochanowskiego w Warszawie było pięknie! Do Wydawnictwa Nisza i do Smutnego Mamuta przyszły dzieci poznawać mity starego świata i wymyślać nie tylko nowe, ale i nowy, lepszy świat. I dzieci były w tworzeniu bardzo skuteczne. Na przykład Aniela narysowała dom pełen chorych, więc Helena natychmiast stworzyła dla nich świat bez chorób. Ponieważ Grześ martwił się losem zanieczyszczonej planety, stworzył kredkami przyszłość czystą, zieloną i beztroską. Leon wyobraził sobie świat ulepiony z mgły przez nordyckich bogów. A Tymek pięknie opowiadał o wymyślonym przez siebie świecie we wnętrzu słonia. Nie muszę chyba mówić, że Smutny Mamut był zachwycony!
Za możliwość tworzenia nowych światów z dorosłymi i dziećmi a przede wszystkim za cudowny, wspólny czas książkowego święta dziękujemy, Jedrek i ja, wspaniałemu Wydawnictwu Nisza.

Ohmmmmm

Nauka medytacji. Dzień pierwszy. Siadam. Łączę palce. Zamykam oczy. Nic. Staram się myśleć nic. Tylko oddycham. Powoli. Oddech głęboki. Czyste, krystaliczne powietrze wpływa do płuc. Wpływa czyste, ale wypływa już inne, ciężkie, zmęczone, gorące. Ogień. Parzy. Zieję ogniem. Gaszę go krystalicznym powietrzem, które ponownie zasysam do płuc i głębiej, głębiej, jeszcze głębiej ciągnę je z wysiłkiem do przepony, cząsteczka za cząsteczką, bo ono wyraźnie nie chce tam dotrzeć. Uparta ta przepona. Gdzie ona jest, czy tam, gdzie wystaje brzuch i nie chce się schować nawet w czasie oddychania? Cisza! Karcę się. W czasie medytacji nie wolno myśleć. Zupełny brak. Czuję go, czuję brak i pustkę doskonałą. Ile to już minut minęło? Uchylam powieki. Zielone cyferki zegarka wyraźnie śmieją się ze mnie. Dwie minuty. Niezrażona zapadam się ponownie. Wciągam krystalicznie czyste powietrze. O, robotnicy już przyszli. Dym z ich pięciu papierosów wypełnia mi przeponę. Robotnicy coś sobie opowiadają w piwnicy, jednak ja, zanurzona w stanie medytacji słyszę ich głos jako odległe mruczenie. Prawie, że ohmmmmm. Ohmmmm, odpowiada na wysokich obrotach pralka sąsiada z pierwszego piętra. I nagle powstaje czarowny wielogłos, bo do pralki dołącza silnik koparki za oknem. Ale ja jestem ponad nimi, nie wiruję, oddycham głęboko. Oddech dociera do najdalszych zakamarków ciała. Czuję, jak pod jego wpływem rozluźniają się mięśnie. A nie, jednak się nie rozluźniają, tylko mocniej zaciskają. Jestem kłębkiem nerwów. Nie myślę tego oczywiście, bo w czasie medytacji nie wolno. Nie muszę myśleć i bez tego wiem. Kłębek nerwów. Kłębek nerwów, powtarzam jak mantrę i nagle po ciele rozlewa się zachwyt nad językiem polskim, jego pięknem i ukrytą w nim mądrością przodków. Piękno słów, znaczeń, zdań do napisania. Otwieram oczy. Z piersi wyrywa mi się bardzo niskie ohmmm, które można by pomylić z wrrrr.
– Rany boskie! – zakrywam usta, żeby nie wyleciał ten najgłębszy oddech, ale jest za późno – Muszę pisać. Mam dwa tygodnie spóźnienia!
I tak, całkiem już zrelaksowana, usiadłam dziś do pracy.

Ogłoszenia drobne

W naszym mieście odbyło się doroczne uszczelnianie. Do worków na śmieci mieszkańcy wyrzucili kilka ton niezarejestrowanych szczelin, dziur, szczerb i rozpadlin. W ciągu jednego dnia, od rozszczelnienia do uszczelnienia powiek, mieszkańcy wyszukiwali szpary powstałe w wyniku osiadania gruntów, odkształcania się drzwi, rysy biegnące pod presją czasu, dziury wynikłe z korozji, wiatru, ognia, powietrza, wody, wady wzroku, słuchu, dotyku i smaku. Zaklejone zostały otwory powstałe w czasie ewolucji, przejścia pomiędzy budynkami, dziury w zębach, niedomknięte związki i uczucia nienazwane. Wycieki feromonów, melancholii i ulewającej się tęsknoty należy zgłaszać do zakładów kanalizacyjnych bezzwłocznie. Ekipa naprawcza grzeje silnik w garażu.

Dźwięki

Na widowni zapadła cisza. Przez chwilę w powietrzu trwało jeszcze kasłanie, szuranie i szeptanie publiczności. Choć ucichła, jej odgłosy trwały w pamięci. Pół człowiek pół jeż każdy dźwięk przyjmował z wdzięcznością i niepokojem. Wdzięczność nie wymaga tłumaczenia. Dźwięki stwarzały mu świat. Do tamtej chwili, pewny był tego, nikt nie stwarzał świata samymi dźwiękami. Słowem, obrazem, obrazem i słowem, piaskiem, wodą, ogniem, lodem, a nawet siekierą, ale nikt nie użył jako budulca samego dźwięku. A teraz świat miał powstać tylko w oparciu o niego. Niepokój pół człowieka pół jeża nie miał odpowiednika w brzmieniu, bo był jeszcze niestworzony. Ciszę przerwało tupnięcie dyrygenta. Krzesła skrzypnęły, gdy orkiestra wstała. Rozległy się oklaski. Pół człowiek pół jeż słyszał kolejne etapy wydobywania się z nicości. Widzieć wciąż nie mógł. Jego oczy nie były przypisane do żadnej nuty. Czekał na swoją kolej, na swoją chwilę stwarzania. Dyrygent uniósł batutę. „To już!”, pół człowiek pół jeż chciał krzyknąć. Zamiast tego zapadła cisza. Musiał stracić przytomność. Gdy się ocknął, bolała go głowa. Rozcierał guz na głowie i słuchał dobiegającej ze wszystkich zakamarków powstałego dopiero co wszechświata melodyjnej opowieści o pół człowieku pół jeżu, z którego nie wydobył się żaden dźwięk pod uderzeniem pałeczki cymbalisty. A zatem pół człowiek pół jeż był już stworzony, choć nie takiego brzmienia się spodziewał.

Ilustracja: Wassily Kandinsky. Ściana A, 1922.

Półksiężyc

To pół przylegało niesymetrycznie. Już dawno przesunęło się czarnym półokręgiem. Najpierw na kole pojawiła się rysa. Od wnętrza przybiegała zygzakiem do krawędzi i czarny półksiężyc odsunął się. Mógłby odsunąć się w różne miejsca. Przed nim otwarte stały czarne przestrzenie. Mógłby się po nich wznieść, mógłby dryfować, dać się zepchnąć do narożnika, wepchnąć w kąt jakiejś sile, jednej czy drugiej. Mógłby dążyć, zdążyć, spóźnić się. Zniknąć też. I mógłby spaść. Niech tam. Niech będzie, że nawet na Ziemię. Albo prawie. Na parapet mógłby, gdzie leżałby w ciszy kontemplując stan zawieszenia pomiędzy niebem a chodnikiem. Mógłby spaść na sposób pozytywistyczny. Zostać czarnym dachem chroniącym przed słońcem lub deszczem. Mógłby wpasować się w życie biologiczne planety i zająć miejsce czarnego kapelusza na odnodze grzybni. Zamiast tego opadł półkolistym obcasem tuż pod moją stopę. Jedną nogą sięgam teraz Ziemi a drugą księżyca.

Smutek mamuta w Dwójce

Na antenie Dwójki, patrona medialnego książki, Smutek mamuta. Prawie wszystkie mity świata, Wydawnictwa Nisza, o mitach opowiadałam tak, co można nie tylko usłyszeć, ale także zobaczyć .

W Domu nad Łąkami

Pamięć o tym wyjątkowym dniu chowam do szuflady z najpiękniejszymi widokami. A właściwie nie tyle pamięć, co spojrzenie Zofii Nałkowskiej. Bo tego dnia ona, we własnej osobie, ze ściany Muzeum im. Nałkowskich, gdzie miałam zaszczyt opowiadać o książce „W cieniu sławy”, słuchała mojej opowieści o zapomnianych rodzeństwach. Nie umiem wyrazić jak bardzo jestem wdzięczna za zaproszenie do Domu nad Łąkami, kiedyś rodzinnego domu Zofii Nałkowskiej a dziś muzeum. Radość, miłość, wzruszenie!

Doładuj haiku

Gniazdo ptaka po
słusznie rozśpiewał się do
zgonu baterii.

Haiku o świcie

Porwało ciało
rozszerzoną źrenicą
ze snu bibułkę,

Starsze wpisy Nowsze wpisy

© 2019 Ewa Jałochowska

Theme by Anders NorenUp ↑

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial