Łasi się połać kołdry, przymila oddechem poduszka.
– Nie idź – namawiają stopę.
Chciałyby ją zatrzymać, lecz ta zapada w dolinę i szuka na dywanie wydeptanej ścieżki. Kładzie wełniane łany. Wciska się w wąwóz klepki. Za sobą pozostawia wysuszoną muchę i lepkie „ściskam mocno” pająka. Już słyszy skrzypienie sosny, już zapach się ku dołowi otwiera. Przyspiesza więc i palec zadziera ku żlebom szuflad, przewieszkom wieszaków i szczytowi szafy. Dziś znowu się do niej wespnie z asekuracją podłogi, od której oderwać się wciąż nie potrafi.