Kobieta patrzyła na brata zdziwiona. W dłoni trzymał ogryzek. Jeszcze jadł i pestki zmieszane z kroplami spadały mu na pierś. Jabłko było słodkie i miękkie. Sok spływał na ogorzałą skórę mężczyzny. Zapach dźwięczał. Takiego jabłka się nie zapomina.
– Jeszcze będą o nim pisać baśnie – powiedziała nie odrywając spojrzenia od piersi brata.
– O kim? – mężczyzna nie zrozumiał.
Nie zamierzała tłumaczyć. Palcem starła sok z jego torsu a potem wylizała. I palce, i tors.
– Co robisz?
Sad znajdował się za wzniesieniem. Nikt nie mógł ich widzieć. Zresztą nikogo w pobliżu nie było. I jakoś tak się zdarzyło, że jej palce szukały soku coraz niżej i coraz głębiej.
– Słuchaj – westchnął krótko, ale nie skończył zdania. Chciał coś powiedzieć o ojcu. Rozmyślił się.
Ojciec powinien spać, jak zwykle po południu. Tego jednak dnia nie mógł zasnąć, poczuł się samotny i opuszczony. W poszukiwaniu dzieci przeszedł przez niewielkie, zarośnięte lasem wzgórze, gdzie znalazł siostrę pijącą soki brata. Gdy o zachodzie słońca dzieci stanęły przed rodzinnym domem, drzwi wejściowe były już dla nich zamknięte. Ojciec podkręcił telewizor, żeby nie słyszeć ich wołania.
– Zostaliśmy sierotami. – Powiedział mężczyzna. Siedzieli w szałasie zbudowanym z patyków i opierali się o siebie plecami.
– Ja będę dbał o ciebie. A czy ty będziesz troszczyła się o mnie tak, jak on się troszczył? – zapytał.
– Słuchaj, Adam – Ewa wydłubywała kijkiem dziurę w ziemi – Między nami nic nie będzie. Ja po prostu bardzo lubię jabłka.

Ilustracja: Studium jabłka, Paul Cezanne.